Państwo Oskiera z trójką dzieci przez lata mieszkali w niewielkim domu z 1932 roku. Dwa pokoje, kuchnia i łazienka były zdecydowanie za małe dla pięcioosobowej rodziny. Poza tym dom wymagał ciągłych remontów. Była to skarbonka bez dna – niezależnie od tego, co w nim zrobili, i tak był stary. Zaprzyjaźniona pani architekt obejrzała dom, jego fundamenty, dach i stwierdziła, że remont się nie opłaca. Razem z mężem – inżynierem budowlanym – zmotywowali panią Agnieszkę i pana Adama do budowy domu.
Projekt na teraz i na przyszłość
– Architektka wspomagała nas również przy wyborze projektu. Korygowała nasze pomysły, kiedy prezentowaliśmy jej różne domy. My chcieliśmy trochę poszaleć: marzył nam się dom piętrowy z wykuszami, a ona na to, że ekstrawagancja kosztuje. Powtarzała: „Planujcie dom z myślą o starości, gdy zabraknie wam sił na chodzenie po schodach, żebyście mogli zorganizować swoje życie w jednym miejscu. Gdy nie będzie was stać na ogrzanie całego domu, powinniście mieć możliwość ogrzewania tylko części i zamknięcia reszty, tak aby ciepło kominka ogrzało przestrzeń niezbędną do życia”. Kiedy już rady znajomej przebudowały nasze myślenie o projekcie, znaleźliśmy D12a „Przytulny – wariant II”. Bardzo nam się podobał ten dom, a pani architekt zaaprobowała nasz wybór. Stwierdziliśmy, że koszt budowy nie będzie wysoki w stosunku do tego, co projekt zawiera. Musieliśmy go też dostosować do wolnej przestrzeni, którą pozostawiał stary dom. D12a idealnie wpisywał się w naszą działkę, która ma 816 m2 i kształt zbliżony do kwadratu. Ważne było też to, że w „Przytulnym” jest dużo przestrzeni na parterze. Z rozplanowania pomieszczeń jesteśmy bardzo zadowoleni. Każde dziecko ma swój pokój, a jednocześnie jesteśmy razem – życie rodziny toczy się na parterze, a otwarta przestrzeń sprawia, że mamy ze sobą kontakt. Gdy coś się dzieje, siadamy przy kominku i rozmawiamy. Ten dom łączy rodzinę, a nie izoluje. Nie wyobrażam sobie, żeby dzieci były na górze, a my na parterze (a z takiego założenia wychodziliśmy, gdy zaczęliśmy szukać projektu). Wszystkich przyciąga kominek, jest znacznie atrakcyjniejszy od telewizora – kiedy pali się w nim ogień, nikt nawet nie myśli o oglądaniu filmów. Daje nam ciepło, nie tylko fizyczne. Nasza znajoma architekt mówiła też, że dom możemy wykończyć etapami, ponieważ na parterze jest miejsce dla całej naszej piątki, a z czasem będziemy mogli zająć się poddaszem. Braliśmy też pod uwagę rozwiązanie, że jeśli nie będzie nas stać na wykończenie poddasza, to na sypialnię dla siebie zaadaptujemy jadalnię. Ale zaoszczędziliśmy i wystarczyło na zrobienie jej na górze. Poza tym projekt był bardzo dobrze przygotowany, na przykład zawierał dziennik budowy. Zatwierdzający go urzędnicy powiedzieli, że jeszcze tak dobrze przygotowanego nie widzieli – mówią państwo Oskiera.
Dostosowanie do własnych potrzeb
– Chcieliśmy trochę inaczej, niż zaplanowano w projekcie, wykorzystać poddasze. Zrezygnowaliśmy z pustki nad salonem. Zmieniliśmy kąt nachylenia dachu. Podnieśliśmy go o 5°, czyli o pustak. Teraz widzę, że powinniśmy podnieść o dwa, ale i tak to wystarczyło, aby wygospodarować na poddaszu kilka pomieszczeń, których nie było w projekcie. Poza sypialnią mamy tam pralnię, łazienkę, dużą garderobę, strych. Niektóre pomieszczenia są jeszcze niewykończone. Mąż chce zamknąć poddasze drzwiami i ścianą, ja myślę, aby zostawić otwartą przestrzeń, którą tworzy nasza sypialnia – opowiada pani Agnieszka. A jej mąż dodaje: – Na parterze zamiast wc jest spiżarnia. Zmieniliśmy układ okien w salonie i w jednym z pokoi dziecięcych. Inne jest też położenie schodów prowadzących na poddasze. Zlikwidowaliśmy szafę-garderobę, która w projekcie oddzielała strefę nocną od dziennej. Wadą otwartej przestrzeni jest akustyka, odgłosy z kuchni przeszkadzają w oglądaniu telewizji, a ta z kolei zakłóca pracę przy komputerze na poddaszu. Zastanawiam się, jak można oddzielić przestrzeń salonu i kuchni od pokoi dzieci. Może drzwi przesuwne byłyby dobrym rozwiązaniem? Również konstrukcja więźby jest lżejsza – w projekcie była przygotowana pod dachówkę. My ze względów oszczędnościowych położyliśmy gont bitumiczny. Zdecydowaliśmy się również na ścianę trójwarstwową – tak nam doradził zaprzyjaźniony inżynier budowlany. To metoda tradycyjna. Jego zdaniem ściana trójwarstwowa tworzy korzystny mikroklimat, dzięki niej dom łatwiej oddycha i wentylacja nie będzie sprawiała problemów. Dzisiaj chciałbym jeszcze bardziej wysunąć dach nad tarasem, ale w trakcie budowy nie mieliśmy na to czasu i pieniędzy.