Znaleźli poniemiecki budynek wiejskiej szkoły z 1890 r. Zakochali się w nim i stworzyli Starą Szkołę wśród mazurskich Wzgórz Dylewskich

2026-04-20 10:53

Zamiast gonitwy w mieście – życie w rytmie natury, własna serowarnia i warsztaty kulinarne w starej poniemieckiej szkole. Ewa i Jacek porzucili Łódź, kupili wiekowy budynek na Mazurach i z szacunkiem przywrócili mu życie. Dziś ich Stara Szkoła to miejsce, gdzie goście nie tylko odpoczywają, ale uczą się gotować, zbierać zioła i cieszyć się slow life. Jak to zrobili, nie niszcząc duszy XIX-wiecznej architektury?

To miejsce powstało w starej, poniemieckiej szkole, wśród przepięknych mazurskich wzgórz. I jak widać, duch uczenia się przetrwał w starych murach. Najpierw nauczył nowych, przybyłych z miasta właścicieli życia w rytmie natury, kiedy jeszcze pojęcie slow life nie było modne, a potem zachęcił ich do podzielenia się tym z innymi. Miał być domem na odpoczynek po intensywnym życiu zawodowym, a stał się miejscem, gdzie Ewa i Jacek zdobyli kilka nowych zawodów. Jak to się stało?

Z Łodzi do slow life wśród mazurskich Wzgórz Dylewskich

W okolicę Wzgórz Dylewskich przyjechali z Łodzi. Chcieli uciec z miasta, zwolnić. To miejsce zachwyciło ich pofałdowanym krajobrazem. Przywodziło na myśl ukochane góry: Beskid Niski, Bieszczady, a było bliżej.

Ze sobą przywieźli zamiłowanie do aktywności w plenerze (oboje byli przewodnikami beskidzkimi), dobrego kina i smacznej kuchni. Podczas wielu podróży po Francji kosztowali znakomitych potraw, serów, win. I poznali złotą zasadę: szacunek dla świeżych, lokalnych składników. Podobną Jacek wyniósł z rodzinnego domu o kresowych korzeniach.

Znaleźli poniemiecki budynek wiejskiej szkoły z 1890 r., z mieszkaniem dla nauczyciela oraz budynkami gospodarczymi. Był wiekowy, ale w dobrym stanie.

Solidny mur z czerwonej cegły oparł się czasowi, a wojenne i powojenne zawieruchy jakoś go ominęły. Pozostała za to dobra architektura – piękna bryła w kształcie krzyża, ogromne łukowe okna doświetlające dwie byłe klasy lekcyjne, wysokie poddasze, oficjalne wejście główne i dwa prywatne od strony podwórza. No i samo podwórze – duży teren z budynkiem gospodarczym umożliwiający prowadzenie małego gospodarstwa na własne potrzeby. Miejsce na uprawy. Plus kawałek lasu.

Jak na dwie osoby to trochę za dużo? Wkrótce na świat przyszła trzecia i… trzeba było zmodyfikować życiowe plany. Wrócić do aktywności zawodowej, ale w zmienionych warunkach. 

Dom w poniemieckiej szkole na Mazurach

i

Autor: Jarosław Kąkol

Przede wszystkim nie psuj – szacunek dla ducha starej poniemieckiej szkoły

Kupując i remontując budynek, nie planowali tego, że będą wynajmować pokoje. Miał służyć odwiedzającej ich licznej rodzinie. Dom był duży, pojemny, choć o specyficznym układzie wnętrz na parterze – w końcu to była szkoła. Nie zmienili tego układu, tylko wykorzystali. Dwie klasy lekcyjne stały się przestronną kuchnio-jadalnią i salonem. Dwupokojowe mieszkanie nauczyciela z dużą łazienką z oknem i przechodnim gabinetem (byłą kancelarią szkoły) trafiło pod władanie gospodarzy. Docenili jego kameralność i odseparowanie od części wspólnej.

Na nieużytkowym poddaszu powstało pięć pokoi z łazienkami. Budynek był na tyle wysoki, że nie było potrzeby podnoszenia dachu i podwyższania ścianek kolankowych. Dzięki krzyżowej formie bryły były aż cztery duże ściany szczytowe. Każda z powodzeniem mieściła trzyczęściowe okna i dodatkowo po dwa małe, wyglądające trochę jak okienka strzelnicze, ale dodające charakteru. Tylko w jednej połaci zdecydowali się wstawić lukarnę.

Okna, drzwi, ściany i sufity stanowią o uroku miejsca. Ewa i Jacek z szacunkiem podeszli do tego, co ocaliła historia. Wiele ze starego budynku zachowano. Skrzynkowe okna, starannie odmalowywane co cztery lata, nadal służą.

Łukowe nadproża są elementem charakterystycznym całego domu, nie tylko okien i drzwi zewnętrznych. Pozostawili je w drzwiach wewnętrznych, choć wymagało to zrobienia skrzydeł na zamówienie. Miejsca po zamurowanych drzwiach na parterze podkreślili i potraktowali jako ozdobę wnętrza.

Odsłonięte elementy więźby dachowej są ozdobą wysokich, skośnych sufitów na poddaszu. Murowane, łukowe sklepienia powtarzają się w sieni i w wejściu do piwnicy. Mur z czerwonej cegły pozostawiony na części ścian na parterze zdobi, tworzy klimat domu i przypomina o historii tego miejsca. Można dotknąć ręką jej szorstkiego oblicza.

Dom w poniemieckiej szkole na Mazurach

i

Autor: Jarosław Kąkol

Staranność w szczegółach – jak odnowiono wnętrza z zachowaniem oryginalnych łuków i czerwonej cegły

To, czego nie udało się zachować, wymieniali z wyczuciem. Klimatyczna klatka schodowa z drewnianymi schodami na piętro, kamienny kominek w salonie – wyglądają, jakby były tu od zawsze. Nowe piece kaflowe i kuchnia na drewno zostały odbudowane przez lokalnych fachowców.

Do urządzania wnętrz podeszli jak do gotowania – przyprawiali z umiarem, za to w odpowiednich proporcjach. Może dlatego wnętrza emanują spokojem. Wybierali naturalne materiały z okolicy – kamień, którego polodowcowe wzgórza nie skąpiły, drewno. Wyszukiwali stare drewniane meble, przedmioty i zdjęcia związane z historią domu i okolicy. Starali się przy wszystkich pracach korzystać z lokalnych fachowców. Zasada fair trade towarzyszy im do dziś – to od sąsiadów kupują mleko, jajka i inne produkty, których sami nie mają.

Własny ogród, zioła i serowarnia – lokalne produkty ponad wszystko

Duży teren wokół domu wykorzystali pod uprawę własnych warzyw i owoców, z których w ogromnej kuchni powstają nie tylko sezonowe potrawy, ale i przetwory, soki, susze. Pojemna XIX-wieczna piwnica jest idealna na ich przechowywanie.

Dom otoczyli drewnianymi tarasami na poziomie gruntu. Latem to na nich toczy się życie. Są idealne do obserwowania zielonego otoczenia – tu nie ukrywa się warzywnych grządek, ale traktuje je jak żywy spektakl, zmieniający się sezonowo. Z tarasu można podziwiać uprawy jak klomby w ogrodzie.

Szklana przybudówka – oranżeria – pełni tę samą funkcję w czasie niepogody.

Ewa odkryła w sobie zamiłowanie do zbierania ziół. Podstaw wiedzy na ten temat uczyła jej babcia podczas wakacji na wsi. Na wsi, jak sama mówi, otworzyła jej się szufladka w mózgu i nagle okazało się, że rozpoznaje zioła, ich zapach i zastosowanie. Dziś suszone zioła są znakiem rozpoznawczym domu.

Podróże po Francji zaowocowały miłością do serów. Jacek w części budynku gospodarczego stworzył serowarnię i produkuje własne, z tutejszego mleka.

Dom w poniemieckiej szkole na Mazurach

i

Autor: Jarosław Kąkol

Podziel się z innymi – jak narodziły się warsztaty kulinarne i dom gościnny Stara Szkoła

Punktem zwrotnym w ich myśleniu o domu była budowa dużego, ekskluzywnego hotelu w pobliżu. Choć wydaje się, że taka konkurencja mogła raczej zaszkodzić, zadziałało prawo synergii. Wzgórza Dylewskie stały się rozpoznawalną nazwą za sprawą marki Ireny Eris.

Pierwszymi gośćmi domu byli inżynierowie kierujący budową hotelu. Wtedy okazało się, że przyjmowanie gości nie tylko jest możliwe, ale i przyjemne. Sercem domu szybko stała się kuchnia z dużym drewnianym stołem, zamówionym u lokalnego cieśli, do którego goście lgnęli przywabieni nie tylko zapachami i smakami, ale i domową atmosferą.

Tak powstał Dom gościnny Stara Szkoła. Właściwie ta decyzja wypłynęła w sposób naturalny, była raczej usankcjonowaniem stanu. Ewa i Jacek potrafią cieszyć się życiem i na Mazurach zajmują się swoimi pasjami: dobrze gotują, robią sery i przetwory, zbierają i suszą zioła. Zachwycają się pięknem okolicy: na rowerze, kajaku, nartach biegowych, podczas spacerów lub z tarasu. I tym wszystkim dzielą się z gośćmi.

Okazało się, że ich podejście do kuchni i życia jest zaraźliwe i inspirujące. Goście chcieli nie tylko jeść i delektować się smakiem, ale także poznać tajniki gotowania. Stąd pomysł na warsztaty kulinarne: można się nauczyć robienia serów od podstaw, ale nie tylko. Zarazić miłością do dobrych składników, do poszanowania tego, co rośnie wokół.

Otwartość na ludzi, historię i smaki – czego można się nauczyć u Ewy i Jacka?

Stara Szkoła stoi otwartością. Na ludzi, na smaki, na historię, na życie. Właściciele mają oczy otwarte na to, co wokół. Dostrzegli piękno starego budynku, jego historii, Warmii i Mazur, lokalnych produktów. Podczas warsztatów u prof. Łukasza Łuczaja zyskali wiedzę na temat miejscowych dzikich roślin jadalnych. Ale śledzą także kuchnię innych rejonów świata podczas kulinarnych podróży.

Potrafili wydobyć piękno starej wiejskiej szkoły. Zachowali detale, nowe elementy dodawali z wyczuciem. Przywrócili budynek do życia, nie niszcząc jego klimatu. Tego wszystkiego można się nauczyć w Starej Szkole.

Dom w poniemieckiej szkole na Mazurach

i

Autor: Jarosław Kąkol

Zobacz inne niezwykłe metamorfozy starych domów:

Murator Google News
Murowane starcie
Dachówki – cementowe czy ceramiczne? MUROWANE STARCIE
Stara chata po niezwykłej przemianie