Spełniona obietnica: remont drewnianego domu dziadków. Kryształowe żyrandole w starej chacie na Podlasiu

2026-02-27 11:20

Niepozorna z zewnątrz podlaska chata kryje wnętrze, które na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasuje do wiejskiego krajobrazu. Metamorfoza, którą przeszła to spełnienie obietnicy, jaką Elżbieta złożyła ojcu tuż przed jego śmiercią – przysięgi, by dom będący częścią rodzinnej historii, nie został zapomniany.

Józia i Karolek. Od nich wszystko się zaczęło

Historia opisywanego domu w miejscowości Lisowo (województwo podlaskie) sięga ponad sześćdziesięciu lat wstecz. Został on wówczas przeniesiony do swojej aktualnej lokalizacji z pobliskiej wsi Cecele.  W latach 50. i 60. XX wieku transportowanie budynków w całości, bez ich demontażu, było rzadkością. Przedsięwzięcie to zrealizowali dziadkowie Eli (ig:u_jozi_i_karolka_) – Józia i Karolek.

Po przenosinach Józefa i Karol, podobnie jak większość mieszkańców Lisowa, żyli skromnie, w bliskim sąsiedztwie innych rodzin na niewielkiej działce przydzielonej przez tamtejszego zarządcę Olgierda Śliwińskiego. Zajmowali się pracą w majątku szlachcica, co dawało im utrzymanie. Po śmierci właścicieli dom pozostał pusty i z biegiem lat zaczął wymagać wielu napraw. Wówczas Henryk, ojciec Elżbiety, postanowił podjąć się gruntownego remontu.

Obietnica złożona tuż przed śmiercią taty

Henryk odegrał ważną rolę w historii metamorfozy tego domu. Pochodził z rodziny rolniczej, gdzie życie podporządkowane było pracy na roli i hodowli zwierząt. Gdy podjął decyzję o przejściu na emeryturę, przekazał gospodarstwo swojemu synowi, a sam postanowił zrealizować marzenie o zamieszkaniu w posiadłości, która była własnością jego przodków.

Metamorfoza wnętrza podlaskiej chaty

i

Autor: Elżbieta Kwiecień/ Archiwum prywatne

Prace naprawcze obejmowały wiele zadań. Aby dostosować budynek do współczesnych potrzeb, zdecydował się na montaż pieca centralnego ogrzewania, co wymagało odpowiedniej adaptacji wnętrza. Dodatkowo w ramach prac modernizacyjnych, zorganizował przestrzeń na łazienkę. Zajął się również kwestiami kanalizacji i szamba.

Niestety wkrótce zachorował na nowotwór. Przed wyjazdem do szpitala, który okazał się jego ostatnim, Henryk zaprowadził Elżbietę na działkę swoich rodziców, pokazując postępy w remoncie. Wówczas przekazał jej ważne przesłanie.

Prosił, by dom, który tak wiele dla niego znaczył, nie został zniszczony. Choć wiedział, że nie zamieszkam tu na stałe, życzył sobie, by jego praca, jak również wysiłek przodków, nie poszły na marne.

Samodzielna metamorfoza. 5-minutowy instruktaż tapetowania

Strata bliskiej osoby, ślub, narodziny dziecka i pandemia sprawiły, że bezpośrednio po śmierci ojca Elżbieta miała zbyt wiele na głowie. Jak sama przyznaje, dopiero po trzech lata była gotowa, aby podjąć się przedsięwzięcia związanego z remontem.

Wszystkie prace, od naprawy stolarki okiennej po tapetowanie, wykonała samodzielnie. Okna były w tragicznym stanie, więc wyjmowała je po kolei, czyściła szlifierkami i nakładała nowe powłoki.

- Miałam swoją wizję wnętrz i zafiksowałam się na niej. Kiedy wchodziłam do konkretnego pomieszczenie, wiedziałam, jak ma wyglądać - opowiada właścicielka i dodaje:

- Wszystkie podłogi są zachowane tak, jak były kiedyś. W dwóch pomieszczeniach, czyli w jadalni z aneksem kuchennym i w saloniku są piwnice. Na uwagę zasługują także drzwi, które odnowiłam. Nie brakuje im skaz, ale idealnie tu pasują.

Ela napotykała liczne trudności, jak nierówne ściany czy niemożność wyeksponowania oryginalnych bali. Jednak wewnętrzna determinacja jej nie zatrzymała. Choć nie udało się w pełni odsłonić drewnianych elementów, musiała zadowolić się innym rozwiązaniem – wzmocniła ściany i z pomocą znajomego budowlańca, który poświęcił jej dosłownie pięć minut na instruktaż, Elżbieta zaczęła kłaść tapety z włókna szklanego. 

I choć początkowo nie wierzyła, że coś z tego wyjdzie, krok po kroku, zmieniała dom dziadków. Finalnie stworzyła miejsce łączące wiejską prostotę z elegancją, której zazwyczaj nie utożsamiamy z wnętrzami wiekowej drewnianej chaty.

Przeczytaj także: "Taniej byłoby ją wyburzyć". Anna włożyła 500 tys. zł w ruinę po babci. Zobacz efekt

Dlaczego kryształowe żyrandole trafiły do podlaskiego domu?

Inspiracje Elżbiety odnośnie aranżacji wnętrz sięgają daleko poza wiejskie otoczenie Lisowa. Choć z zewnątrz dom niemal nie zmienił się od czasów, gdy mieszkali tu jej dziadkowie – wciąż przypomina typowy, tradycyjny podlaski budynek, jego wnętrze skrywa prawdziwą niespodziankę – kryształowe żyrandole, które bardziej kojarzą się z pałacowymi salami niż wiejską chatą. Pomysł na takie połączenie wiąże się z fascynacją Francją. 

Metamorfoza wnętrza podlaskiej chaty

i

Autor: Elżbieta Kwiecień/ Archiwum prywatne

- Pamiętam, jak zaprowadziłam do domu ciotkę Warszawiankę. Gdy weszła do środka, była całkowicie zaskoczona. Wnętrze domu to zupełnie inna rzeczywistość. Styl, który zupełnie nie pasuje do wsi – wspomina Elżbieta.

Celem właścicielki było wprowadzenie kontrastu, który zadziwi każdego.

Chciałam, żeby wnętrze było pełne zaskoczeń, by nieoczekiwany styl przyciągał uwagę i sprawiał, że ludzie na nowo odkrywają tradycję i nowoczesność w jednym miejscu.

Wiecznie zamknięty pokój. Jak zmieniły się wnętrza domu dziadków?

Aranżując przestrzeń wewnątrz chaty, Elżbieta starła się wprowadzić jak najwięcej elementów vintage, jednocześnie nadając im nowoczesny charakter. 

- W sieni ściany pokrywała dawniej płyta pilśniowa. Wymieniłam ją na deski ze starego domu, które pozyskałam od sąsiada. Chciał je spalić, a ja uznałam, że są przepiękne, więc je zabrałam i wykorzystałam u siebie.

Kredens, który tak naprawdę składa się z dwóch różnych mebli, wita gości tuż po wejściu. Jadalnia z aneksem kuchennym, od zawsze była sercem domu. Niestety z uwagi na stan techniczny, tradycyjny piec kaflowy zniknął z tej przestrzeni.

- Babcia kochała mocne kolory, dlatego kuchnia była kiedyś fioletowa. Ja jednak postanowiłam zmienić to na coś bardziej stonowanego. Odświeżyłam meble, które pozyskałam od brata. Odnowiłam również krzesła i to na nich uczyłam się technik renowacji. Każde jest z innej parafii, ale całościowo współgrają ze stołem, nad którym wisi okazały żyrandol.

Tak zwany pokój gościnny to dawne miejsce rodzinnych spotkań i celebrowania świąt. Obecnie podzielono go na dwie części. Jedna z nich jest jednoosobową sypialnią, a druga praktyczną łazienką urządzoną w prosty sposób. 

- W pojedynczym pokoju wstawiłam posażne łóżko mojej babci, które znalazłam na strychu. Obok stoi piękne drewniane biurko.

Następnie znajduje się spora sypialnia, z kryształowym okrągłym żyrandolem i charakterystyczną półką na książki zrobioną z drabiny, która w razie potrzeby prowadzi na dach.  

- To pomieszczenie przez całe życie mojej babci było zamknięte. W środku stały meble, z których nigdy nie ściągnięto folii – taka mentalność tamtych czasów, że szkoda używać. Babcia bardzo szanowała przedmioty, traktując je niemal jak inwestycję. Choć było mi szkoda pozbywać się tych rzeczy, PRL-owski styl nie pasował do mojej wizji wnętrza, więc finalnie musiałam się ich pozbyć.

Ostatnim pokojem jest salonik. Żyrandol w tym pomieszczeniu to stary słomiany kosz, który właścicielka przerobiła na oryginalne źródło światła, doczepiając kilka kryształowych koralików, by nadać mu elegancki, ale subtelny charakter. Stoi tu także odrestaurowana szafa, a rolę stolika pełni skrzynia. Całość dopełniają lustra w złotych ramach i weneckie maski, które dodają wnętrzu oryginalnego uroku. 

Metamorfoza wnętrza podlaskiej chaty

i

Autor: Elżbieta Kwiecień/ Archiwum prywatne

“Mój dom to typowy podlasieczek”

Zewnętrzna część domu niemal wcale się nie zmieniła – zachowała swój typowy, podlaski charakter, łącząc dwa odcienie brązu. To przestrzeń, która mimo upływu lat, wciąż pozostaje autentyczna i nie rzuca się w oczy. Chociaż niektóre elementy elewacji, wymagają drobnych prac, ogólny klimat ma pozostać niezmieniony.

W sąsiedztwie domu znajduje się także budynek, który dawniej pełnił funkcję zewnętrznej kuchni, gdzie babcia Eli gotowała przez całe lato. Obecnie właścicielka stworzyła tam letni salonik. W tym aspekcie pomogła jej bratowa Izabella, która wraz ze swoim mężem Darkiem (bratem Elżbiety) przez cały czas wspierali właścicielkę. W nowopowstałej przestrzeni dominuje oryginalna czerwona cegła, a wystrój oparty jest na prostocie — odnowionym stole z czterema krzesłami, kredensie oraz ozdobnym żyrandolu, którego i tu nie mogło zabraknąć.

Metamorfoza wnętrza podlaskiej chaty. Zobacz zdjęcia

Zobacz także: 30 lat temu sami zbudowali dom. Kosztował 120 tys. złotych. Dziś mówią: to była najlepsza decyzja. Ich dom ma 94 m² i powstał w 3 miesiące

Murowane starcie
Dom - budować czy kupić gotowy. MUROWANE STARCIE
Murator Remontuje #2: Malowanie ścian
Murator Google News (desktop)