70 proc. odpadów budowlanych w Polsce znika w szarej strefie. Marcin Wojtan, prezes Geocycle (Holcim) o cyrkularnej gospodarce odpadami i dekarbonizacji przemysłu budowlanego w Polsce

2026-03-13 8:47

Węgiel w tych polskich cementowniach przejdzie do historii już za dwa lata, a jego miejsce zajmie ponad milion ton odpadów, które dziś zalegają na składowiskach. Rozmawiamy z Marcinem Wojtanem, prezesem Geocycle Polska (Holcim), który odsłania kulisy bezodpadowej rewolucji i tłumaczy, dlaczego „zielony” cement wciąż jest niewidoczny w przetargach. Mówi też, jak szara strefa i tabliczki „przyjmę gruz” marnują potencjał polskiego budownictwa, dlaczego biurokracja kosztuje branżę miliony oraz kiedy w Polsce zacznie działać pierwsza całkowicie bezemisyjna cementownia.

Geocycle jest częścią globalnej grupy Holcim. Jaką rolę pełni Wasza spółka w strukturach tego producenta materiałów budowlanych?

Marcin Wojtan: Grupa Holcim wytwarza systemy i rozwiązania dla budownictwa na całym świecie. Geocycle to wyspecjalizowana organizacja wewnątrz grupy, która zajmuje się gospodarką odpadami. Odchodzimy od tradycyjnej gospodarki liniowej, polegającej na wydobyciu, wytworzeniu i wyrzuceniu - na rzecz gospodarki obiegu zamkniętego. Naszym zadaniem jest zabezpieczenie procesów produkcyjnych w surowce, pochodzące z pozyskanych i przetworzonych odpadów . Mowa tu zarówno o surowcach energetycznych, niezbędnych do wytworzenia ciepła, jak i mineralnych, będących alternatywą np. dla kamienia wapiennego.

Skąd pozyskujecie te materiały i jak wygląda proces ich przetwarzania?

Każda działalność człowieka generuje odpady. Część z nich przez dziesięciolecia trafiała na składowiska, które mogą być użytecznym surowcem. W naszych zakładach wykorzystujemy odpady z systemu komunalnego i przemysłowego. Wydzielamy frakcje, które nie nadają się do recyklingu materiałowego ze względu na ich właściwości, skład lub brak opłacalności, ale mają wysoką wartość energetyczną - to m.in. tworzywa sztuczne, biomasa czy odpady wielomateriałowe. Po rozdrobnieniu trafiają one do pieca cementowego zamiast węgla.

Wspomniał Pan o węglu. Jak blisko jesteście całkowitego wyeliminowania paliw kopalnych?

Jesteśmy już na samym końcu tej drogi. W polskich zakładach Holcim poziom zastąpienia węgla przekracza obecnie 90-95 proc. Przewiduję, że w ciągu półtora roku do dwóch lat, całkowicie wyłączymy węgiel jako paliwo kopalne używane do wypału klinkieru. To będzie prawdziwy kamień milowy dla całego przemysłu cementowego w Polsce. Warto podkreślić, że wykorzystanie odpadów jako paliwo w piecu cementowym to technologia całkowicie bezodpadowa. W przeciwieństwie do tradycyjnych spalarni, gdzie 30 proc. odpadów zamienia się w żużel i popiół, u nas wszystkie produkty spalania wbudowują się w klinkier i stają się częścią cementu.

Jaka jest skala tego przedsięwzięcia? Ile ton odpadów rocznie „ratujecie” przed składowiskami?

Wykorzystujemy rocznie około 400 000 ton paliw alternatywnych oraz od 700 000 do 800 000 ton surowców alternatywnych. Łącznie to ponad 1,2 miliona ton odpadów, które trafiają do naszych zakładów. To pozwala nam nie tylko obniżyć koszty emisji CO2, ale i realnie zmniejszyć ślad węglowy. Przykładowo, stosując odpadowe wapno pokarbidowe, zużywamy mniej naturalnego wapienia, co daje świetne efekty w obszarze dekarbonizacji. Dzięki temu nasze polskie cementownie mają jedne z najniższych wskaźników emisyjnych na świecie.

Czy klienci i firmy wykonawcze nie obawiają się cementu o obniżonym śladzie węglowym? Pojawiają się głosy, że to surowiec „zrobiony z odpadów”.

To kwestia informowania i edukacji. Produkcja cementu odbywa się na podstawie rygorystycznych norm branżowych. Piec cementowy to unikatowa technologia – temperatura płomienia w obrębie palnika przekracza 2000 stopni Celsjusza, co powoduje, że każda substancja ulega mineralizacji. Jakość naszych produktów jest nienegocjowalna. Każdy komponent jest sprawdzany w laboratoriach, a to, co wychodzi z pieca, musi być absolutnie zgodne z normami. Posiadamy globalne marki produktów z recyklingu, co jest dla nas powodem do dumy.

Wasz cement ma znacznie niższy ślad węglowy. Czy ten „zielony” atut ma znaczenie w przetargach na polskim rynku?

I tu dotykamy poważnego problemu. Choć nasz cement jest produkowany zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i w warunkach gospodarki obiegu zamkniętego, co realnie obniża jego ślad węglowy, to polskie przepisy za tym nie nadążają. Niestety, obecne regulacje, a zwłaszcza te dotyczące przetargów publicznych, w żaden sposób nie promują produktów zdekarbonizowanych. W efekcie wykonawca czy inwestor, który chce użyć materiału bardziej przyjaznego środowisku, nie otrzymuje z tego tytułu żadnych preferencji. To dla nas bariera, która nie pomaga w intensyfikacji działań dekarbonizacyjnych.

Liczymy na to, że prace nad nowymi rozwiązaniami legislacyjnymi przyspieszą. Chcielibyśmy, aby w przyszłości materiał o obniżonym śladzie węglowym lub zawierający surowce z recyklingu miał po prostu pierwszeństwo przed produktami niezdekarbonizowanymi. Dziś to paradoks: mamy technologię, mamy gotowy, „zielony” produkt i partnerów z innych gałęzi przemysłu chętnych do współpracy, ale system zamówień publicznych wciąż nie widzi różnicy między betonem niskoemisyjnym a tym tradycyjnym. Z punktu widzenia gospodarki to błąd, bo dekarbonizacja i obieg zamknięty opłacają się wszystkim – państwu, społeczeństwu i środowisku, gdyż redukują ilość zalegających odpadów i koszty emisji CO2.

Wspomniał Pan także o odpadach budowlanych. Tutaj sytuacja wydaje się trudniejsza.

Zdecydowanie. Branża budowlana generuje ogromne ilości odpadów, które w 100 proc. nadają się do zawrócenia do obiegu - od betonu, przez wełnę szklaną, aż po styropian. Naszym celem jest np. produkowanie styropianu, który w 30 proc. składa się z recyklingu. Chcemy zwiększać ilości kruszyw z recyklingu, betonu zawierającego kruszywa z rozbiórek. Jednak naszym największym konkurentem jest szara strefa. Szacuję, że około 70 proc. odpadów budowlanych w Polsce nie jest przetwarzanych w sposób zorganizowany. Tabliczki z napisem „przyjmę gruz” to realna bariera w pozyskiwaniu surowców do profesjonalnego obiegu.

Jakie są największe wyzwania administracyjne, z którymi mierzy się Geocycle?

Mierzymy się z ogromną biurokracją i przeregulowaniem. Systemy takie jak ETS został uzupełniony w ostatnich latach o certyfikacje pochodzenia biomasy tzw. system KZR. Wymaga on od nas i naszych partnerów stosów dokumentów i ogromnych nakładów finansowych - szacujemy te koszty na około 20 milionów złotych rocznie dla całego łańcucha naszych dostaw. Często są to procedury dla samych procedur, które nie wnoszą nic do ochrony środowiska, a jedynie obciążają innowacyjny przemysł. Do tego dochodzi przewlekłość wydawania pozwoleń środowiskowych, co z kolei hamuje inwestycje.

Mimo tego, Holcim inwestuje. Cementownia Małogoszcz to obecnie jeden z najnowocześniejszych zakładów w Europie.

Tak, uruchomiona w 2024 roku nowa cementownia Małogoszcz to inwestycja rzędu 750 milionów złotych. Już na starcie poziom zastąpienia węgla wynosi tam 95 proc., a zużycie ciepła jest jednym z najniższych na kontynencie. Co więcej, odzyskujemy ciepło odpadowe i przetwarzamy je na własny prąd. Emisja CO2 w tym zakładzie jest o blisko 100 kg na tonę klinkieru niższa niż w starych instalacjach z lat 70. To jedna z najnowocześniejszych cementowni w Europie.

Jak widzi Pan przyszłość branży za kilka lub kilkanaście lat?

Stawiamy na digitalizację procesów produkcji, elektryfikację transportu oraz niezależność surowcową. Chcemy, aby nasze maszyny i ciężki sprzęt były zasilane prądem z OZE. Ale najważniejszym krokiem będzie całkowita zeroemisyjność produkcji klinkieru. Planujemy, że nasza Cementownia Kujawy jako pierwsza będzie wychwytywać dwutlenek węgla. To tzw. technologia CCS. Wyzwaniem jest brak polskich regulacji dotyczących składowania CO2 w kraju. Dziś oferty zatłaczania CO2 spływają z Norwegii czy Danii, a my chcielibyśmy, aby Polska mogła na tym zarabiać, wykorzystując własne struktury geologiczne. Dekarbonizacja po prostu opłaca się wszystkim: państwu, gospodarce i środowisku.

Działają Państwo jako część globalnego giganta, ale tu, na naszym polskim podwórku, realia bywają specyficzne. Co w obliczu gospodarki obiegu zamkniętego i ciągle zmieniających się przepisów jest dla Państwa obecnie największym wyzwaniem i jakie widzi Pan największe zagrożenia dla przyszłości branży?

Wyzwania musiałbym podzielić na kilka obszarów. Pierwszym, bardzo odczuwalnym, są kwestie geopolityczne i wynikający z nich skokowy wzrost kosztów transportu oraz cen paliw. Jednak z perspektywy operacyjnej to, co nas najbardziej hamuje, to ogromne przeregulowanie i biurokracja. Systemy rozliczeń emisji CO2 czy certyfikacja KZR o której wspominałem.

Drugim wielkim wyzwaniem jest przewlekłość procedur administracyjnych w Polsce. Innowacyjny przemysł potrzebuje sprawnych inwestycji. Jeśli chcemy wprowadzić nowy rodzaj odpadu do obiegu, musimy wybudować instalację do jego zastosowania i uzyskać zmiany w pozwoleniach środowiskowych, co w naszych realiach trwa zdecydowanie zbyt długo. Nasz rekord to 4 lata dla prostej zmiany ilości magazynowanych odpadów. Nie da się odpowiedzialnie planować biznesu w takich warunkach.

Patrząc w przyszłość, największym zagrożeniem jest brak krajowych regulacji dotyczących składowania i zatłaczania CO2. Podczas gdy my czekamy na przepisy, inne kraje, jak Norwegia czy Dania, już teraz budują na tym przewagę rynkową. Jeśli nie przyspieszymy prac legislacyjnych, jako kraj stracimy szansę na to, by zarabiać na dekarbonizacji, zamiast płacić za nią innym.

Debata Muratora: Czym ogrzewać dom, żeby nie zbankrutować
Materiał sponsorowany
Materiał sponsorowany
Murowane starcie
Termoizolacja - styropian czy wełna. MUROWANE STARCIE
Murator Google News