Koniec wolności w fotowoltaice? Operator będzie mógł zdalnie wyłączyć Twój prąd. Jest projekt rozporządzenia ministra energii

2026-06-02 12:59

Ministerstwo Energii chce wprowadzić nowe zasady funkcjonowania sieci, które dają operatorom systemów dystrybucyjnych prawo do zdalnego sterowania prywatną fotowoltaiką oraz jej czasowego odłączania w sytuacjach kryzysowych. Nowe przepisy mają wejść w życie 7 września 2026 roku i nałożyć na właścicieli mikroinstalacji obowiązek technicznego dostosowania urządzeń do wymogów zdalnego nadzoru do początku 2028 roku. Choć resort zapewnia, że celem jest ratowanie systemu przed blackoutem, właściciele instalacji PV zadają jedno pytanie: czy to koniec dysponowania prywatną własnością? Minister się tłumaczy.

Fotowoltaika

i

Autor: Anatoliy Gleb/ Getty Images
Debata Muratora: Co zamiast Czystego Powietrza?

Co ujęto w nowym rozporządzeniu na temat fotowoltaiki?

W skrócie, w myśl projektu nowego rozporządzenia sieciowego, Operator Systemu Dystrybucyjnego zyskuje szerokie uprawnienia pozwalające na aktywną ingerencję w pracę prywatnych instalacji fotowoltaicznych (PV), szczególnie tych o mocy od 0,8 kW do 50 kW. Operator dostaje  prawo do bieżącego monitorowania oraz zdalnego zarządzania pracą instalacji, w tym regulacji mocy czynnej i biernej Twojego falownika w czasie rzeczywistym. Zgodnie z rozporządzeniem może zainstalować własne urządzenie sterujące bezpośrednio w porcie komunikacyjnym modułu PV należącego do właściciela. Właściciel ma obowiązek zapewnić temu urządzeniu zasilanie na własny koszt. Operator może bez zgody właściciela instalacji czasowo odłączyć instalację od sieci, jeśli zagraża ona bezpieczeństwu systemu, właściciel nie wykonuje poleceń dotyczących ograniczeń mocy lub gdy ingeruje w urządzenia sterujące (np. przerywając łączność). Właściciel traci prawo do odłączania zasilania od miejsca dostarczania energii bez wcześniejszego uzgodnienia tego z operatorem.

Kiedy wejdą nowe przepisy? Na jakim są etapie?

Projekt rozporządzenia nie jest jeszcze prawem obowiązującym, ale jego ścieżka legislacyjna jest bardzo konkretna. Dokument został skierowany do konsultacji publicznych, które trwają do 23 czerwca 2026 roku. Jeśli proces przebiegnie zgodnie z planem, przepisy wejdą w życie już 7 września 2026 roku.

Dla obecnych właścicieli PV ważna jest jednak inna data - 1 stycznia 2028 roku. To ostateczny termin, do którego mikroinstalacje (szczególnie te o mocy od 0,8 kW do 50 kW, zaliczane do grupy przyłączeniowej V) będą musiały zostać dostosowane do nowych wymagań technicznych w zakresie zdalnego sterowania.

Zdalne sterowanie i obowiązkowe czarne skrzynki

Największe emocje budzi fakt, że instalacja PV przestaje być urządzeniem autonomicznym. Zgodnie z nowymi przepisami, operatorzy systemów dystrybucyjnych, tacy jak PGE, Tauron czy Enea) zyskują prawo do zdalnego monitorowania i sterowania pracą instalacji w czasie rzeczywistym.

W praktyce oznacza to, że operator będzie mógł zdalnie regulować moc czynną i bierną prywatnego falownika. Co więcej, operator zyskałby uprawnienie do zainstalowania u prosumenta dodatkowego urządzenia kontrolnego bezpośrednio w porcie komunikacyjnym modułu PV. Co istotne dla portfela właściciela - o ile koszt samego urządzenia leży po stronie operatora, o tyle zapewnienie mu zasilania i odpowiedniej infrastruktury komunikacyjnej to już obowiązek i koszt prosumenta.

Kiedy operator może Cię odciąć od produkcji prądu?

W myśl projektu rozporządzenia, Operator zyskuje atomowy guzik w postaci prawa do czasowego odłączenia modułu PV od sieci. Zgodnie z projektem rozporządzenia, może to nastąpić w trzech konkretnych przypadkach:

  • gdy praca instalacji stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci,
  • gdy prosument nie wykona poleceń operatora dotyczących ograniczenia mocy,
  • gdy właściciel odmówi montażu urządzenia sterującego lub ingeruje w jego działanie (np. przerywając łączność internetową).

Najbardziej kontrowersyjny jest zapis o braku odpowiedzialności finansowej operatora. Jeśli Twoja instalacja zostanie odłączona lub jej produkcja ograniczona ze względów systemowych, nie otrzymasz za to odszkodowania za utracone korzyści z niesprzedanej energii.

Bilans zysków i strat

Do minusów tego rozwiązania należy fakt, że prosument nie może już bez uzgodnienia z operatorem nawet samodzielnie odłączyć zasilania od miejsca dostarczania energii. Musi wpuścić przedstawicieli operatora na teren posesji w celu kontroli rozdzielnic i urządzeń komunikacyjnych. Dostosowanie starych instalacji do wymogów zdalnego odczytu i sterowania może wiązać się z koniecznością wymiany falowników lub dokupienia modułów komunikacyjnych.

Wśród plusów nowych przepisów ministerstwo energii wylicza fakt, że prosumenci będą mogli świadczyć tzw. usługi elastyczności, czyli odpłatnie zmieniać swój pobór lub produkcję energii na żądanie operatora. Dzięki temu Twoja instalacja może stać się aktywnym zarządcą, który zarabia na stabilizowaniu sieci. Przepisy mają zapobiegać niekontrolowanym wzrostom napięcia, które dziś i tak często powodują samoczynne wyłączanie się falowników w słoneczne południa.

Ministerstwo Energii wydało komunikat

Po bardzo dużym medialnym odzewie na proponowane rozporządzenie, resort energii w specjalnym komunikacie z 29 maja 2026 r. uspokaja, że projekt absolutnie nie ma na celu ograniczenia rozwoju fotowoltaiki. Urzędnicy podkreślają, że zdalne odłączanie to środek ostateczny, stosowany tylko w sytuacjach kryzysowych, wzorowany na doświadczeniach z Hiszpanii i Portugalii, gdzie niekontrolowany przyrost OZE doprowadził do groźnych destabilizacji.

W przepisach nie znajdzie się jakakolwiek ingerencja w instalacje prosumenckie. Przepisy zostały poddane pod konsultacje społeczne, a ich ewentualne stosowanie jest brane pod uwagę wyłącznie w najpoważniejszych sytuacjach kryzysowych. Uwzględnione zostaną także uwagi zgłaszane przez stronę społeczną. Sama propozycja rozporządzenia jest oparta na doświadczeniach z blackoutów, które miały miejsce w Hiszpanii i Portugalii. Najważniejszym celem proponowanych przepisów jest znacząca poprawa bezpieczeństwa pracy systemu elektroenergetycznego i zminimalizowanie ryzyka blackoutów w Polsce - czytamy w komunikacie Ministerstwa Energii.

Właściciele mikroinstalacji twierdzą, że obecne brzmienie rozporządzenia to nic innego, jak przejmowanie kontroli nad prywatną własnością, na którą to oni wyłożyli pieniądze, a państwo czy też operatorzy sieci dystrybucyjnych, chcą stabilizować sieci energetyczne ich kosztem, zamiast samemu w to inwestować.

Prosumenci obawiają się, że ich inwestycje, liczone na konkretny czas zwrotu, staną się mniej rentowne przez arbitralne decyzje operatorów, na które nie będą mieli wpływu.

Minister energii: Nie będzie żadnej ingerencji w prywatna fotowoltaikę

Tymczasem 2 czerwca, w porannym programie TVP Info, minister energii - Miłosz Motyka zadeklarował jasno, że w ostatecznej wersji rozporządzenia nie będzie żadnej ingerencji w prywatną fotowoltaikę.  

- Nie będzie żadnego zapisu, który bez zgody właściciela paneli pozwoliłby zdalnie wyłączyć domową fotowoltaikę- powieział w TVP Info minister Motyka.

Minister odniósł się do obecnej treści rozporządzenia.

- Mikroinstalacje stanowią dziś 18 procent całej mocy zainstalowanej w systemie. To bardzo dużo - i to bardzo dobrze. Ważne jest, aby operatorzy widzieli te instalacje w sieci. Propozycja jest poddana konsultacji, to normalna procedura. Swoje postulaty do propozycji rozporządzenia zgłosili operatorzy systemów dystrybucyjnych. Część z propozycji zgłaszanych przez operatorów idą daleko. Myślę, że zbyt daleko. O tym właśnie rozmawiamy, ale chcę podkreślić jednoznacznie: nie będzie żadnej ingerencji w prywatną fotowoltaikę, żadnego ograniczenia potencjalnego zysku dla prosumenta - deklarował Miłosz Motyka.

Jaki będzie ostateczny los rozporządzenia, dowiemy się zapewne po zakończeniu konsultacji i po przedłożeniu ostatecznej wersji rozporządzenia.

Murowane starcie
Fotowoltaika – na dachu czy na działce? MUROWANE STARCIE
Murator Google News