Spis treści
- Kupiła dom bez zgody męża – jak to zmieniło jej życie?
- Remont starej chałupy z bali – błędy, których uniknęła dzięki brakowi pieniędzy
- Tak wyglądają wnętrza tej niezwykłej chaty z bali w Beskidzie Makowskim – zobacz zdjęcia
- Miniagroturystyka Jolinkowo – goście doją kozy i palą w piecu
- Domowe zoo Joli – kozy Hrabianka, Gala, Lutek, Helena i Fidel
- Kuchnia z zapieckiem i beczką – jak zachować autentyczny klimat starego domu
- Wanna w podłodze i łazienka w dawnej stajni – sprytne rozwiązania Joli
Kupiła dom bez zgody męża – jak to zmieniło jej życie?
Zawadka to przysiółek Jaworzyny na 730 metrach nad poziomem morza. Dla Joli stała się początkiem i końcem świata. Z werandy widać Gorce, pasmo leżące w Beskidach Zachodnich. Cały rok stoi tu stół, który Jola sama zrobiła z czterech pniaków bukowych i grubych desek. Latem zawiesza hamak, a w wiklinowych koszach pysznią się kwiaty.
Decyzję o kupnie starego domostwa Jola Jasińska podjęła błyskawicznie, bez konsultacji z mężem. – I przypłaciłam ją rozwodem – opowiada. – Mąż początkowo regularnie przyjeżdżał tu ze mną z naszego Krakowa, pomagał remontować i "ogarniać" wiejską rzeczywistość, ale nigdy nie chciał tu zamieszkać na stałe. Nie rozumiał też, co się stało, że ja, stuprocentowa kobieta z miasta, nadążająca za modą i skoncentrowana na swoim wyglądzie, zapragnęłam zaszyć się na wsi zabitej deskami. Cóż, gdy przypadkiem zobaczyłam ten dom, poczułam, że to moje miejsce na ziemi. Szpilki i osobowe auto zamieniłam na traperki i uaza, czyli rosyjski wóz terenowy. Kiedyś bałam się go prowadzić, ale się przełamałam. Teraz jestem niezależna i od mężczyzn, i od pogody.
Czasem żartuję, że gdybym nadal mieszkała w Krakowie, byłabym już po botoksie. Tu nauczyłam się doceniać małe radości i żyć pełnią życia
Remont starej chałupy z bali – błędy, których uniknęła dzięki brakowi pieniędzy
Stary dom wymaga hartu. Jola mieszka tu od 2000 roku i cały czas, jak sama to nazywa, "ratuje" dom. Początkowo bywała tu z nastoletnią wtedy córką Mariką i partnerem Tomaszem tylko w weekendy. – Decyzja o przeprowadzce na stałe zapadła nagle, jakbym po prostu musiała się wynieść z Krakowa – wspomina Jola. – Pojawiły się kłopoty ze zbuntowaną nastolatką i uznałam, że życie na wsi pozwoli nam na nowo zbliżyć się do siebie i zawrzeć rozejm. Rzuciłam Kraków i tak rozpoczął się zupełnie nowy etap w naszym życiu.
Dom wymagał kompleksowego remontu. Dzisiaj cieszę się, że nie było pieniędzy na wyszykowanie go od razu na tip-top, bo popełniłabym wiele błędów, robiąc wszystko "na wysoki połysk". Z czasem zaczęłam doceniać urok starego drewna, łuszczącej się farby, ścian bielonych wapnem…
Tak wyglądają wnętrza tej niezwykłej chaty z bali w Beskidzie Makowskim – zobacz zdjęcia
Miniagroturystyka Jolinkowo – goście doją kozy i palą w piecu
W Jolinkowie agroturystyka jest nie tylko z nazwy. – Nie chciałam, by na gości czekały luksusowe pokoje i posiłki podawane na tacy – śmieje się. – Marzyło mi się, by uczestniczyli w obowiązkach, mogli nauczyć się czegoś lub przypomnieć sobie lato u babci, a ich dzieci – mogły mieć kontakt ze zwierzętami. Udało mi się to osiągnąć. Niektórzy tu wracają, stali się przyjaciółmi. Choć mam zamówienia na miesiące do przodu, nie zamierzam budować drugiego domu i rozszerzać działalności. To byłaby korporacja, a ja nie chcę harować w stresie i na kredyt, chcę pracować i żyć wolna!
– W Zawadce jestem wolna, w którąkolwiek stronę bym poszła. Nie ma ograniczeń, nie ma płotu, bo nie chciałam się odgradzać od łąk i gór. Dom i one to jedność. Jeśli marzysz o takiej chałupce, spędź w niej urlop, np. tutaj (śmiech). Zobaczysz, czy praca, jaka przy niej jest, będzie ci odpowiadać. Wyobraź sobie palenie w piecach zimą, uwijanie się w ogrodzie, dbanie o zwierzęta (L4 nie wchodzi w grę), szorowanie podłóg i ścian wodą z szarym mydłem (Polecam! Nie ma lepszego sposobu na utrzymanie drewna w czystości!). To daje jednak ogromną satysfakcję i spokój. Wierzę, że i zdrowie, bo odkąd tu jestem, choroby, na szczęście, mnie omijają! Kupując coś takiego, sprawdź, czy jest woda w studni. Ja uwierzyłam na słowo sprzedającemu i… nosiłam ją w baniakach z dołu, zanim dorobiłam się swojej! – radzi doświadczona właścicielka.
Domowe zoo Joli – kozy Hrabianka, Gala, Lutek, Helena i Fidel
Domowe zoo składa się z kóz: Hrabianki, Gali, Lutka, Heleny i Fidela.
– Dziś wiem o nich wszystko, nauczyłam się je hodować i robić sery – mówi Jola. – Ale początki były dla mnie bardzo trudne. Choć taka hodowla na małą skalę jest nieopłacalna, nie zrezygnuję z niej, bo kozy bardzo lubię. A one towarzyszą mi wszędzie. Podobnie jak psy-znajdy: Fiona, Bekon i Słoninka oraz kot Waldek – znalazłam go pod sklepem. – Dla mnie największe szczęście to to, że moi bliscy, ja i zwierzaki jesteśmy zdrowi. Resztę da się zrobić, naprawić, załatać.
i
Kuchnia z zapieckiem i beczką – jak zachować autentyczny klimat starego domu
Układ pomieszczeń jest tradycyjny: sień (ma posadzkę z otoczaków wyciągniętych z potoku!) oddziela kuchnię od pokoju. Na pierwszym planie kołowrotek kupiony w pobliskiej wsi. Lambrekin został uszyty z… narzuty z domu babci Joli, czyli tkanina ma ponad sto lat! Nad drzwiami krzyżyk wystrugany przez brata gospodyni.
Kuchnia z zapieckiem latem służy ku ozdobie, zimą – ogrzewa pół domu. Zrobiona jest z gliny, a gospodyni co jakiś czas ją bieli i ozdabia malunkami. Jest i beczka, która przywędrowała do kuchni ze strychu. Początkowo stała w niej miska, w której myli się gospodarze, gdy w domu nie było jeszcze bieżącej wody. Po jej podłączeniu miejsce miski zajął dopasowany średnicą zlew. W dnie wywiercono otwór na rury odpływowe i tak pozostała oryginalna zabudowa.
Stary bufet od kredensu został kupiony wraz z domem (podobnie łóżko z kuchni i wiele innych rzeczy). Na nim i wokół niego powstała kuchenna wystawa z łakociami i urzekającymi przedmiotami. Parapet zaś, to sezonowa galeria. Pośród gliniaków i garnków emaliowanych pyszni się fajans z Włocławka (Jola ma do niego słabość). Latem naczynia ustępują miejsca pelargoniom.
– Specjalnie starałam się zachować jego charakter, rezygnując z odnowienia – wyjaśnia Jola – by nie stracił „swoich lat”. Podobnie zrobiłam, wymieniając podłogę w pokoju, bo wiekowe deski się rozlatywały. Zamówiłam w tartaku takie same: bardzo szerokie i grube dechy, by dokładnie wpisywały się w metrykę domu. A ile się przy tym nasłuchałam od fachowców, że takich dech się nie robi, że nam się zdeformują, że pieniądze wyrzucone w błoto… Wszystko okazało się nieprawdą. Podłoga jest piękna mimo upływu lat i „działalności” gości, naszej i zwierzaków.
Zawsze kochałam stare rzeczy. Nawet mieszkając w mieście, kupowałam starocia, m.in. kredens, który potem stanął w tej kuchni
Wanna w podłodze i łazienka w dawnej stajni – sprytne rozwiązania Joli
Jola marzyła o wannie na lwich łapach, ale okazała się zbyt kosztowna. Zwykła zaś raziłaby w rustykalnym wnętrzu. Wpadła więc na pomysł, by wpuścić ją w podłogę. Efekt zachwyca, zwłaszcza że sama posadzka jest piękna – z modrzewiowych desek, bejcowanych i woskowanych.
Zielony kołowrotek i żarna, na których teraz stoją miska i dzban, zostały kupione wraz z domem i ze starej szopy trafiły do łazienki. Za kotarą umieszczono kabinę prysznicową. Jest obszerna i wygodna, lecz nie „trzyma fasonu” domu, więc gospodyni wolała ją dyskretnie zasłonić.
Obecnie łazienka mieści się w części zabudowań, które niegdyś były stajnią. Dawne sprzęty stanowią „podporę” dla nowoczesnej ceramiki i z nią nie konkurują. Białe woale przekornie podwiązane sznurkiem nadają wnętrzu romantyczny charakter, podobnie jak kuty żyrandol oraz duże lustro w turkusowej ramie.
Na poddaszu wykorzystano każdy skrawek przestrzeni. Skosy zostały zagospodarowane pomysłowymi półkami. Dla Joli zima to pora czytania. – Lubię zaszyć się z książką pod kołdrą albo kocem przy piecu na dole – mówi. – Psy i kot drzemią obok, a ja przenoszę się w inny świat.
i