Zagrodziłeś dostęp do jeziora lub rzeki? Grozi ci nawet 7500 zł kary. Poznaj przepisy

Masz prywatną działkę nad rzeką czy jeziorem, więc budujesz ogrodzenie aż do samej wody, żeby po twoim terenie nie chodzili obcy ludzie. Gratulacje – właśnie złamałeś prawo i naraziłeś się na sprawę w sądzie oraz wysoki mandat. Jak uniknąć kary i co mówią przepisy o działkach nad wodą?

ogrodzenie działki nad jeziorem

i

Autor: Egor Lintvarev/ Getty Images
Murator Remontuje: Pęknięta ściana, zalane sufity – jak to naprawić?
Materiał sponsorowany
Materiał sponsorowany

Działka nad wodą? Nie możesz jej ogrodzić, jak chcesz

Wielu ludzi myśli, że na prywatnej działce wolno im wszystko. Nic bardziej mylnego. Mając działkę przy linii brzegowej rzeki, jeziora czy morza, nie można nawet w pełni jej ogrodzić. Zakazuje tego art. 232 ustawy Prawo wodne:

Zakazuje się grodzenia nieruchomości przyległych do publicznych śródlądowych wód powierzchniowych oraz do brzegu wód morskich i morza terytorialnego w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar.

Innymi słowy, ogrodzenie działki musi się kończyć minimum 1,5 m od linii brzegu. Właściciel działki nie ma prawa blokować dostępu do tego pasa ziemi, czy to płotem, czy tabliczkami typu „Teren prywatny – wstęp wzbroniony”. Każdemu wolno wyjść w tym miejscu z wody czy przejść przez teren prywatny podczas spaceru wokół jeziora.

Te przepisy wprowadzono, żeby chronić ludzi w razie np. jakiegoś wypadku na wodzie, po którym trzeba jak najszybciej wydostać się na brzeg.

Zakaz grodzenia – wyjątki i istotne szczegóły

Co ważne, zakaz grodzenia dotyczy wyłącznie wód niepodpiętrzonych, czyli takich, gdzie poziom wody nie jest sztucznie regulowany, tylko naturalny. Jeśli np. jezioro jest wyposażone w jazy i inne urządzenia umożliwiające podnoszenie czy opuszczanie lustra wody, to zakaz nie obowiązuje i można dociągnąć ogrodzenie do samego brzegu. Zakaz, co zrozumiałe, nie obowiązuje też na terenach zamkniętych, np. należących do wojska.

Warto też pamiętać, że linia brzegu w sensie prawnym nie zawsze wypada dokładnie tam, gdzie widać ją na żywo. Zdarza się w końcu, że linia brzegowa „wędruje”, cofając się w latach suchych i wchodząc głębiej w działkę podczas lat mokrych. Dlatego w polskim prawie ustalono, że granicę między wodą a lądem wyznacza się na podstawie średniego stanu wody na przestrzeni minimum 10 lat. Może się zatem zdarzyć, że ogrodzenie, które kiedyś kończyło się 1,5 m od brzegu, nagle znajdzie się przy samej linii brzegowej – i nie będzie to nielegalne. W razie wątpliwości warto zwrócić się do Wód Polskich i sprawdzić, gdzie według ich map przebiega linia brzegu.

Co grozi za blokowanie dostępu do wody?

Naruszenie przepisów Prawa wodnego może zostać zgłoszone Wodom Polskim lub wprost policji. Jeśli wykryte zostanie wykroczenie polegające na zagrodzeniu dostępu do wód powierzchniowych, Wody Polskie w pierwszej kolejności skontaktują się z właścicielem celem rozmowy i pouczenia. Zakłada się bowiem, że błędne ogrodzenie mogło powstać w wyniku niewiedzy.

Jeśli mimo pouczenia właściciel nie dostosuje się do przepisów, sprawa może trafić do sądu, a tu już robi się poważnie. Sąd może ukarać właściciela terenu grzywną do 7500 zł. Co więcej, jeżeli z powodu ogrodzenia ktoś zostanie pokrzywdzony, np. nie będzie w stanie wydostać się na brzeg po wywróceniu się łódki, właściciel może zostać zmuszony do pokrycia kosztów odszkodowania (poszkodowany może wytoczyć właścicielowi sprawę cywilną).

Murator Google News

1,5 m na wyjście czy przejście, ale nie na grilla czy biwak

Należy podkreślić, że obowiązek pozostawienia 1,5-metrowego pasa gruntu przy samym brzegu służy tylko do wyjścia z wody czy zacumowania łodzi w sytuacji awaryjnej lub do przejścia wzdłuż linii brzegowej gdzieś dalej. Osoby poruszające się w tym pasie terenu nad wodą nie mogą korzystać z niego rekreacyjnie.

Zabronione jest zatem np. rozbijanie namiotów, palenie ognisk, grillowanie czy wędkowanie. Nie można również śmiecić ani hałasować, a także przesiadywać na działce bez ważnego powodu. Nadal bowiem jest to teren prywatny, a jego właściciel ma prawo w takiej sytuacji wezwać policję.

Władze mogą zmusić właściciela, żeby udostępnił teren

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej możliwości, o której nie każdy wie. Jeśli zdarzy się tak, że osoba prywatna całkowicie zablokowała dostęp do wód publicznych, lokalne władze mogą to zmienić. Na mocy art. 233 Prawa wodnego wójt, burmistrz lub prezydent miasta może wydać decyzję, która ogranicza właścicielowi prawo do korzystania z części działki. Odpowiedni organ wskazuje wówczas część działki, z której mieszkańcy będą mogli odtąd swobodnie korzystać, np. w celu rekreacji. Chodzi o to, żeby nie dochodziło do sytuacji, gdy np. jedyne w okolicy jezioro teoretycznie jest publiczne i można w nim łowić, kąpać się itp., ale w praktyce do wody nie można się dostać, gdyż jest w całości otoczona ogrodzonym prywatnym terenem.

W takiej sytuacji właścicielowi gruntu przysługuje odszkodowanie za „utraconą” część działki. Wypłacane jest ono z budżetu gminy. Dzieje się to na żądanie poszkodowanego, a zatem właściciel sam musi zadbać o to, by odszkodowanie otrzymać. Wysokość odszkodowania ustalana jest na podstawie rzeczywiście doznanej szkody i najczęściej robi to wojewoda. Szczegóły procedury określa art. 469 Prawa wodnego.

Murowane starcie
Basen – tak czy nie? MUROWANE STARCIE