Spis treści
Dlaczego Francuzi wybudowali ekodom w Polsce?
Pomysł na budowę ekologicznego domu w Polsce nie pojawił się nagle – był to proces, który ewoluował przez lata. John wychował się we francuskiej rodzinie, w której jak sam przyznaje, ekologia nie była priorytetem. Mimo to sam interesował się tą tematyką i zaczął ją zgłębiać na studiach. Prawdziwe zrozumienie potrzeby działań proekologicznych przyszło jednak dopiero z odkryciem piękna polskich krajobrazów, które poznał dzięki byłej żonie. To właśnie w Polsce, z dala od pośpiechu codziennego życia, John i jego obecna partnerka Sandie, postanowili wznieść budynek, który stał się nie tylko świadomym wyborem ekologicznym, ale także pragmatyczną odpowiedzią na ich troskę o zdrowie dzieci i przyszłość planety.
Wszyscy powtarzają, że zdrowie i przyszłość dzieci są najważniejsze, ale bardzo często nasze słowa nie idą w parze z czynami. Bardzo lubię cytować Antoine'a de Saint-Exupéry'ego: „Nie dziedziczymy ziemi od naszych przodków, pożyczamy ją od naszych dzieci”. Jako rodzic muszę zastanawiać się nad każdym swoim działaniem dla dobra moich dzieci. Dbanie o swoje zdrowie i innych oraz ogólnie o planetę powinno być dla nas absolutnym priorytetem - wyjaśnia John.
Oczekiwanie na wymarzoną działkę
Para początkowo planowała zrealizować projekt w pobliżu Krakowa, jednak trudności w znalezieniu odpowiedniej działki sprawiły, że ostatecznie ich marzenie spełniło się na północy Polski, około 60 km od Szczecina.
Poszukiwania idealnej przestrzeni pod budowę ekologicznego domu wyznaczały trzy kluczowe kryteria, które John ustalił na samym początku. Pierwszym z nich była bliskość parku narodowego, który miał zapewnić nie tylko piękno naturalnego krajobrazu, ale i pewność, że teren będzie chroniony przed nadmierną zabudową. Drugim, równie ważnym aspektem, była lokalizacja w zasięgu 100 km od stolicy, która oferowała stosunkowo łatwy dostęp do kultury i międzynarodowej wymiany, ale wciąż gwarantowała ciszę i spokój. Trzecim kryterium była spokojna okolica przy tzw. ślepej drodze (nieprzelotowej), z ograniczonym ruchem samochodowym.
Te wszystkie założenia spełniła sześciohektarowa działka w Zatoni Dolnej (województwo zachodniopomorskie), położona w pobliżu niemieckiego Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry, zaledwie 100 km od Berlina. To miejsce, które łączyło w sobie niezakłóconą harmonię natury oraz spokój odległej wsi.
Od zakupu gruntu do wydania pozwolenia na budowę minęła dekada, ze względu na procedury z tym związane. John jednak nie żałuje poświęconego czasu.
- Była prawniczka pracująca w urzędzie miasta od razu zrozumiała nasz projekt i bardzo nam pomogła. Na koniec przyznała nam nagrodę Nobla za cierpliwość! - śmieje się John i dodaje:
- 10 lat wydaje się bardzo długim okresem, ale to właśnie otrzymany w ten sposób czas pozwolił mi na dwie rzeczy: uzyskanie solidnego planu zagospodarowania przestrzennego zgodnego z przepisami prawa oraz czas na właściwe przygotowanie tego niezwykłego projektu. Często w pośpiechu można popełnić błędy, a ja miałem możliwość lepszego zaplanowania procesu budowy.
Finalnie, ogromne pokłady cierpliwości i spokojne podejście umożliwiły Johnowi realizację planów i wybudowanie Inn Vivo. "Inn" w języku angielskim oznacza "gospoda", natomiast "In vivo" po łacinie to "w żywym organizmie". Tę grę słów właściciele tłumaczą jako "żywa gospoda", "żywy dom".
Zobacz również: Jak zbudować ekologiczny i przyjazny środowisku dom?
i
Jak zbudować ekologiczny dom?
Pierwotnym zamysłem było stworzenie domu jak najmniej widocznego, w pełni zharmonizowanego z otoczeniem. John i Sandie nie chcieli ingerować w krajobraz, a ich celem było jak najmniejsze zanieczyszczanie naturalnego środowiska. Rozpoczęte w 2013 roku prace ziemne ograniczyły się wyłącznie do fundamentów, aby nie zakłócić równowagi terenu. Dbałość o przyrodę przejawiała się także w sposobie podejścia do budowy, w tym unikaniu nadmiernego zużycia materiałów.
- Fachowcy często zamawiają o 20% więcej materiałów (marża bezpieczeństwa) na budowę. Oznacza to, że przedsięwzięcie również kosztuje o 20% więcej! Aby uniknąć marnotrawstwa, obliczyliśmy ilości tak precyzyjnie, jak to możliwe. Aby obniżyć wydatki, zakupiliśmy również końcówki serii. Następnie szukaliśmy kreatywnych rozwiązań, aby uzupełnić braki, gdy wystąpiła taka potrzeba.
Każdy zbędny materiał na budowie ponownie wykorzystano. Na przykład drewniane odpadki (krokwie, belki, legary), zostały przetworzone na drewnianą kostkę brukową, która zdobi podłogę ogrodu zimowego. Dzięki takim rozwiązaniom koszt materiałów podłogowych wyniósł… zero złotych.
Cegły z surowej ziemi (kiedyś na naszej posiadłości funkcjonowała cegielnia), tynki i izolacja ze słomy również mają niemal zerowy koszt materiałów. Choć co prawda, ich wykonanie wymagało naszej robocizny. Budowa tego domu zajęła nam siedem lat, ale dokonaliśmy tego bez żadnych kredytów. Sami zrobiliśmy parkiet, meble i przedmioty, kierując się względami ekonomicznymi, ekologicznymi i estetycznymi. Zajęło to dużo czasu. Szybciej jest pójść do sklepu Castorama lub Leroy Merlin, ale zazwyczaj jest to droższe, jakość jest często niska, produkty wydzielają toksyczne substancje, a estetyka jest bardzo bezosobowa.
Większość prac budowlanych została zrealizowana przy pomocy cenionego niemieckiego specjalisty budowlanego, który był odpowiedzialny m.in. za konstrukcję. To właśnie on wraz z właścicielem oraz jednym pomocnikiem, wzniósł szkielet domu i wypełnił go słomą. Dzięki temu projekt nie tylko spełniał założenia ekologiczne, ale także zapewnił dużą oszczędność.
- Wybraliśmy drewno, słomę i glinę, bo to materiały bardzo tanie, a nawet darmowe! W przypadku zniszczenia nasza konstrukcja (z wyjątkiem fundamentów) nadaje się do kompostowania - podsumowuje John i podkreśla:
- Co ważne, drewniany dom jest bardzo zdrowy, pod warunkiem że drewno nie jest impregnowane środkami biobójczymi. Modrzew i daglezja, które mamy na elewacji, naturalnie odstraszają szkodniki i nie wymagają impregnacji przeciwko owadom.
Projekt bioklimatyczny. Na dachu zasadzili rośliny
Dążenie do komfortu przy minimalnym wykorzystaniu nowoczesnej technologii i z maksymalnym szacunkiem dla zdrowego rozsądku stało się podstawą koncepcji bioklimatycznego domu Johna i Sandie.
- Zawsze docenialiśmy chłód ścian w starych domach latem. Doskonała izolacja jest niezbędna. Nie można jednak zapominać o bezwładności cieplnej (zdolność materiałów do magazynowania ciepła i powolnego reagowania na zmiany temperatury otoczenia). Warstwa izolacyjnego szkła komórkowego umieszczona pod 20-centymetrową płytą pozwala nam wykorzystać jej masę termiczną. Ściany z litego drewna i surowej ziemi (gliny) nie tylko stabilizują temperaturę, ale także poziom wilgotności w domu. Materiały te pochłaniają nadmiar pary wodnej, gdy powietrze jest wilgotne i nawilżają, gdy jest suche.
System klimatyzacji pasywnej, który w Europie nazywany jest „studnią prowansalską” lub „studnią kanadyjską”, stanowi kolejny element pozwalający na utrzymanie komfortowej temperatury. Podziemna rura, która ciągnie się przez 60 metrów na głębokość 2 metrów, doprowadza do domu powietrze o temperaturze 8–12°C bez względu na porę roku. To rozwiązanie działa również zimą, gdy temperatura na zewnątrz spada.
- Pod koniec lutego okna salonu pochłaniają wystarczającą ilość energii słonecznej, aby wyłączyć ogrzewanie. Latem dom i taras osłania markiza. Winorośl na ścianach skutecznie chroni nas przed upałami. Natomiast zimą ją przycinamy, aby w pełni korzystać ze słońca.
i
Zielony dach to kolejny element, który nie tylko zapewnia izolację termiczną, ale także pomaga w walce z upałami. Roślinność, dzięki procesowi ewapotranspiracji (parowanie terenowe), ochładza powietrze wokół domu i chroni przed przegrzewaniem. Co ważne, obecność zieleni na dachu pozwala uniknąć problemów związanych z tradycyjnymi rozwiązaniami dachowymi, gdzie często stosuje się chemikalia do eliminowania mchów czy porostów. Toksyny z tych produktów zanieczyszczają wodę, którą później pijemy. W przypadku budynku Johna i Sandie rośliny obecne na pokryciu dachowym pełnią również funkcję oczyszczania wody deszczowej. Kiedy woda spływa z dachu, jest znacznie czystsza niż w przypadku tradycyjnych dachów, co stanowi dodatkową korzyść ekologiczną.
- Oczywiście, zdarzają mi się pytania: "Jak Pan kosi trawę na dachu?", ale odpowiedź jest prosta – nie muszę tego robić. Przy 12 cm gleby trawa nie przekracza 20 cm wysokości.
Naturalne farby i toalety kompostujące
Drewno i glina to podstawowe materiały, które tworzą zdrowy i naturalny klimat w przestrzeni mieszkalnej. John i Sandie postawili także na ekologiczne farby, unikając szkodliwych substancji chemicznych:
- Sami produkujemy nasze farby z naturalnych pigmentów. Istnieją stare receptury, które dowiodły swojej skuteczności przy niewielkich kosztach: farba gliniana, farba kazeinowa, bejca piwna, farba wapienna, fresk, wosk pszczeli czy wapno z Marrakeszu.
Jednak to, co naprawdę wyróżnia ich dom, to ekologiczne suche toalety kompostujące. Para od początku stawiała na system, który nie zanieczyszcza wód gruntowych i jest całkowicie samowystarczalny.
Substancje stałe są zbierane i kompostowane w piwnicy, w szczelnym koszu. Kompost jest zbierany do naczynia, nie wydziela zapachu i służy jako nawóz do drzew owocowych. Pojemnik na kompost jest autonomiczny. Nie ma potrzeby opróżniania wiadra, nie ma kontaktu z odchodami i nie ma nieprzyjemnego zapachu
- wyjaśnia właściciel i dodaje:
- Mocz jest kierowany do oczyszczalni fito-oczyszczającej. Jest on sterylny i może być również zabierany przez firmy do produkcji nawozów lub po prostu do nawożenia ogrodu oraz trawnika. Za sprawą tego rozwiązania nigdy nie musimy opróżniać naszego szamba. Oszczędza nam to wydatki, a ponadto eliminuje powstawanie zanieczyszczeń, które mogłyby zostać wytworzone przez ciężarówkę opróżniającą szambo. Pozwala nam to również uniknąć konieczności przetwarzania naszych odpadów przez gminę.
Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom, takim jak ekologiczne toalety kompostujące, para nie tylko dba o własny komfort, ale i aktywnie przyczynia się do promowania proekologicznych działań.
Ekologiczny dom koło Szczecina. Zobacz zdjęcia
Przeczytaj także: Własnoręcznie zbudowali dom z konopi z systemem smart home. Ekologiczne siedlisko Katarzyny i Krzysztofa pod Krakowem