Spis treści
„Dołkowy mental” i agresywna walka o zlecenia
Obecna sytuacja na rynku zamówień publicznych przypomina scenariusz thrillera, czego symbolem stały się kontrowersje wokół przetargu na Rail Baltica (linia Ełk- Białystok). Zdaniem Jana Stylińskiego to bezpośrednie pokłosie trwającego ostatnie 2,5 roku dołka inwestycyjnego, który choć nie był katastrofą na miarę roku 2012, mocno osłabił kondycję finansową przedsiębiorstw. I, co podkreśla szef PZPB, jeszcze trochę czasu upłynie, zanim firmy poczują, że te nowe nowe przetargi, te które już się toczą, te, które za chwilę będą, faktycznie zapełnią portfele i że perspektywa działalności firm budowlanych, będzie będzie lepsza niż ostatnia. Na razie branża żyje w przekonaniu, że jest źle, że portfele nie są aż tak dobre jak jak powinny być, i że wyniki są słabsze niż niż kilka lat temu się spodziewano i w związku z tym, firmy bardzo mocno walczą o jakiekolwiek nowe zlecenia.
Prezes PZPB wskazuje, że firmy wciąż działają w trybie przetrwania.
- My cały czas mamy taki dołkowy mental kryzysowy - twierdzi. - Ta postawa wynika z faktu, że budownictwo to sektor o wyjątkowo niskiej rentowności.
Jak zaznacza Styliński: - Nawet duże firmy, te największe pracują na marżach typu 2-3 procent. W efekcie, przy wysokich kosztach stałych, nawet gigant rynkowy bez nowych kontraktów jest w stanie bezpiecznie funkcjonować zaledwie przez około pół roku. To rodzi presję, by za wszelką cenę wpompować gotówkę do firmy, co skutkuje agresywną walką o każde nowe zlecenie - podkreśla prezes PZPB.
KIO jako wąskie gardło systemu zamówień publicznych
Poważnym hamulcem dla inwestycji staje się obecnie niewydolność systemu orzekania, a konkretnie paraliż w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO). Po raz pierwszy w historii, branża mierzy się z tak ogromnym spiętrzeniem sporów.
- Po raz pierwszy mamy do czynienia z kumulacją spraw spornych. Nie mieliśmy z taką sytuacją nigdy wcześniej do czynienia – podkreśla Styliński.
Problem potęguje brak realnych barier kosztowych przy składaniu odwołań. Prezes PZPB zauważa, że obecna opłata w wysokości 20 000 zł dla dużej firmy to nie są w ogóle pieniądze. Sprzyja to postawie, w której odwołania składa się bez głębszego uzasadnienia, licząc na łut szczęścia: „zobaczę, a może się uda, jakieś odwołanie złożymy”. PZPB postuluje więc racjonalizację tych kosztów i uzależnienie ich od wartości kontraktu, by udrożnić system.
- Polecamy też: Polska branża cementowa bije na alarm. Import z Ukrainy wzrósł o 3,8 tys. proc. Czy grozi nam szara strefa?
Nadchodzi inwestycyjne tsunami - czy grozi nam „nadepnięcie na sznurówki”?
Paradoksalnie, największe wyzwanie dopiero nadchodzi. Skala zapowiadanych inwestycji - od Portu Polska (CPK), przez energetykę jądrową w Choczewie, po offshore i infrastrukturę wojskową - będzie spektakularna. Jednak bez odgórnej koordynacji te gigantyczne projekty mogą zacząć ze sobą konkurować o te same zasoby.
Styliński ostrzega przed brakiem współpracy między resortami.
- Dzisiaj jesteśmy na świetnej drodze do tego, żeby nie koordynując inwestycji na poziomie rządowym raczej funkcjonować w silosach. Każde ministerstwo przygotowuje własne plany w izolacji od pozostałych. Istnieje realne ryzyko, że energetyka, wojsko i kolej nadepną sobie na sznurówki w jednym czasie. Ministerstwo energii, Ministerstwa Infrastruktury, Wojsko, MSWIA. Każdy sobie przygotowuje plany inwestycyjne w oderwaniu od planów inwestycyjnych innego resortu. – przestrzega Jan Styliński.
Może to doprowadzić do skanibalizowania kadr i sprzętu oraz zatorów logistycznych, gdy np. z powodu jednej budowy zostanie zamknięta linia kolejowa niezbędna do dowiezienia materiałów na inną.
Potrzebna makrokoordynacja i rządowa mapa drogowa - apeluje PZPB
Rozwiązaniem, o które apeluje branża, jest stworzenie rządowej mapy drogowej, która pozwoliłaby racjonalnie rozłożyć inwestycje w czasie. Jan Styliński uważa, że uspójnienie harmonogramów, rozłożenie w czasie momentu publikacji, jest bardzo istotne”. Czasami wystarczy przesunięcie ogłoszenia przetargu o jeden kwartał, by znacząco zmniejszyć napięcia na rynku.
Taka makrokoordynacja pozwoliłaby urzędom sprawniej wydawać decyzje środowiskowe, a dostawcom dostosować moce produkcyjne do realnych potrzeb. Według PZPB to jedyna droga, by polskie firmy mogły bezpiecznie wykorzystać nadchodzące lata rozwoju i wzmocnić swoją pozycję, zamiast ulec finansowemu wyczerpaniu w chaosie nieskoordynowanych budów.
- Cała "Rozmowa Muratora" z Janem Stylińskim, prezesem Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa do obejrzenia także na naszym kanale na You Tube - Rozmowy Muratora