Spis treści
- Dlaczego nie zostawiam wody w systemie nawadniania na zimę?
- Zakręcam dopływ wody i opróżniam instalację
- Zabezpieczam automatyczny system nawadniania przed mrozem
- Opróżniam z wody wąż ogrodowy i chowam go do suchego pomieszczenia
- Przygotowuję linie kroplujące do zimy
- Nie zapominam o kranach, złączkach i sterownikach
- Sprawdzam całą instalację przed nadejściem mrozów
- Czy warto zabezpieczać system nawadniania, jeśli zima jest łagodna?
Dlaczego nie zostawiam wody w systemie nawadniania na zimę?
Przed zimą przypominam sobie jedną ważną zasadę: największym zagrożeniem dla instalacji nawadniającej jest nie sam mróz, ale woda, która pozostaje w jej wnętrzu.
Gdy temperatura spada poniżej zera, woda zamarza i zwiększa swoją objętość. Jeżeli znajduje się w zamkniętym przewodzie, złączce lub zraszaczu, może doprowadzić do pęknięcia jego obudowy albo rozszczelnienia połączeń. Co gorsza, nie wszystkie uszkodzenia zauważę od razu. Czasami dopiero wiosną, po ponownym uruchomieniu nawadniania, odkrywam nieszczelności.
Dlatego nie czekam na silne mrozy. Przygotowania rozpoczynam jesienią, zanim pojawią się pierwsze temperatury poniżej 0°C. Najczęściej wybieram suchy dzień w październiku lub listopadzie, ale zawsze kieruję się aktualną prognozą pogody.
Zakręcam dopływ wody i opróżniam instalację
Pierwszą czynnością, którą wykonuję, jest zamknięcie zaworu doprowadzającego wodę do ogrodu. Jeśli mam osobny zawór przeznaczony do instalacji nawadniającej, odcinam dopływ właśnie w tym miejscu.
Następnie otwieram odpowiednie punkty poboru wody i zawory spustowe, aby usunąć ciśnienie oraz umożliwić wypłynięcie wody. Staram się pamiętać o wszystkich odcinkach instalacji, także tych położonych najniżej.
W przypadku rozbudowanego systemu sprawdzam jego dokumentację. Niektóre instalacje są wyposażone w automatyczne zawory odwadniające, inne wymagają ręcznego opróżnienia lub przedmuchania przewodów.
Nie zakładam jednak, że samo odkręcenie kranu wystarczy. W podziemnych rurach może nadal pozostawać woda, szczególnie w zagłębieniach terenu.
Zabezpieczam automatyczny system nawadniania przed mrozem
Jeżeli mam w ogrodzie automatyczne zraszacze, poświęcam im szczególną uwagę. Rury ukryte pod ziemią mogą być trudne do skontrolowania, a naprawa uszkodzonego fragmentu instalacji często wiąże się z rozkopywaniem trawnika.
W wielu systemach jednym z najskuteczniejszych sposobów przygotowania instalacji do zimy jest wydmuchanie pozostałej wody za pomocą sprężonego powietrza. Nie podłączam jednak kompresora bez sprawdzenia parametrów technicznych instalacji. Zbyt wysokie ciśnienie lub niewłaściwy przepływ powietrza mogą uszkodzić rury, elektrozawory i zraszacze. Jeśli producent dopuszcza przedmuchiwanie, przestrzegam jego instrukcji. Poszczególne sekcje muszą być opróżniane w odpowiedniej kolejności, a sprężonego powietrza nie wolno kierować przez elementy, które nie są do tego przeznaczone.
Gdy nie znam parametrów systemu lub nie mam doświadczenia z kompresorem, zlecam tę czynność fachowcowi. Uważam, że to rozsądniejsze niż ryzykowanie uszkodzenia kosztownej instalacji.
Jeśli mój system ma zawory odwadniające, sprawdzam, czy są sprawne i czy umożliwiają usunięcie wody zgodnie z projektem. Samo ich posiadanie nie zawsze gwarantuje całkowite opróżnienie wszystkich przewodów.
Zobacz galerię zdjęć: Jak założyć system nawadniania ogrodu
Opróżniam z wody wąż ogrodowy i chowam go do suchego pomieszczenia
Przed zimą nie zapominam o wężach ogrodowych. Przed ich schowaniem wykonuję kilka czynności:
- Odłączam go od kranu i zdejmuję pistolet zraszający oraz szybkozłączki.
- Rozwijam wąż na całej długości, aby usunąć zagięcia.
- Unoszę kolejne fragmenty przewodu, umożliwiając wypłynięcie pozostałej wody.
- Sprawdzam, czy na powierzchni nie ma pęknięć, przetarć i innych uszkodzeń.
- Zwijam wąż w luźne kręgi, bez mocnego załamywania materiału.
Tak przygotowany wąż przenoszę do garażu, piwnicy albo innego suchego pomieszczenia, najlepiej zabezpieczonego przed mrozem. Nic na nich nie kładę - długotrwały nacisk może prowadzić do odkształceń. Jeśli przechowuję wąż na bębnie, staram się nie zwijać go zbyt ciasno.
Przygotowuję linie kroplujące do zimy
System nawadniania kropelkowego również wymaga zabezpieczenia, chociaż jego przygotowanie może wyglądać inaczej niż w przypadku klasycznych zraszaczy.
Najpierw odcinam dopływ wody, a następnie demontuję elementy, które zgodnie z zaleceniami producenta powinny zimować w pomieszczeniu. Dotyczy to zwłaszcza reduktorów ciśnienia, filtrów i niektórych sterowników. Później otwieram zakończenia linii kroplujących i pozwalam wodzie swobodnie wypłynąć. Jeśli przewody leżą na powierzchni ziemi, mogę delikatnie je unosić, aby ułatwić opróżnianie. Zwracam szczególną uwagę na miejsca, w których przewód tworzy zagłębienia. To właśnie tam woda może się gromadzić.
Jeżeli używam przenośnych węży kroplujących lub pocących się, po opróżnieniu mogę je zwinąć i schować. W przypadku instalacji przeznaczonych do pozostawienia w gruncie postępuję według instrukcji producenta.
Nie przedmuchuję delikatnych linii kroplujących wysokim ciśnieniem. Takie działanie mogłoby uszkodzić emitery i połączenia.
Przeczytaj też: Koniec z drogim podlewaniem! Odkryj sprytne sposoby na oszczędzanie wody w ogrodzie
Nie zapominam o kranach, złączkach i sterownikach
Podczas zabezpieczania ogrodu łatwo skoncentrować się na samych wężach i zraszaczach. Tymczasem równie ważne są niewielkie elementy całego systemu.
Przed zimą odłączam szybkozłączki, pistolety zraszające, rozdzielacze oraz końcówki do podlewania. Opróżniam je z wody, oczyszczam z piasku i ziemi, a następnie odkładam w suche miejsce.
Szczególną uwagę zwracam na zewnętrzne krany ogrodowe. Jeśli korzystam ze zwykłego kranu, zamykam dopływ wody od strony budynku, a następnie opróżniam odcinek instalacji narażony na zamarznięcie. Demontuję także bateryjne programatory nawadniania montowane bezpośrednio na kranie. Wyjmuję z nich baterie i przechowuję urządzenia w miejscu, w którym nie będą narażone na mróz ani wilgoć.
W przypadku pomp ogrodowych i hydroforów sprawdzam instrukcję obsługi. Urządzenia znajdujące się w nieogrzewanych miejscach zwykle wymagają opróżnienia z wody, a często również demontażu i przechowywania w dodatniej temperaturze.
Sprawdzam całą instalację przed nadejściem mrozów
Kiedy wydaje mi się, że wszystko jest już gotowe, robię jeszcze jeden obchód ogrodu. To dobry sposób, aby wyłapać drobiazgi, które wcześniej mogłem przeoczyć.
Sprawdzam, czy przy kranach nie zostały podłączone węże, czy wszystkie przenośne zraszacze trafiły do schowka i czy elementy instalacji wymagające demontażu są bezpieczne.
Zaglądam również do skrzynek zaworowych. Sprawdzam ich stan, szukam widocznych uszkodzeń i upewniam się, że zostały przygotowane do zimy zgodnie z zaleceniami producenta.
Jeżeli zauważę pękniętą złączkę albo nieszczelny przewód, zapisuję sobie, co trzeba wymienić przed wiosną. Dzięki temu nie muszę przypominać sobie wszystkich usterek dopiero podczas pierwszego podlewania ogrodu.
Czy warto zabezpieczać system nawadniania, jeśli zima jest łagodna?
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Nie kieruję się wyłącznie tym, jak wygląda pogoda w październiku czy listopadzie. Nawet po kilku tygodniach dodatnich temperatur może nadejść fala mrozów.
Zabezpieczenie instalacji wodnej traktuję więc jako obowiązkowy element jesiennych porządków w ogrodzie, podobnie jak sprzątanie liści czy przygotowywanie roślin wrażliwych na zimno.
Najważniejsze jest dla mnie usunięcie wody z miejsc, w których mogłaby zamarznąć.
Zobacz galerię zdjęć: Przebudowa starego młyna w Patrykach na Warmii
Kiedy Bożena i Andrzej kupowali młyn w Patrykach, planowali żeby był budynkiem gospodarczym, pomocniczym, ale z charakterem. Potem plany się zmieniły. Powiedzieli sobie: może damy radę zrobić swój nowy dom w tym starym młynie. Przeczytaj o tym remoncie.