Spis treści
- Zamiłowanie do pięknych wnętrz. Estetyka, która wpływa na samopoczucie
- „Wysoko jak u mojej przyjaciółki”. Długie poszukiwania zakończone sukcesem
- Powojenna dzielnica i jej specyfika
- Wyzwania remontowe i efekt końcowy
- Jak Wnętrzara Ania urządziła swoje gniazdko?
- Wnętrze, które ciągle ewoluuje
- Zobacz metamorfozę Ani i Kuby. Zdjęcia mieszkania
Zamiłowanie do pięknych wnętrz. Estetyka, która wpływa na samopoczucie
Wnętrzarska pasja Anny miała swoje początki w Milanówku, gdzie dorastała w otoczeniu pięknych budynków i starannie urządzonych wnętrz. Jak sama przyznaje, miłość do architektury zaczęła się od wpływu jej mamy.
Z czasem jej pasja, która początkowo była tylko prywatnym hobby, zaczęła nabierać szerszego wymiaru, głównie za sprawą mediów społecznościowych.
- Wnętrzara Ania (ig: wnetrzara.ania) zaczęła się bardzo prosto - od mojej potrzeby dzielenia się tym, co mnie zachwyca we wnętrzach. Pokazuję, że nie trzeba wielkiego budżetu ani idealnego mieszkania, żeby stworzyć przestrzeń, w której dobrze się czujemy. Widzę po sobie i innych, jak bardzo otoczenie, wpływa na nasze samopoczucie, a nawet zachowanie. Kiedy jest pięknie, wszystko jakoś lepiej się układa.
Dlatego też, gdy cztery lata temu jeszcze z narzeczonym szukali swojego wymarzonego M w Warszawie, wiedzieli, że nie mogą zdać się na przypadek.
„Wysoko jak u mojej przyjaciółki”. Długie poszukiwania zakończone sukcesem
Nowoczesne budownictwo nigdy nie pociągało Ani i Kuby. Finalnie zakupili więc mieszkanie w powojennej kamienicy z 1956 roku – bez typowych problemów starych budynków, za to z imponującymi sufitami na wysokości 3,60 m, których próżno szukać w nowopowstałych apartamentach.
To ona zaszczepiła we mnie zainteresowanie architekturą i wnętrzami. Odkąd pamiętam, zawsze rysowała na kartce układy funkcjonalne domów i mieszkań znajomych oraz rodziny i zastanawiała się, co można zrobić lepiej. Jednocześnie bardzo dbała o nasz dom, nie tylko o to, jak wygląda, ale też jak się w nim żyje i funkcjonuje na co dzień. Myślę, że to mocno ukształtowało moje poczucie estetyki i to, na co dziś zwracam uwagę.
i
Proces kupna był jednak rozciągnięty w czasie, by para mogła podjąć świadomą decyzję.
- Bardzo ważna była dla nas lokalizacja, a kamienice są w dobrych lokalizacjach. Zanim zdecydowaliśmy się na zakup, wynajęliśmy mieszkanie przy placu Bankowym. Chcieliśmy sprawdzić, jak się tu żyje i czy to jest miejsce dla nas. Pomieszkaliśmy tam 2-3 lata i dopiero wtedy byliśmy pewni tego, gdzie chcemy żyć, dosłownie co do ulicy.
Poszukiwania wymarzonego mieszkania zajęły im 10 miesięcy. Ania przeglądała codziennie ogłoszenia, spędzając długie godziny na portalach internetowych, a razem z narzeczonym obejrzeli 33 mieszkania, aż trafili na to jedyne.
Gdy pojechaliśmy je oglądać, ustaliliśmy nawet kod między sobą, żeby nie zdradzić się przed agentem. Mieliśmy mówić, że jest „wysoko jak u mojej przyjaciółki”, jeśli mieszkanie nam się podoba. Weszliśmy, spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy to samo. I wtedy już wiedzieliśmy, że to nasze miejsce na ziemi.
i
Powojenna dzielnica i jej specyfika
Mieszkanie, przed remontem, którego stanęli Ania i Kuba, miało powierzchnię prawie 75 m² i było zachowane w niemal oryginalnym stanie. Znajdowało się w nim wiele elementów, które były typowe dla budynków powojennych – zarówno w kontekście układu, jak i jakości wykończeń.
- Śródmieście północne to dzielnica, która została całkowicie wybudowana po II wojnie światowej, nie tylko pod kątem budynków, ale też społeczności. To miejsce zostało zresetowane. Dlatego ludzie, którzy się tu wprowadzili w latach 50. i 60., byli w tym samym momencie w życiu i przez lata ta dzielnica starzała się razem z nimi. To widać w każdym mieszkaniu, które obecnie pojawia się na rynku nieruchomości. Dzielnica powstała, kiedy większość rzeczy po prostu nie była dostępna, a te, które były cechowały się niską jakością. Gdy w późniejszych latach Polska się zmieniła i pojawiły się możliwości na wprowadzenie więszych zmian, tutejsi mieszkańcy często byli już na takim etapie życia, że nie mieli potrzeby ani energii na takie kroki. Dlatego stan naszego mieszkania był właściwie oryginalny z lat 50. To oznaczało jedno: generalny remont.
Układ pomieszczeń wymagał znaczących zmian. Toaleta została przeniesiona do łazienki, a w jej miejscu powstała nowoczesna pralnia połączona z pomieszczeniem gospodarczym. Z kolei kuchnia, która wcześniej była oddzielona, została otwarta na salon, a korytarz połączono z częścią dzienną, co dało poczucie przestronności.
- To były intensywne trzy miesiące, podczas których zrobiliśmy wszystko od podstaw. W praktyce zostawiliśmy tylko okna i drewniane podłogi, cała reszta została zrobiona na nowo. Trzeba było wyprostować ściany, zrobić rozdzielnię, położyć nowe parapety. Podłogi były oryginalne i w znacznej większości udało się je zachować. Natomiast instalacje, szczególnie elektryczna były do całkowitej wymiany. W każdym pomieszczeniu było tylko jedno gniazdko, a same kable nie nadawały się do współczesnych urządzeń.
i
Wyzwania remontowe i efekt końcowy
Ekipy remontowe, z którymi współpracowali Ania i Kuba, okazały się solidne i profesjonalne, co pozwoliło uniknąć typowych problemów związanych z niekompetentnymi fachowcami. Mimo to remont mieszkania nie obył się bez wyzwań. Jednym z większych trudności okazał się wywóz gruzu.
- Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale w centrum Warszawy każdy metr jest na wagę złota. Postawienie kontenera czy nawet big bagów wymagało planowania i kombinowania, żeby w ogóle było to możliwe. Ale nawet wtedy były z tym problemy.
Równocześnie nie brakowało także wnętrzarskich trudności. Kluczowym zadaniem było uzupełnienie oryginalnego parkietu z lat 50.
Bardzo zależało nam, żeby dołożyć dokładnie taki sam parkiet, jak oryginalny z lat 50. To był specyficzny buk, o konkretnych wymiarach, praktycznie nie do znalezienia. I tutaj mieliśmy dużo szczęścia, bo okazało się, że jest w Polsce firma, oddalona o około 150 kilometrów, która produkuje identyczny jak 70 lat temu. Na początku było widać różnicę między starymi a nowymi deskami, ale po kilku miesiącach wszystko się wyrównało. Dziś naprawdę trudno powiedzieć, która deska ma 70 lat, a która 4.
Efekt końcowy okazał się wart wysiłku. Mieszkanie, które początkowo wymagało gruntownej przebudowy, stało się przestronnym, funkcjonalnym miejscem do życia. Wnętrze zostało zaprojektowane z myślą o codziennym komforcie – z przestronnym salonem połączonym z kuchnią (30 m²), biurem (12 m²), a także z sypialnią (18 m²) z widokiem na Warszawę. Dodatkowo dzięki przemyślanemu rozmieszczeniu pomieszczeń – powstała pralnia z pomieszczeniem gospodarczym, a łazienka została zaprojektowana na nowo.
Jak Wnętrzara Ania urządziła swoje gniazdko?
Pomimo tego, że przeprowadzenie metamorfozy mieszkania nie była prostym procesem, urządzanie własnego M stało się dla Ani wspaniałą przygodą.
- Czuję się odpowiedzialna za to, jak to miejsce wygląda, dlatego mój mózg praktycznie cały czas nad tym pracuje, a to bywa wyczerpujące. Jednak uwielbiam to robić, daje mi to niesamowitą radość. Każda zmiana, nawet ta mała, cieszy mnie ogromnie - wyjaśnia i dodaje:
- Urządzanie tego mieszkania to długi i złożony proces, w moim przypadku rozłożony na lata. Mimo to zupełnie tego nie żałuję. Mój gust ewoluował w tym okresie i z perspektywy czasu wiem, że powolne urządzanie pozwoliło mi podejmować lepsze decyzje i naprawdę zrozumieć, czego chcę.
Finalnie wnętrze Ani można zdefiniować jako połączenie klasyki z nowoczesnością
- Najbliżej mi do stylu modern classic, ale w dalszym ciągu jest to jednak miks. Z jednej strony zdecydowałam się na współczesne rzeczy jak kanapy czy fotele, z drugiej na stare meble i używane dodatki. Mamy na przykład kamienny stolik z lat 80., rattanowe składane krzesła z lat 70., szafki nocne art déco wykończone czeczotą czy drewniany ludwikowski stół w kuchni, który też ma już swoje lata. Poprzedni miał ponad 100 lat i teraz stoi w mieszkaniu mojej przyjaciółki.
Ważne są także osobiste dodatki właścicielki.
- To jest połączenie nowego z rzeczami z historią. Lubię łączyć współczesne przedmioty z tymi, które już mają swoją historię i są unikalne, bo wtedy wnętrze robi się bardziej osobiste. Dlatego też na ścianach wisi moja sztuka. To wszystko razem sprawia, że mieszkanie jest prawdziwie nasze.
i
Wnętrze, które ciągle ewoluuje
Mieszkanie pary stało się dla nich nie tylko wspólnym przedsięwzięciem, ale także istotnym miejscem dla ich historii. Ania wspomina, że to właśnie tutaj, mąż postanowił się jej oświadczyć.
- Ważne jest dla mnie to, że mieszkanie jest naprawdę nasze. Do tego stopnia, że mój mąż postanowił oświadczyć mi się właśnie tutaj. Wiedział, że chciałam, żeby oświadczyny były związane z czymś, co ma dla nas znaczenie.
Wnętrza żyją razem z właścicielami. Choć początkowe decyzje były dobrze przemyślane, to z czasem przestrzeń zaczęła dopasowywać się do zmieniających się potrzeb i stylu życia.
- Meble się zmieniają. Mamy już inny niż na początki stół, krzesła i biurka. Przestrzeń dostosowuje się do naszego życia. Przykładowo, wpada do nas dużo znajomych, na kolacje i śniadania, które organizuję i nagle okazuje się, że stół powinien być większy. I to są rzeczy, które wychodzą dopiero z czasem.
Plany na przyszłość obejmują kolejne zmiany.
- Najbliższy krok to zmiana mebli kuchennych, a także szaf, na te zrobione przez stolarza. Z racji nietypowej wysokości mieszkania, trudno jest uzyskać efekt, na jakim mi zależy z gotowych zestawów. Na razie korzystamy z siecówkowych rozwiązań, które przez ostatnie lata dobrze się sprawdzały. Dzięki temu mogliśmy na spokojnie sprawdzić, co działa, czego potrzebujemy i czy ten układ nam odpowiada. Dlatego czuję, że to dobry moment, żeby w końcu doprowadzić to wnętrze do takiej formy, o jakiej myślałam od początku.
Zobacz metamorfozę Ani i Kuby. Zdjęcia mieszkania
Przeczytaj także: Rzuciła Kraków i szpilki dla starej chałupy na 730 m n.p.m. Dziś jest wolna, doi kozy i mówi, że to jej miejsce na ziemi