Spis treści
- Skąd wziął się fenomen lamp Tiffany’ego?
- Ile kosztuje lampa w stylu Tiffany’ego na targu staroci?
- Jak Radosław Nakonowski wskrzesił modę na witraże i co ma do tego targ staroci we Włocławku?
- Pasja i drugie życie starych opraw
- Jak odróżnić wartościową lampę w dawnym stylu od taniej podróbki?
- Nowoczesne wnętrza też świetnie odnajdują się z dawnym designem
Skąd wziął się fenomen lamp Tiffany’ego?
Pod koniec XIX wieku Louis Comfort Tiffany dokonał w historii sztuki użytkowej prawdziwego przewrotu. Amerykański artysta zrewolucjonizował rzemiosło szklarskie, porzucając ciężkie ołowiane profile na rzecz autorskiej techniki łączenia kolorowego szkła cienką taśmą miedzianą oraz cynowym lutem. Pozwoliło to na tworzenie niezwykle misternych, organicznych kompozycji inspirowanych naturą.
Dziś oryginalne oprawy Tiffany Studios to muzealne unikaty. Na międzynarodowych aukcjach osiągają zawrotne kwoty - od 100 tysięcy złotych do niemal 4 milionów dolarów za najbardziej ikoniczne modele. Oczywiście produkcja oryginalnych lamp zakończyła się definitywnie w 1930 roku wraz z bankructwem manufaktury - na rok przed śmiercią artysty. Po I wojnie światowej zubożałe społeczeństwo zwróciło się ku tańszym i prostszym formom, a kosztowne rękodzieło straciło rynek.
Rodzina Tiffany'ego obecnie prowadzi znaną nowojorską firmę TIFFANY & CO., znaną z biżuterii i ekskluzywnych przedmiotów luksusowych. Ale wróćmy do lamp...
Potencjał tych klimatycznych dzieł sztuki dostrzegł niedawno Radosław Nakonowski, pasjonat i renowator starych, przemysłowych opraw oświetleniowych, właściciel studia Lampaloft. O jego hobby, które stało się pracą pisaliśmy już na naszych łamach.
Ile kosztuje lampa w stylu Tiffany’ego na targu staroci?
Nie trzeba jednak milionów, by cieszyć się magią podświetlonego witrażu. Prawdziwa lampa w stylu Tiffany’ego to przede wszystkim naturalne szkło. Składa się z setek, a nierzadko z kilku tysięcy drobnych szkiełek łączonych miedzią, które po podświetleniu dają organiczne, ciepłe światło.
Na polskich giełdach staroci można upolować znakomite realizacje z lat 80. i 90. XX wieku, sprowadzane głównie z Niemiec i Anglii, produkowane przez uznane wytwórnie.
Ceny dobrych szklanych egzemplarzy wahają się od kilkuset złotych do kilku tysięcy za duże żyrandole. Z kolei unikatowe lampy z trójmiejskich pracowni, gdzie szkło zastąpiono bursztynem, kosztują od 5 do nawet 20 tysięcy złotych.
Eksperci ostrzegają jednak przed tanimi podróbkami z akrylu lub plastiku za ok. 40 zł. Plastik jest podejrzanie lekki, głuchy w dźwięku i pozbawiony chłodu prawdziwego szkła.
Jak Radosław Nakonowski wskrzesił modę na witraże i co ma do tego targ staroci we Włocławku?
Potencjał zapomnianych lamp witrażowych dostrzegł i nagłośnił Radosław Nakonowski - pasjonat dawnego designu i założyciel studia Lampaloft. Choć przez lata kojarzony był głównie z ratowaniem surowego oświetlenia fabrycznego, regularne wizyty na targu staroci we Włocławku pchnęły go w stronę secesyjnego szkła.
- Początkowo na targu widywałem tylko zwykłe egzemplarze z dużymi płatami szkła, gdzie pracy rzemieślnika było niewiele. Poprosiłem handlarzy, by poszukali bardziej złożonych modeli. Mówili, że to już niemodne i nikt tego nie kupuje. Kiedy jednak przywieźli ładniejsze sztuki, kupiłem je i nagrałem o nich materiały. Nastąpił szok. W komentarzach ludzie masowo pisali, że dotąd nie zwracali uwagi na lampy Tiffany’ego, a nagle odkryli ich niezwykłą urodę i niesamowite światło - wspomina Nakonowski, który dzieli się z internautami wrażeniami i zakupami po wizytach na pchlim targu we Włocławku.
Jako pierwszy w Polsce zaczął otwarcie podawać przed kamerą konkretne ceny z targów staroci, udowadniając, że szlachetne wzornictwo jest w zasięgu ręki. Wystarczy się po nie schylić, no i nie trzeba mieć na to milionów...
Pasja i drugie życie starych opraw
Zmysł do wyławiania perełek to owoc wieloletniego doświadczenia. Swoją przygodę z renowacją oświetlenia Nakonowski zaczął w 2013 roku, gdy styl industrialny w Polsce dopiero raczkował, a fabryczne lampy traktowano jako złom.
- Gdy wymyśliłem nazwę Lampa Loft i wpisałem ją w Google, wyskoczyły zaledwie trzy strony odsyłające do zagranicznych aukcji. W Polsce to była absolutna nisza -wspomina.
Jego misją stało się przywracanie przedmiotom tożsamości. Zamiast anonimowej „starej lampy” zaczął ustalać producentów i projektantów opraw oświetleniowych. Ten sam szacunek do historii użytkowego designu przeniósł później na lampy witrażowe.
Jak odróżnić wartościową lampę w dawnym stylu od taniej podróbki?
Zakup na targu to dopiero początek. Nakonowski kategorycznie przestrzega przed włączaniem starych opraw bez przeglądu.
- W zabytkowych lampach zawsze obligatoryjnie wymieniam całą instalację elektryczną. Przewody i oprawki po 30 czy 40 latach są sparciałe i stwarzają ryzyko pożarowe. Bezpieczeństwo jest najważniejsze- mówi.
Radzi też dokładnie przyglądać się lampom, które kupujemy, bo choć na targach staroci można zdobyć prawdziwe perełki stylizowane na lampy Tiffany'ego, to sporo jest także mało wartych tanich odpowiedników z plastikowymi podstawami.
Nowoczesne wnętrza też świetnie odnajdują się z dawnym designem
Odrestaurowane lampy witrażowe doskonale odnajdują się we współczesnych aranżacjach - także w surowych loftach, gdzie barwne szkło stanowi ciepły kontrapunkt dla betonu, cegły i stali. To także odpowiedź na zapotrzebowanie współczesnego designu.
- Niedawno stałem naprzeciwko salonu z nowoczesnym oświetleniem i pomyślałem, że jako pasjonat odnawiania starych opraw - będę miał jeszcze mnóstwo pracy. Współczesna oferta bywa bowiem często nijaka, zimna i wykonana z byle czego. Zwykłe diody LED i plastik nie zastąpią starych lamp z duszą i autentycznym kunsztem. Ludzie to czują i dlatego wracają do rzeczy z historią -podsumowuje Nakonowski.