Zakochała się i zamieszkała w starej chyży w Bieszczadach. Z ruiny stworzyli dom i agroturystykę

Monika, nauczycielka, rzuciła wszystko dla miłości i marzenia o życiu w Bieszczadach. Razem z Piotrem odmienili starą, łemkowską chyżę w magiczną „Chatę nad Wisłokiem”. To niezwykła historia o pasji, drugim życiu i domu, w którym zatrzymał się czas. Zobaczcie te wnętrza!

Historia Moniki i Piotra oraz ich Chaty nad Wisłokiem jest niezwykła. Los rozdawał karty, dobrze nimi grali, choć nie obyło się bez ciężkiej pracy i romantycznych zbiegów okoliczności.

Marzenie o łemkowskiej chyży i zakup od pszczelarza

Piotr Sztukowski od dziecka kochał góry, szczególnym sentymentem darząc Bieszczady. Już jako dorosły marzył, by tam zamieszkać. Ale nie byle gdzie, lecz w oryginalnej łemkowskiej chyży! – Łemkowie tak nazywali zarówno zagrodę (zwykle 1,2-2-hektarową), jak i stojący na niej długi na 25 m drewniany dom – wyjaśnia Piotr. – Mieściły się w nim pomieszczenia mieszkalne, gospodarcze i inwentarskie, a strych pełnił funkcję stodoły.

Pewnego razu Piotr znalazł ogłoszenie o sprzedaży chyży. Po dwóch dniach poszukiwań dotarł do niej i właściciela, ale do transakcji nie doszło z powodów formalnych. Ale… niedaleko tego domu stał inny, należący do schorowanego staruszka imieniem Felek, który w okolicy słynął z najlepszego miodu. Piotr postanowił kupić ów likwor. – Czas przy miodzie miło nam płynął – mówi Piotr. – Z głupia frant zagadnąłem, czy nie chciałby sprzedać swojej chyży. Usłyszałem, że gospodarstwo jest już wnuka, a on tu tylko mieszka. Zostawiłem numer telefonu, pożegnałem się i… nie mogłem zapomnieć! Jakież było moje zdziwienie, gdy pół roku później wnuk pana Felka zadzwonił. I tak stałem się właścicielem drewnianej ruiny – ale przepięknej i oryginalnej!

Gdy miłość puka do drzwi chaty: historia Moniki i Piotra

Remont domu i praca w zagrodzie nie miały (i nie mają!) końca. Jednak dobry los znów dał o sobie znać i połączył dwoje ludzi. Monika Tomaszewska, mieszkająca dziesiątki kilometrów od Wisłoka Wielkiego, czasem czytywała Piotrowego bloga, dzięki czemu poznała historię Łemków i tej chyży. Słyszała też o niej od swojej znajomej Małgosi, która znała Piotra, ale przez głowę jej nie przeszło, że kiedyś tam zamieszka!

– Trafiłam tu podczas urlopu w 2012 roku i przepadłam – opowiada Monika. – Osobowość gospodarza i magia miejsca mnie urzekły. Czułam, że ja także mu się spodobałam, ale jako „osobniki” dość dojrzałe i po przejściach, nie wierzyliśmy w to, co nas spotkało. W końcu jednak uczucia zwyciężyły – w 2018 roku wzięliśmy ślub w naszej chacie! Pierwsza wizyta u Piotra rozpoczęła nowy rozdział w moim życiu, a wszystko, co się w nim wydarzało wcześniej, prowadziło mnie właśnie tutaj. Pracę nauczyciela zamieniłam na stanowisko palacza-sprzątacza-kucharza-budowlańca. Jestem szczęśliwa, choć nie były to decyzje łatwe i wiele musiałam się nauczyć. Po sześciu latach powiem, że to był dobry wybór. Ziściło się wiele naszych planów i mamy kolejne!

Chata nad Wisłokiem: drugie życie starej obory i mebli z duszą

Stare rzeczy mają duszę! Monika i Piotr ocalają je od zapomnienia i dają im drugie życie. Cieszy ich myśl, że te przedmioty komuś służyły, coś przeżyły, mają swoją historię. Nie znajdziemy więc w ich domu i obejściu wielu nowych sprzętów. Wszystkie pomieszczenia są wyposażone w sprzęty stare albo bardzo stare, które sami odnowili. Wymaga to dużo zachodu i cierpliwości, ale daje jeszcze więcej satysfakcji.

Pokój kominkowy to dawna obora. Obecnie ma podłogę z jodłowych desek, na których leży rumuński kilim. Na stareńką kołyskę natrafiliśmy w sklepiku Kurka Starocie w Boguchwale – w tym musi być magia! W drugiej części pokoju kominkowego stoją wygodne sofy i fotel oraz wisi hamak (Lesovik). Na ścianie wisi portret gospodarzy – wizja ich samych i chaty – namalowany przez panią Grażynę z Popielnik.pl. Spod jej ręki wyszła także „ptasia skarbonka”. Przy kolonialnej szafce, która przyjechała z Moniką ze Śremu, stoi oryginalna ludowa suknia karpacka.

Wnętrze łemkowskiej chaty

i

Autor: Igor Dziedzicki, stylizacja: Jolanta Musiałowicz

Wokół pieca i stołu: serce domu pełne smaków i tradycji

Jadalnia jest wyłożona kamieniem, który doskonale pasuje do masywnych ościeżnic i bielonych ścian. Bieliźniarkę z pracowni Vikea zdobi obraz, prezent urodzinowy Piotra pędzla Jolanty Richter-Magnuszewskiej. Obok blat stołu stolarskiego z oryginalnymi drewnianymi śrubami – teraz służy za słup ogłoszeniowy.

– Wiekowa szafa chlebowa to jedno z moich ukochanych znalezisk – mówi Monika. – Jest prosta i piękna. W drzwiczkach widzimy blachę z otworkami wentylacyjnymi. Ten mebel przypomina o tradycji pieczenia chleba w domu. Na nim moja błękitna kolekcja… Kredens rezydował w miejscowości… Wielkie Oczy. Monika i Piotr pojechali po niego, odświeżyli i zastawili bolesławiecką ceramiką (prezent ślubny od przyjaciół).

Na drzwiach wisi łapacz snów – także prezent z tej okazji od Moni z Magicznego Brzozowego Wzgórza. Dzbanki, imbryki oraz inne naczynia łączy kolor niebieski, a raczej jego odcienie. To podarunki od bliskich, znajomych, a także efekty polowania w sieci i na pchlich targach.

Wiszące pod pułapem suszące się zioła to zwykły widok w tym domu. – Nad piecem zaś to konieczność – śmieje się gospodyni. – W kulturze łemkowskiej piec kuchenny odgrywał ogromną rolę. Wokół niego toczyło się życie rodzinne, dawał ciepło, strawę i bezpieczeństwo. Nawiasem mówiąc, zanim się tu sprowadziłam, prawie nic o Łemkach nie wiedziałam. Teraz wraz z Piotrem staramy się podkreślać istnienie tej mniejszości narodowej.

Agroturystyka z pasją: pokoje dla gości z poetycką nazwą

Przed laty Piotr wpadł na pomysł agroturystyki w chyży. – Udało się nam go zrealizować! Postawiliśmy nawet dodatkowy domek dla gości – opowiadają. Chata nad Wisłokiem – tak nazywa się nasza chyża. Mamy wielu gości, a wszyscy z pozytywną energią. W postawionym przez Piotra budynku na górze są pokoje dla gości, a na dole – spółdzielnia zajmująca się przetwarzaniem płodów ziemi.

Wnętrze łemkowskiej chaty

i

Autor: Igor Dziedzicki, stylizacja: Jolanta Musiałowicz

Każdy z trzech pokoi dla gości ma poetyczną nazwę i odpowiedni wystrój, nawet łazienek!

W Niebiesiach prym wiodą meble w odcieniach błękitu. Tabliczka „Uwaga! Nie boimy się marzyć” pochodzi z Innej bajki. – Stolik i krzesło odnowiłam farbami kredowymi Liberon – mówi Monika. – Niebieski to odcień o nazwie Błękit północy. Szafeczka nocna kupiona w sklepie Wyciąg z kąta wraz ze stojącym na niej kubkiem to jedne z niewielu mocniejszych akcentów kolorystycznych.

W Ćwirlandii królują ptaki. Wyhaftowane na pościeli, w licznych dekoracjach… Nazwa wzięła się stąd, że pokój mieści się w dawnej stajence, w której mieszkały świergotliwe kopciuszki. Metalowe łóżka gospodarze kupili w opłakanym stanie. Po gruntownym remoncie i malowaniu cieszą się nowym życiem.

W Szumilesie przeważają motywy roślinne oraz zieleń i biel. Łóżka z bali zrobili własnoręcznie Monika i Piotr. Drzwi do łazienki to uratowane stare skrzydło ozdobione malunkami pani Joli.

Łazienki są komfortowe, lecz utrzymane w stylu Chaty. Płytki (Peronda) wyglądają, jakby broniły ścian przed wodą od stu lat. Umywalka osadzona w pięknym kawałku drewna spoczywa na żeliwnych nogach od maszyny do szycia. Niemal stuletnia wyżymaczka pełni dziś funkcję uchwytu na papier toaletowy.

Od czosnku niedźwiedziego po pradawne zboża: ekologiczne gospodarstwo i spółdzielnia

Na stół trafiają produkty z naszej zagrody lub od okolicznych producentów. – Robimy twarogi, jogurty, sery długo dojrzewające, a także przetwory, pieczemy chleby – opowiada Monika. Sami hodują warzywa i owoce, zbierają zioła, by zdrowo karmić siebie i gości. W 2018 roku założyli spółdzielnię socjalną, w której pracują cztery osoby ze wsi – razem prowadzą to ekologiczne gospodarstwo.

– Zbiór ziół, a potem ich obróbka to ważna część pracy spółdzielni – kontynuuje gospodyni. – Razem z Asią, Martą, Irenką i Bożenką, naszymi współpracownicami, uwijamy się nad nimi od wiosny! Zaczynamy od zbioru czosnku niedźwiedziego, potem jest czas mniszka i pędów sosny, pokrzywy, mięty, bluszczyku kurdybanka. Ponadto uprawiamy pradawne odmiany zbóż, m.in. pszenice samopszę i płaskurkę oraz żyto krzycę. Potem mielimy je na mąkę. Zioła, mąkę oraz inne nasze produkty można kupić w internecie.

Plany na przyszłość i miłość do zwierząt

W planach Moniki i Piotra jest mała szklarnia z odmianami dziadkowych warzyw i owoców oraz rozwinięcie upraw ekologicznych. Ze szkodnikami walczą wyłącznie w sposób naturalny. – Bielinka, który nabrał apetytu na naszą kapustę, zwalczyliśmy wrotyczem, mszyce zaś odstraszamy naparem z pokrzyw – wyjaśniają.

Chcą też rozwijać swoje kulinarne pasje. – Oboje lubimy gotować. Wymieniamy się przepisami z gośćmi i sąsiadami. Chętnie sięgamy po receptury naszych mam i babć. Moja mama – wtrąca Monika – pewnie się śmieje z nieba, widząc moje zmagania, bo kiedyś raczej uciekałam z kuchni!

Koty zajmują ważne miejsce w naszym domu. – Felka to kocica nazwana na cześć pana Felka, poprzedniego właściciela. Potem dołączyły do nas Kafel i Elfka. Kochamy zwierzęta i marzymy, by móc im pomagać na większą skalę niż dotychczas – mówi Monika.

Może kolejny pokój dla gości będzie miał nazwę związaną z miodem? Przecież od miodu wszystko się zaczęło, mamy pasiekę, serwujemy własny miód oraz miodowe nalewki.

Wnętrze łemkowskiej chaty

i

Autor: Igor Dziedzicki, stylizacja: Jolanta Musiałowicz
Murator Google News
Murator Remontuje #2: Dziury w ścianie, uszkodzona ściana – jak naprawić?
Materiał sponsorowany
Materiał sponsorowany