Spis treści
Centrum życia rodziny. Tu wszyscy się spotykali
Dom w miejscowości Dębowo (województwo podlaskie) wybudowany tuż po II wojnie światowej, przez pradziadka Justyny Aleksandra Aciukiewicza, przez wiele lat pełnił funkcję centrum życia rodzinnego. To tutaj, w otulinie Wigierskiego Parku Narodowego, spotykali się członkowie rodziny, którzy na co dzień mieszkali w różnych częściach kraju.
- Gdy pradziadkowie na starość przenieśli się do miasta, dom stał się miejscem rodzinnych spotkań. Latami zjeżdżali się tu krewni z całej Polski. To miejsce łączyło pokolenia.
Z biegiem lat posiadłość wymagała jednak coraz więcej troski.
Ogromną zasługę w zachowaniu domu w dobrym stanie mają moja ciocia Danuta i wujek Zygmunt. Dzięki ich zaangażowaniu budynek przetrwał, choć przez lata w jego utrzymanie i drobne roboty, zaangażowanych było wiele osób: dziadek, tata, wujkowie, ciocie. Lato upływało tu nie tylko na wypoczynku, ale też na wspólnej pracy, dlatego wiele osób ma w tym domu swój osobisty wkład. Jednak kiedy ciocia z wujkiem kupili inną nieruchomość, zabrakło im czasu i sił, na zajmowanie się posiadłością pradziadka, która pozostawiona sama sobie zaczynała niszczeć. Dlatego w końcu zdecydowano się na sprzedaż. Nie mogliśmy pozwolić, by to miejsce trafiło w obce ręce, więc je kupiliśmy - opowiada obecna właścicielka Justyna.
Decyzja o zakupie domu była dla Justyny i Darka (ig: debowy_zakatek_) głęboko emocjonalna. To miejsce, które miało dla nich ogromną wartość, nie tylko ze względu na tradycję, ale i uczucia, które się z nim wiązały. Ich celem stało się zachowanie duszy tego miejsca, tak by pozostało wierne wspomnieniom.
i
Nie rewolucja, a ewolucja. Jak przebiegał remont?
- Trudno wskazać moment „zero” remontu, bo o ten dom dbaliśmy pokoleniowo, systematycznie, reagując na bieżące potrzeby. To nie była rewolucja, a raczej długa, czuła ewolucja - opowiada Justyna.
Jeszcze, gdy domem zarządzali ciocia Donuta i wujek Zbyszek przeprowadzono zasadnicze prace remontowe.
Na zewnątrz wykonano szereg robót, które miały na celu poprawienie stanu technicznego. Ze względów finansowych zdecydowano się na obicie budynku drewnianą elewacją, co okazało się mniej kosztownym rozwiązaniem niż pełna renowacja bali. Dach, który przeszedł już kilka transformacji - oryginalnie był kryty słomą, później eternitem, następnie drewnianym gontem - pokryty został blachą w klasycznym kształcie.
- Od strony drogi znajdował się kiedyś tradycyjny ganek, który ze względu na zły stan musiał zostać rozebrany. Dziś mamy otwartą przestrzeń nad głównym wejściem, a z tyłu domu powstał zadaszony taras na całej długości budynku. Obecnie trudno wyobrazić sobie to miejsce bez niego.
W momencie zakupu posiadłości przez Justynę i Darka budynek nie był w tragicznym stanie, lecz wymagał przemyślanej interwencji. Podczas prac naprawczych u małżeństwa z czasem wyklarował się jasny podział obowiązków.
- Ja jestem tu wizjonerką, samozwańczym architektem i ogrodnikiem, a mąż to najlepszym wykonawca – prawdziwy Pan Złota Rączka. Tak się uzupełniamy. Choć formalnie jesteśmy właścicielami domu od ponad roku, w moim sercu gości on od zawsze. To miejsce odwiedzałam każdego lata i łączy mnie z nim wiele pięknych wspomnień. Przez ostatnie lata budynek stał niemal pusty, czekając na lepsze czasy. Dzisiaj, z ogromną radością, fundujemy mu „wielki powrót do życia”.
Zobacz także: Wnuczka wyremontowała starą leśniczówkę babci. "Taniej byłoby ją wyburzyć, ale mi nie o to chodziło"
Stary kredens, zmywarka i Wi-Fi. Jak zmieniło się wnętrze domu?
Kluczową zmianą wewnątrz, był remont poddasza, które pierwotnie służyło pradziadkom jako pomieszczenie gospodarcze.
- Poddasze, na którym kiedyś przechowywana była słoma, zostało zaadaptowane jeszcze przez wujostwo na dwie dodatkowe sypialnie. Z kolei w miejscu dawnego składzika na opał powstała pełnoprawna łazienka.
Gdy to Justyna i Darek zaczęli wewnętrzne prace, najważniejszym celem było dla nich zachowanie ducha miejsca, łącząc go z nowoczesnym komfortem.
- W ubiegłe lato przeprowadziliśmy gruntowny remont łazienki. Konieczna była wymiana instalacji wodnej i położenie rur znacznie głębiej, aby zimą woda nie zamarzała. W praktyce oznaczało to całkowite wyburzenie łazienki i wykonanie jej od nowa. W przyszłym sezonie czeka nas jeszcze wymiana elektryki, ponieważ obecna instalacja nie spełnia współczesnych standardów bezpieczeństwa - wylicza właścicielka.
Podczas prac remontowych małżonkowie starali się połączyć współczesność z historią – stąd ich dbałość o detale, które stanowiły o unikalnym klimacie tego miejsca.
Oryginalne elementy takie, jak: skrzynkowe okna, drewniane podłogi i drzwi, zostały zachowane, wyszlifowane i odmalowane. Wyjątkiem są drzwi wejściowe. W jednym z pokoi okno zostało zastąpione drzwiami tarasowymi, aby wygodnie korzystać z werandy. Co ciekawe, są to te same drzwi, które kiedyś prowadziły na stary ganek, wystarczyło tylko zamontować w nich szyby.
Mimo że dom przeszedł kilka ważnych modernizacji, jego serce pozostało niezmienne.
- Poza nowo zagospodarowanym poddaszem wnętrze domu wygląda niemal tak samo, jak zapamiętałam je z dzieciństwa. Zmieniły się niektóre meble i dodatki, ale baza pozostała ta sama. Zachowała się oryginalna stolarka, kuchnia kaflowa, stare lampy oraz ebonitowe włączniki. Kluczem do stworzenia tej atmosfery było ograniczenie zmian do minimum. Jeśli coś było wprowadzane, to głównie poprzez odświeżenie. Dom miał pozostać taki jak dawniej – prosty, drewniany, z duszą. Chcieliśmy, żeby można było tu zwolnić i poczuć, jakby czas cofnął się o kilka dekad, ale bez rezygnowania z codziennego komfortu - wyjaśnia Justyna i dodaje:
- W samym sercu domu stoi oryginalna, choć nieco zmniejszona kuchnia kaflowa, która z pewnością pamięta pierwszych gospodarzy. W przeszłości była większa — jej ściana wchodziła do drugiego pokoju, ogrzewając go. Ponieważ dziś dom pełni funkcję wypoczynkową, nie było potrzeby, by kuchnia zajmowała aż tyle miejsca. Zlikwidowany został także dawny okap.
i
Dla małżeństwa kluczowe było połączenie rustykalnej atmosfery z wygodami współczesnego życia. Dlatego też, obok tradycyjnych elementów, takich jak kuchnia kaflowa, która obecnie jest jednym źródłem ciepła, w domu pojawiła się łazienka z bieżącą wodą, Wi-Fi, telewizor, a nawet zmywarka.
Kapsuła czasu. Znajdziesz tu stary kredens i żelazko na węgiel
Wnętrza domu Justyny i Darka pełne są rzeczy, które niosą ze sobą ogrom emocji. Największym wyzwaniem okazało się dla nich odnowienie drewnianych podłóg w salonie, pokrytych wieloma warstwami starej olejnej farby. Choć praca okazała się czasochłonna, efekt wart był wysiłku.
- Myślę, że każde ratowanie oryginalnych elementów domu, które pamiętam z dzieciństwa, jest emocjonalne, mam poczucie, że ratuję własne wspomnienia. Staramy się, aby wnętrza były taką kapsułą czasu. Kiedy wejdziemy do środka, mamy się cofnąć w czasie do dzieciństwa u babci na wsi. Naturalnie, że kiedyś nie było plastikowych dekoracji, dlatego też i w tym domu takich nie będzie. Ściany, podłogi, okna są z drewna, więc cały dom oddycha.
Nie brakuje tu prawdziwych retro perełek, które doskonale wkomponowują się w sielski klimat.
- Kredens stoi w tym domu od zawsze. Odświeżyliśmy go, pomalowaliśmy na nowy kolor, wyszlifowaliśmy blat i wymieniliśmy uchwyty. Większość pozostałych mebli i dodatków pochodzi z portali ogłoszeniowych, ale są tu również rodzinne pamiątki. Naszym ostatnim nabytkiem jest pięknie zachowana, dębowa komoda i szafa.
Choć wielkość budynku nie pozwala na zbyt dużą liczbę mebli, Justyna stawia na detale, które dopełniają całość.
i
- Dla jednych to „łapacze kurzu”, ale dla mnie to właśnie one tworzą rustykalny klimat i oddają prawdziwy charakter starej wiejskiej chaty. Można u nas znaleźć żelazko na węgiel, tarę do prania, starą ceramikę czy lampy naftowe, które sprawiają, że czujemy historię tego miejsca.
Remont domu pradziadka na Suwalszczyźnie. Zobacz zdjęcia
Przeczytaj także: Zrujnowana chałupa w roztoczańskim lesie niedaleko Zamościa zamieniła się w sielską posiadłość. Remont trwał 4 lata, ale było warto!