Bakelitowe włączniki i stajnia zmieniona w sypialnię. Niezwykły remont starej chałupy pod Myślenicami

2026-04-16 14:39

Był początek lat 90., gdy Anna i Łukasz przyjechali do małopolskiej wsi Zawada. Zobaczyli wówczas zarośniętą pokrzywami działkę i starą chałupę z 1871 roku. Mogli kupić coś nowszego i wygodniejszego, ale postanowili inaczej. Nabyli dom po stolarzu – budynek z częściowo spróchniałymi podłogami i wielką szafą, której nie dało się wynieść. Kierowała nimi nie chłodna kalkulacja, lecz głębokie przekonanie, że drewnianą architekturę ludową warto ratować.

Debata Muratora: Jak budować dom w czasach rosnących kosztów?
Materiał sponsorowany
Materiał sponsorowany

Dom stolarza. Ruinka uratowana przez Krakowian

Gdy Anna i Łukasz, którzy na co dzień mieszkają w Krakowie, po raz pierwszy przekroczyli próg starej chałupy we wsi Zawada w gminie Myślenice, poczuli, że mają do czynienia z czymś więcej niż ruiną. Dom wzniesiony w 1871 roku – o czym świadczy data wyryta na belce stropowej – był jednak w opłakanym stanie.

- Posiadłość, której ostatnim właścicielem był stolarz z rodziną, została przez nas zakupiona na początku lat. 90. Jej stan pozostawiał wiele do życzenia. Ogród był całkowicie zarośnięty samosiejkami i pokrzywami. Natomiast z tyłu za domostwem znajdowały się stare butwiejące belki z byłej stodoły, nienadające się już do niczego - relacjonuje Łukasz.

Mimo to małżeństwo zdecydowało się na zakup posiadłości. Dlaczego? Odpowiedzią jest wartość, której nie da się wyrazić w pieniądzach.

- Architektura drewniana ma dla nas wymiar kulturowy, który niestety powoli zanika w tym regionie. Drewniany dom bardzo szybko się nagrzewa, w przeciwieństwie do murowanego, co ma znaczenie w przypadku krótkoterminowych pobytów. Cenimy sobie również naturalność materiałów i autentyczność przedmiotów, które tu zastaliśmy - wyjaśnia Anna.

Wieloletni remont. Większość materiału pochodzi z rozbiórek

Małżeństwo nigdy nie traktowało tego remontu jako typowego projektu budowlanego, który należy jak najszybciej ukończyć.

- Dom był i jest wykorzystywany przez nas jako letniskowy. Prace trwały wiele lat, ale równocześnie spędzaliśmy w nim zawsze część wakacji - wyjaśnia Łukasz

Budynek zachował swój autentyczny charakter przede wszystkim dzięki konsekwentnemu wykorzystaniu materiałów pochodzących z rozbiórek innych starych obiektów, tam gdzie nie było możliwości naprawy tego, co para zastała na miejscu. Ścieżkę od drogi do wejścia wyłożono kamiennymi schodami uratowanymi podczas rozbiórki innego budynku. Największą zmianą było pokrycie dachu – zużytą dachówkę cementową zastąpiono czerwoną dachówką ceramiczną, również z drugiej ręki.

- Prawie wszystkie zewnętrzne elementy zachowaliśmy, poza jedną ścianą od strony stajni, którą odtworzyliśmy z nowych bali, częściowo modrzewiowych. Pozostała część elewacji została tylko umyta, a następnie zabezpieczona transparentnym impregnatem. Natomiast wypełnienia pomiędzy belkami (zrobione ze słomy lub warkoczy ze struganego drewna) pomalowaliśmy na kolor niebieski (mleko, wapno, ultramaryna) nawiązując do lokalnej tradycji w tym regionie - mówi właściciel i dodaje: - Również ogród przeszedł małą metamorfozę. Aktualnie przed domem rosną dwa stare drzewa: lipa i kasztan. Natomiast za budynkiem znajduje się wiekowy sad. Jest też stworzony przez nas klomb kwiatowy.

Skarby pozostawione przez dawnych właścicieli. Adaptacja wnętrza z szacunkiem dla przeszłości

Za drzwiami domu kryje się świat pełen autentycznych śladów przeszłości. Oprócz oryginalnej konstrukcji uwagę przyciągają meble pozostawione przez dawnego właściciela – stolarza. Najciekawszym przykładem jest wielka szafa, którą zbudował na miejscu. Zbyt duża, by ją wynieść, i zbyt solidna, by ją rozmontować, na zawsze stała się częścią ścian, w których powstała.

- Wszystkie łóżka są oryginalne, dawniej były one krótsze niż przewidują obecne standardy, w związku z tym zaistniała konieczność wydłużenia w nich wszystkich bocznych desek. Aby zachować oryginalną substancję, zostały one dosztukowane, a nie wymienione - mówi Anna.

Adaptacja wnętrz była jednak czymś więcej niż tylko odtworzeniem dawnych detali. Właściciele zadbali o to, by przestrzeń stała się funkcjonalna i komfortowa dla współczesnych użytkowników, jednocześnie szanując historyczny charakter budynku. W domu znajdują się trzy pokoje, z których każdy pełni inną rolę. Jeden z nich to była pracownia stolarska, która zyskała nowe życie, stając się jednym z głównych pomieszczeń. Drugi pokój był niegdyś stajnią, która została zaadaptowana na przestronną sypialnię. Trzecie pomieszczenie to izba bielona, która zachowała swój prosty charakter. Z kolei komórka z oknem posiadającym starą kratę została przerobiona na łazienkę. Sercem domostwa jest oczywiście duża kuchnia.

- Wymieniliśmy instalację elektryczną, teraz to czarne przewody mocowane w uchwytach bakelitowych. Zmieniliśmy również część wyłączników prądu i gniazdek na oryginalne, bakelitowe pochodzące z lat pięćdziesiątych. W zasadzie wszystkie lampy pochodzą z epoki. Część z nich modele o emaliowanych, starych kloszach. - wyjaśnia Łukasz i dodaje: - O wystroju decydujemy wspólnie z żoną. Staramy się zachować maksimum oryginalności. Dlatego też meble, którymi wyposażyliśmy wnętrze, zostały kupowane na pchlich targach, poprzez internet lub pochodzą z opuszczonych domów, jeżeli udało się nawiązać kontakt z aktualnymi właścicielami.

Największe wyzwania i efekt końcowy, o którym marzyli

Remont starego budynku na potrzeby sześcioosobowej rodziny - małżeństwa i ich czwórki dzieci - wiązał się z wieloma trudnościami.

- Najwięcej problemu sprawiało nam ustawienie jednej ze ścian, która była mocno wysunięta na zewnątrz i przekrzywiona. Podłogi w trzech pomieszczeniach musieliśmy wymienić, gdyż były zbyt spróchniałe. Niestety popełniliśmy błąd i nie ociepliliśmy ich wystarczająco, co sprawia, że dom w zimie trudno jest dogrzać. Wykonaliśmy również odwodnienie piwnicy, gdyż dom jest częściowo podpiwniczony.

Mimo tych przeszkód efekt końcowy w pełni wynagrodził cały trud. Anna i Łukasz nie dążyli do stworzenia przestronnej, nowoczesnej przestrzeni zgodnej z dzisiejszymi standardami. Chodziło im o coś zupełnie innego – o zachowanie autentycznego ducha starego drewnianego domu.

Dziś, gdy cała rodzina spędza w Zawadzie wakacje, wiedzą, że było warto. Dom nie jest może wygodny jak współczesne letnisko rodem z katalogów, ale ma to, czego nie da się kupić ani zaprojektować – prawdziwy charakter i historię, które wyczuwa się od progu. Dla małżeństwa to właśnie jest największa nagroda za lata cierpliwej pracy.

Murowane starcie
Prawdziwa cegła czy imitacje? MUROWANE STARCIE
Murator Google News