Przełom wieków zastał ich w Stanach. Dotarli pod granicę z Kanadą i płot ogradzający posiadłość Stephena Kinga, ulubionego pisarza Bartka. Wcześniej przez kilka dni mieszkali na Dolnym Manhattanie, w kultowej „17” – hotelu odwiedzanym przez Madonnę i Woody'ego Allena (nazwa pochodzi od numeru ulicy, adres: 225 East 17th Street – przy 1st Avenue, niedaleko artystowskiej East Village).
– Ciasny pokoik. Siódme piętro, okno na podwórze i na dachy sąsiednich budynków, łazienka w korytarzu – wylicza Ewa. W hotelowym pokoju miejsca wystarczyło na szerokie łóżko. Najważniejszą dekoracją były pasiaste tapety. Miękka wykładzina koiła ich stopy i emocje. Gdy cztery lata po tej podróży przeprowadzali się z 50-metrowego mieszkania w Wilanowie do dwukrotnie większego apartamentu w osiedlu Marina (Mokotów), mieli już pomysł na sypialnię.
Kuchnia bez czesania
Z dystryktu Nowy Jork przenosimy się do Prowansji. Podróżujemy komfortowo. Dwa kontynenty łączy korytarz. Kiedy kupowali mieszkanie, światem kuchennego designu rządziła estetyka laboratorium: technouproszczenie i kompozytowe blaty. – Nie chcieliśmy, żeby wszystko było takie sterylne i wyczesane – mówi Ewa.
Dlatego kuchnia jest w stylu rustykalno - prowansalskim. W przeciwieństwie do sypialni pomieszczenie to nie nawiązuje do konkretnej podróży. To miks wyidealizowanych wyobrażeń o miejscu, które miło się wspomina. Trochę tu babcinego ciepełka, szczypta nowoczesnego (ale również przyjaznego) wzornictwa. I stół, który prawdopodobnie jest najważniejszy. Służy zarówno do spożywania posiłków, jak i do odrabiania prac domowych, grania w karty. Kupili go w Klinice Antyków, zanim się tu wprowadzili (w poprzednim mieszkaniu w ogóle nie mieli stołu, bo się nie mieścił). Podobno ma sto lat. Jest odnowiony, ale nie na tip-top. Jego charakter tworzą pęknięcia i skazy. Gdyby je zamaskować, zginęłaby dusza, przepadła Prowansja. To samo stałoby się, gdyby postąpili zgodnie z radą fachowców od podłóg: „Spokojnie, my wam te fugi na gładko zrobimy, równo z kaflami”. Nie chcieli ani na równo, ani na gładko, tylko na „country”. Kremowe płytki o nieregularnej fakturze ciemnieją w załamaniach powierzchni.