Spis treści
- Sprawdź, kto będzie pracował na twoim dachu
- Profesjonalizm zaczyna się jeszcze zanim dekarz wejdzie na dach
- Dobrego dekarza sprawdź na... gotowym dachu
- Ubezpieczenie, szkolenia i kwalifikacje - papier nie zrobi dachu, ale jest ważny
- Fachowiec nie poda ceny za metr po pięciu minutach rozmowy
- Trzy oferty zamiast jednej: ekonomiczna, standardowa i premium
- Fachowiec powinien umieć pokazać, za co klient dopłaca
- Dobrego dekarza widać także po sprzęcie
- Dobry dekarz może być droższy
- Nie szukaj dekarza, gdy więźba już stoi
Profesjonalista nie zaproponuje z pewnością najtańszej oferty. Z pewnością jednak powie dokładnie za co inwestor zapłaci i jakie konsekwencje ma wybór tańszego rozwiązania. Profesjonalna ekipa nie przyjeżdża na budowę z kilkoma przypadkowymi narzędziami i nie ustala ceny „od metra” po krótkiej rozmowie telefonicznej. Dobry dekarz to rzemieślnik z wiedzą z zakresu konstrukcji budowli, pokryć, wentylacji dachu, izolacji, montażu okien i innych elementów na dachach wyposażony w zaawansowany technologicznie sprzęt.
Jak inwestor, który dach buduje raz może dwa razy w życiu, ma rozpoznać rzetelnego fachowca? Zapytaliśmy o to Sylwestra Bereżańskiego, specjalistę dekarza z ponad 25-letnim doświadczeniem.
Sprawdź, kto będzie pracował na twoim dachu
Jedno z pierwszych pytań warto zadać jeszcze zanim zacznie się rozmowa o cenie to kto faktycznie wykona dach?
– Przede wszystkim trzeba wiedzieć, kto będzie pracował na dachu. Czy pracuje właściciel firmy? Czy to przedsiębiorca, który z dwoma, trzema chłopakami sam pracuje na dachu? Czy jest to duża firma mająca własne ekipy? Czy może ktoś, kto tylko szuka podwykonawców? Przed tym ostatnim rozwiązaniem przestrzegam – mówi dekarz.
W jego przypadku właściciel firmy pracuje wraz z ekipą na budowie.
– Ludzie cenią między innymi to, że zawsze jestem z chłopakami. Nawet jeżeli gdzieś trzeba pojechać po materiał, wysyłam pracownika, a sam zostaję na dachu. To jest bardzo ważne.
Nie oznacza to oczywiście, że duża firma zatrudniająca kilka ekip musi wykonywać pracę gorzej. Istotne jest coś innego: inwestor powinien wiedzieć, kto odpowiada za realizację, kto nią kieruje i kto będzie podejmował decyzje na budowie. Firma będąca tylko pośrednikiem, która podpisuje umowę, a następnie zaczyna dopiero kompletować przypadkowych podwykonawców, powinna wzbudzić większą ostrożność.
Profesjonalizm zaczyna się jeszcze zanim dekarz wejdzie na dach
Rzetelną ekipę można często rozpoznać już na etapie pierwszych kontaktów.
Czy firma przyjeżdża obejrzeć inwestycję? Czy pyta o konstrukcję i materiały? Czy analizuje projekt? Czy przedstawia wcześniejsze realizacje? Czy potrafi omówić różne warianty wykonania? Czy przygotowuje dokładną ofertę? Czy wiadomo, kto będzie na budowie? Czy posiada ubezpieczenie i może przedstawić referencje? Im więcej odpowiedzi brzmi „tak”, tym więcej informacji ma inwestor przed podpisaniem umowy.
Dobrego dekarza sprawdź na... gotowym dachu
Zdjęcia na stronie internetowej i w mediach społecznościowych mogą wyglądać świetnie, ale najlepszą wizytówką wykonawcy pozostają dachy, które rzeczywiście wykonał.
– U mnie w okolicy zazwyczaj w każdej miejscowości są dachy, które już robiłem. Mogę po prostu wskazać klientowi konkretne realizacje. Czasami inwestorzy proszą też o kontakt do moich poprzednich klientów. Najpierw pytam oczywiście właściciela domu, czy mogę podać jego numer, a później nowy klient może zadzwonić, podjechać, zobaczyć dach i porozmawiać o tym, jak przebiegała praca – opowiada wykonawca.
Taka rozmowa może powiedzieć więcej niż folder reklamowy. Warto zapytać nie tylko o jakość samego dachu, ale również o przebieg robót: czy wykonawca dotrzymywał ustaleń, czy na budowie panował porządek, jak wyglądało rozliczenie, czy pojawiały się niespodziewane dopłaty i jak firma reagowała na ewentualne problemy.
Referencje są szczególnie ważne przy większych realizacjach.
– Wspólnoty mieszkaniowe czy większe firmy żądają referencji. Ja zbieram je na bieżąco od większych klientów i na życzenie je udostępniam – mówi dekarz.
Dobry fachowiec nie będzie obawiał się pokazania swoich wcześniejszych realizacji.
Ubezpieczenie, szkolenia i kwalifikacje - papier nie zrobi dachu, ale jest ważny
Same certyfikaty nie gwarantują jakości wykonania. Doświadczony rzemieślnik może świetnie wykonywać zawód przez kilkadziesiąt lat bez kolekcjonowania dyplomów. Z drugiej strony udział w szkoleniach i zdobywanie kwalifikacji pokazują, że wykonawca nie zatrzymał się na metodach poznanych wiele lat wcześniej.
– Mam chyba dwadzieścia czy trzydzieści odbytych szkoleń z ostatnich kilku lat. Zdobyłem też tytuły mistrzowskie dekarza, blacharza i cieśli. Oczywiście nie każdemu dobremu dekarzowi zależy na takim tytule. Ktoś pracuje dwadzieścia czy trzydzieści lat i nie musi nikomu udowadniać, że potrafi wykonywać swój zawód – zaznacza.
Liczy się więc nie sam dyplom, lecz gotowość do uczenia się. Technologie dachowe zmieniają się, pojawiają się nowe membrany, systemy mocowania, pokrycia, izolacje nakrokwiowe, rozwiązania fotowoltaiczne i zasady wentylowania połaci. – To trzeba wszystko „ogarnąć” i wiedzieć jak zastosować, a najlepszą okazją do poznania tych najnowszych trendów są szkolenia u najlepszych mistrzów dekarstwa, których zapraszają do współpracy renomowani producenci materiałów dekarskich – mówi Bereżański.
Warto również poprosić firmę o dokumenty dotyczące prowadzonej działalności i ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. Przy dachu wartym dziesiątki lub setki tysięcy złotych nie jest to przesadna ostrożność.
Fachowiec nie poda ceny za metr po pięciu minutach rozmowy
Jednym z najbardziej charakterystycznych sygnałów może być sposób przygotowania wyceny.
– Dobry dekarz przy pierwszym kontakcie nie poda po prostu stawki za metr kwadratowy pokrycia. Ja zostawiam sobie około tygodnia na przygotowanie dokładnej oferty, a jeżeli ma być razem z materiałem – nawet dwa tygodnie. Mam „checklistę”, według której przechodzę z klientem przez kolejne elementy – mówi Sylwester Bereżański.
Dlaczego nie da się uczciwie powiedzieć: „dach kosztuje 200 albo 300 zł za metr”?
Bo metr kwadratowy powierzchni połaci jest tylko jednym z wielu elementów ceny.
Już sama konstrukcja może być wykonana z drewna o różnej jakości. Później trzeba zdecydować między pełnym poszyciem a membraną, wybrać łaty i kontrłaty, sposób uszczelnienia, rodzaj pokrycia, jego wykończenie i akcesoria. Do tego dochodzą kominy, obróbki blacharskie, okna dachowe, rynny, wentylacja i wiele detali.
– Najpierw ustalam z inwestorem jego potrzeby, co właściwie chce mieć na dachu. Jeżeli zostajemy choćby przy dachówce ceramicznej, to jest kwestia koloru, wykończenia, angoby, glazury, dachówek krawędziowych, wentylacyjnych. Każdy z tych wyborów powoduje zmianę ceny.
Tutaj wszystko musi zostać wyszczególnione punkt po punkcie, zweryfikowane „zważone i zmierzone” a i tak potem jeszcze trzy razy sprawdzone. To jest różnica między wyceną rzetelną a wyceną, której głównym zadaniem jest pokazanie klientowi jak najniższej kwoty początkowej.
Trzy oferty zamiast jednej: ekonomiczna, standardowa i premium
Dobry dekarz nie poda także po rzetelnym wycenieniu jednej, twardej kwoty. Dwa dachy nawet bardzo podobnie wyglądające i pokryte tym samym materiałem mogą być wycenione inaczej.
– Zawsze daję klientowi trzy oferty: ekonomiczną, standard i premium. Dzięki temu widzi on, jak bardzo można różnicować materiały i sposób wykonania oraz jaki ma to wpływ na cenę – mówi Bereżański.
Nie chodzi o to, aby każdego nakłonić do rozwiązania najdroższego. Inwestor powinien wiedzieć, z czego rezygnuje, wybierając wariant tańszy, oraz gdzie oszczędność jest rozsądna, a gdzie może później oznaczać problem.
W rozmowie o kosztach mogą pojawić się nawet rzeczy pozornie zupełnie niezwiązane z dachem: czy na działce jest prąd, gdzie można przechować materiały, jakie zaplecze będzie miała kilkuosobowa ekipa.
– Czasami taka rozmowa trwa godzinę i klient szeroko otwiera oczy - „poprzedni wykonawcy o takie rzeczy nie pytali”. Ale ja pytam, bo to jest realny koszt – mój albo inwestora. Nie ma prądu? Mogę przywieźć agregat. Większość elektronarzędzi jest dziś akumulatorowa, ale baterie trzeba przecież ładować. Czy będzie na budowie toaleta? Nie, no to trzeba wynająć, przecież ekipa musi mieć dostęp do cywilizowanych warunków sanitarnych a nie chodzić w krzaki. Trzeba zadać klientowi mnóstwo pytań, wszystko policzyć i dopiero później przygotować ofertę – tłumaczy dekarz.
Dobrym znakiem nie jest więc wykonawca, który nie zadaje żadnych pytań, ale właśnie ten, który pyta dużo – czasem o szczegóły, których inwestor wcześniej nawet nie brał pod uwagę.
Fachowiec powinien umieć pokazać, za co klient dopłaca
W rozmowach bardzo pomaga własna dokumentacja sporządzana przez lata na poprzednich inwestycjach. Zwykły album z zastosowanymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi czy materiałowymi to podstawa rozmowy z inwestorem.
– Mam wydrukowane zdjęcia. Pokazuję: taki komin, taki komin, taki komin. Bo sposób wykończenia komina też robi cenę. Potem są okna dachowe. Tu rozpiętość może być ogromna. Dalej rynny, płotki przeciwśniegowe, komunikacja. Jest cała gama rozwiązań – każde ma oczywiście swój kosztorys. Ja mogę ewentualnie zasugerować co się bardziej sprawdza, co bardziej opłaca, a z czego ewentualnie można zrezygnować. Jednak pokazuję to co można zrobić – wybór należy do inwestora – mówi Sylwester Bereżański.
Jeżeli wykonawca proponuje rozwiązanie droższe, powinien umieć odpowiedzieć dlaczego. Jeśli odradza najtańsze – również powinien wyjaśnić przyczynę.
Jeśli inwestor usłyszy stwierdzenie: „zawsze tak robimy” to powinien się zastanowić czy rozmawia z właściwym wykonawcą. Dobry rzemieślnik potrafi przedstawić alternatywy i powiedzieć, jakie są ich zalety, ograniczenia, trwałość oraz konsekwencje dla późniejszej eksploatacji dachu.
Dobrego dekarza widać także po sprzęcie
Zmieniło się nie tylko samo wykonywanie dachów, lecz także zaplecze ekip.
– Kiedy pierwszy raz przyjeżdżam do klienta i otwieram busa z regałami pełnymi narzędzi, inwestor często robi wielkie oczy. Praktycznie nie ma narzędzia, którego nie mamy – opowiada dekarz.
W kilkuosobowej ekipie nie wystarcza jedna wkrętarka. Pracownik może korzystać równocześnie z dwóch – jedną wiercić, drugą wkręcać albo pracować na dwóch rodzajach łączników. Do tego dochodzą narzędzia ciesielskie, dekarskie, blacharskie, elektronarzędzia, sprzęt asekuracyjny i ubrania robocze.
Współczesną budowę coraz częściej obsługują również żurawie dekarskie.
– Winda właściwie odeszła już do lamusa. Teraz są dźwigi. Kto nie ma własnego, może go wynająć. To bardzo usprawnia pracę – mówi wykonawca.
Sam korzysta z kilku maszyn i zwraca uwagę, że różne typy żurawi sprawdzają się przy innych robotach. Żuraw samochodowy pozwala bardzo szybko zmieniać miejsce pracy – jego rozstawienie może trwać zaledwie kilka lub kilkanaście minut. Przy dużym, trwającym kilka tygodni remoncie bardziej opłacalne mogą być inne urządzenia.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy dobry dekarz musi posiadać własny żuraw. Sam rozmówca podkreśla, że sprzęt można wynająć. Ważniejsze jest to, czy wykonawca jest przygotowany organizacyjnie i technicznie do konkretnego zadania.
Dobry dekarz może być droższy
Najniższa cena początkowa nie musi oznaczać najtańszego dachu. Sylwester Bereżański przyznaje, że zdarza mu się przegrywać konkurencję cenową przy pierwszym porównaniu ofert.
– Czasami jestem na pierwszy rzut oka trochę za drogi. Dlatego rozmowa z moimi wcześniejszymi klientami jest dla nowych inwestorów ważna – mówi. Porównując oferty, trzeba więc sprawdzić nie tylko końcową kwotę, lecz również ich zakres. Tańsza wycena może nie obejmować elementów, które później okażą się niezbędne. Mogą pojawić się dopłaty do materiałów, akcesoriów, obróbek, transportu czy dodatkowych prac. Dwie kwoty można porównywać dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście dotyczą tak samo wykonanego dachu.
Nie szukaj dekarza, gdy więźba już stoi
W podsumowaniu rozmowy Sylwester Bereżański wskazuje jeszcze jeden aspekt, który według niego jest najważniejszy, a często pomijany, zostawiany na koniec – zbyt późne rozpoczęcie poszukiwań ekipy do prac dekarskich. Dobrego dekarza nie można zazwyczaj wybrać na jutro, a nawet na za miesiąc.
– Każdy inwestor powinien zacząć szukać dekarza dużo wcześniej. Nie wtedy, kiedy jest już wylany wieniec. Można zacząć na etapie fundamentów, a czasami nawet zakupu działki. Są ekipy, które mają zlecenia na rok, a znam takich wykonawców, którzy mają kalendarz zajęty na trzy lata. U mnie trzeba czekać minimum sześć–siedem miesięcy – mówi.
Telefony w rodzaju: „dzisiaj montują mi wiązary, jutro trzeba zaczynać krycie” nie należą do rzadkości.
- Tyle że wtedy inwestor nie wybiera już najlepszego dekarza. Wybiera tego, który akurat ma wolny termin. To zasadnicza różnica – mówi Sylwester Bereżański.