Duchy istnieją. Wigancice Żytawskie, wieś widmo, ciągle żyje. Dawni mieszkańcy wrócili i budują pierwszy dom

Wigancice Żytawskie zostały planowo wysiedlone i wyburzone. Miała je zasypać hałda z kopalni Turów, ale do tego nie doszło. Od ponad 25 lat jedynym świadectwem istnienia wsi była wąska droga w dolinie potoku i pozostałości fundamentów. To się jednak zmieniło, bo znowu wkroczyły tu ekipy i rozpoczęły pierwsze od dziesięcioleci prace budowlane.

Wigancice Żytawskie przed II wojną światową były częścią wsi Weigsdorf, którą rozdzielała historyczna granica Górnych Łużyc (Saksonia) i Czech. W wyniku korekty granic w 1848 r. ustalił się dzisiejszy podział wsi, której górna część należała kiedyś do Saksonii, a obecnie do Polski, a dolna do Czech. W latach 1945 – 1958 część obecnej czeskiej wsi Višňova znajdowała się w granicach Polski, ale kolejna korekta linii granicznej pozostawiła ten teren po czeskiej stronie – na tym terenie leży m.in. kościół Zstąpienia Ducha Świętego.

Jak wyglądały Wigancice?

Można zobaczyć nie tylko na starych fotografiach, ale wystarczy przekroczyć granicę i wejść pomiędzy zabudowę wsi Višňova. Zachowała bardzo dobrze historyczny klimat. Większość budynków pochodzi tu sprzed 1945 r. i prezentuje identyczny typ budownictwa jaki dominował kiedyś i po polskiej stronie granicy. Wśród zabudowy dostrzec można wiele oryginalnych domów przysłupowych i szachulcowych tak charakterystycznych dla dawnych obszarów Górnych Łużyc i terenów sąsiednich.

Kiedyś granica przebiegała między domami, a dzisiaj to dwa światy. Ten po czeskiej stronie trwa niezmieniony od setek lat, po stronie polskiej przejęła we władanie przyroda. Pozostała tylko droga, ale asfalt urywa się na granicy, a w górę potoku w głąb Polski wiedzie tylko wąski gruntowy trakt pośród drzew. W ostatnich latach droga zaczyna być uczęszczana i nawet została trochę poszerzona i oczyszczona z roślin. Nadeszły nowe lepsze czasy, ale nie wrócą już tego co utracone.

Wigancice Żytawskie – wieś widmo, która istnieje

Wieś fizycznie nie istnieje od roku 1999, kiedy została zlikwidowana w wyniku rozszerzenia się kopalni Turów, formalnie jednak istnieje. Nie została administracyjnie usunieta z Krajowego rejestru urzędowego podziału terytorialnego kraju TERYT i nadal tam funkcjonuje z kodem 0188908.

Obszar wsi występuje też w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, który jej teren dopuszcza do zabudowy.

Fizyczna cząstka wsi przetrwała, choć znajduje się w Zgorzelcu. Uratowała ją Elżbieta Lech-Gotthardt, przedsiębiorca i społecznik, która cały swój wolny czas i energię przeznacza na ratunek dziedzictwa historycznego regionu. Dzięki niej na Aleję Lipową w mieście została przeniesiona Zagroda Kołodzieja, oryginalny dom z Wigancic Żytawskich. Niemy świadek historii wsi, który stał się symbolem przetrwania a być może jest zwiastunem jej odrodzenia.

- Ten obszar kulturowy przez lata był dotknięty monokulturą przemysłową, która w imię interesu energetycznego kraju dawała przyzwolenie na niszczenie. Ginęły całe wsie i obiekty zabytkowe. Przykładem są Wigancice Żytawskie, które - moim zdaniem - niepotrzebnie wysiedlono i wyburzono - mówi Elżbieta Lech-Gotthardt.

- Hałda się zbliżała, a wieś stopniowo traciła podstawowe funkcje. Nie było już sklepu, szkoły ani autobusów. Ludzie zaczęli opuszczać miejscowość sami. Wigancice nie zostały w całości zasypane - dotyczyło to mniej więcej jednej ósmej miejscowości. Nie wysiedlono też wszystkich mieszkańców i nie zamknięto wsi administracyjnie. Nadal figuruje ona w oficjalnych wykazach, a dziś ludzie chcą tam wracać – dodaje Lech-Gotthardt.

Zagroda Kołodzieja
Autor: Elżbieta Lech-Gotthardt/ Archiwum prywatne Zagroda Kołodzieja

W połowie lat dziewięćdziesiątych jeździłam do Wigancic. W okolicy mówiło się wtedy, że z opuszczonych domów można brać, co się chce. Szukałam żeliwnych podstaw od maszyn do swojej restauracji, bo chciałam urządzić ogródek letni. Poznałam wtedy ludzi, którzy jeszcze tam byli i sprzedawali mi różne przedmioty. Konserwator powiedział mi wprost, żebym brała to, co mi się podoba, bo zanim rozpocznie się formalne postępowanie dotyczące pieca, drzwi czy innego elementu, przedmiotu już nie będzie. Kiedy ludzie opuszczali domy, po dwóch tygodniach mógł zniknąć cały dom – wjeżdżały koparki, spychacze i wszystko burzyły. Bardzo mnie to bolało, że domy znikają na moich oczach. Pewnego razu jechałam samochodem i pomyślałam: „Może zabiorę cały dom ze sobą". Tak zaczęła się historia Zagrody Kołodzieja. Teraz koło się zamyka, bo idziemy w kierunku odbudowy wsi.

Wysiedlono i wyburzono – teraz powroty

Wieś miała być zasypana kopalnianym nadkładem. Już po wysiedleniu i wyburzeniu w 2000 r. hałda osunęła się na czeską stronę granicy, co pociągnęło za sobą decyzję o utworzeniu zwałowiska wewnętrznego – teren wsi okazał się zbędny. Zdegradowany obszar kopalnia oddała gminie Bogatynia. Wsi nie zamknięto administracyjnie i nie wywłaszczono wszystkich mieszkańców.

Dawni mieszkańcy wsi chcą do niej wracać. Elektrownia „Turów” sprzedaje działki, ludzie je nabywają w celach budowlanych. Do gminy Bogatynia również spływają wnioski o kupno nieruchomości. W planie miejscowym Bogatyni na terenie wsi dopuszczona jest zabudowa jednorodzinna i obsługa ruchu turystycznego.

Zagroda Kołodzieja - ambasada Wigancic Żytawskich

Zagroda Kołodzieja w Zgorzelcu jest nieformalnym centrum wsi Wigancice Żytawskie. Tu spotykają nieoficjalnie i oficjalnie dawni mieszkańcy. Tu odrodziła się dawna społeczność wiejska i kiełkowała idea powrotu oraz odbudowy. Potwierdzeniem jest odbywający się w zabytkowym domu doroczny Zjazd Mieszkańców Wsi Wigancice Żytawskie. W tym roku odbyła się jego 16. edycja. Byli mieszkańcy oprócz spotkań i rozmów każdego roku wybierają Sołtysa (na uchodzctwie). To dobrze zorganizowana i zżyta społeczność.

- We wsi zachowało się jedno zamieszkane gospodarstwo. Poza tym ludzie kupują tam nieruchomości. Proces odnowy już trwa. W Wigancicach jest około 115 działek należących do osób prywatnych. Część właścicieli nie została wywłaszczona przez kopalnię, inni kupują nieruchomości na rynku wtórnym. Na razie głównie z myślą o rekreacji, ale wielu rozważa w przyszłości budowę domu – mówi Elżbieta Lech-Gotthardt. - Wigancice leżą w dolinie. Część rolna wsi była na górze, a część przemysłowa ciągnęła się w dole, wzdłuż drogi, w kierunku granicy. Teren jest dziś piękny. Natura upomina się o swoje i wszystko zarasta. Naszą wizją transformacji jest wykorzystanie tych zasobów. Transformacja ma być sprawiedliwa, bo dotyczy przede wszystkim ludzi. Ten obszar kulturowy przez lata był dotknięty monokulturą przemysłową, która w imię interesu energetycznego kraju dawała przyzwolenie na niszczenie. Ginęły całe wsie i obiekty zabytkowe. My to chcemy odwrócić – dodaje Lech-Gotthardt.

Dawni mieszkańcy i sympatycy odbudowy Wigancic Żytawskich są często na miejscu i porządkują drogę i posesje
Autor: Elżbieta Lech-Gotthardt/ Archiwum prywatne Dawni mieszkańcy i sympatycy odbudowy Wigancic Żytawskich są często na miejscu i porządkują drogę i posesje

Odbudujemy wieś

Stowarzyszenie DOM KOŁODZIEJA jest inicjatorem odnowy wsi. W pierwszym etapie przewiduje się zaplanowanie wsi na nowo. Do współpracy zaproszono Politechniki z Wrocławia, Gliwic i Poznania. Już w 2019 r. Wigancice Żytawskie powróciły po 25 latach na mapę drogową Polski. Mieszkańcy osadzili znaki drogowe, wykosili pobocza i swoje dawne posesje.

Konsultacje społeczne z byłymi mieszkańcami, właścicielami działek i sympatykami projektu odbudowy wsi Wigancice Żytawskie pokazały jak wielka jest siła przyciągania do „raju utraconego”.

W Wigancicach jest zdegradowana przestrzeń przyrodnicza i kulturowa. Do odtworzenia jest infrastruktura: droga, wodociąg i sieć energetyczna.

- Atutem jest położenie, niby z boku, ale wszędzie blisko. Dla ludzi czynnych zawodowo praca jest w jeszcze PGE, Czechach i w Niemczech. Dla tych którzy pragną wyciszenia sprzyjają warunki krajobrazowe. Z Wigancic można zobaczyć cale pogórze izerskie. Jest dużo wypiętrzeń skalnych, zespołów leśnych i pięknych potoków. To co było powodem zniszczenia wsi czyli kopalniana halda jest zadrzewiona i niczym nie przypomina góry usypanej przez człowieka. Założeniem naszego projektu jest ożywienie wsi na nowo. Chcemy by była to nowoczesna wieś. Z jednej strony zastosowanie nowych technologi, odnawialnych żródeł energii z drugiej natura i domy przysłupowe (nowe) – pisała w poście na FB z 2019 r. Elżbieta Lech-Gotthardt.

Pamięć i odbudowa

W ramach projektu „Wigancice Żytawskie/Weigsdorf – Ludzie i ich domy utracone”, realizowanego dzięki wsparciu Funduszu Małych Projektów Polska–Saksonia Euroregionu Nysa prowadzone są działania, które mają przywrócić pamięć o wsi – to początek odradzania się miejscowości. W ramach przypomnienia historii w lipcu 2026 r. odbyły się wywiady z byłymi polskimi mieszkańcami Wigancic Żytawskich prowadzone przez studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych partnera projektu oraz z przedwojennymi mieszkańcami Weigsdorf, rejestrowane przez studentów Brandenburgische Technische Universität Cottbus–Senftenberg.

- Każda opowiedziana historia, każde przekazane zdjęcie i każde wspomnienie stają się częścią wspólnego archiwum pamięci. Dzięki współpracy byłych mieszkańców, naukowców, studentów i partnerów projektu tworzymy dokumentację, która pozostanie świadectwem historii Wigancic Żytawskich/Weigsdorfu dla przyszłych pokoleń. Na tych fotografiach nie dokumentujemy przeszłości. Dokumentujemy moment, w którym pamięć dawnych mieszkańców staje się częścią przyszłości Wigancic Żytawskich - mówiła Elżbieta Lech-Gotthardt.

Centrum Pamięci w Wigancicach Żytawskich - konstrukcja już stoi
Autor: Adam Cebula/ Archiwum prywatne Centrum Pamięci w Wigancicach Żytawskich - konstrukcja już stoi

Pierwszy nowy dom już stoi

- Stawiamy pierwszą budowlę w powojennej historii Wigancic. W ramach projektu czesko-polskiego powstaje Strażnica Pamięci - drewniany budynek przysłupowy, symbol utraconego domu, a zarazem niewielki pawilon wystawowy. Projektantem jest Adam Cebula.

Na teren Wigancic Żytawskich wjechały ponownie maszyny budowlane, ale nie żeby burzyć i niszczyć a tworzyć. Wykonany został fundament pod nowy dom, którego elementy składowe z drewna powstawały w warsztacie ciesielskim. - Pracuje przy nim regionalny zespół ciesielski, między innymi Patryk Jankowski z Bakcyla Izerskiego, wraz z pomocnikami oraz Petter Tomrer. Zależało nam, żeby była to prawdziwa robota ciesielska wykonana przez lokalnych fachowców – mówi Elżbieta Lech-Gotthardt.

Drewniana konstrukcja już stoi na betonowym fundamencie. Rozpoczęły się prace dekarskie. Od 17 do 19 sierpnia 2026 na placu budowy zjawili się mieszkańcy wsi, którzy włączyli się w działania profesjonalnych ekip i pomalowali konstrukcję drewnianego parteru.

Budynek będzie miejscem spotkań i izbą pamięci o wsi. Jego otwarcie jest planowane jeszcze w tym roku.

Murowane starcie
Dachówki – cementowe czy ceramiczne? MUROWANE STARCIE