Nie przejdziesz obok niego obojętnie. Wielki podcień z 10 kolumnami przykuwa uwagę. Jak mieszka się w 200-letnim domu na Żuławach?

Dom podcieniowy w Marynowach nie miał lekkiego życia. Klimat żuławski nie sprzyja budynkom drewnianym. Wilgoć, porywiste wiatry, ulewy, zamiecie śnieżne są tu na porządku dziennym. Mimo to, przetrwał już z górą dwa wieki, a dzięki trosce jego obecnych gospodarzy ma szansę na drugie tyle, a może i dłużej. To ponad 700 m² powierzchni i historia zapisana nie tylko w dokumentach, ale też w ścianach, belkach i rodzinnej pamięci.

Od 1948 roku dom na ul. Podcieniowej, ciągnącej się z boku głównej drogi przecinającej Marynowy pozostaje w rękach jednej rodziny. Dziś jego właścicielka mieszka tu z rodziną, przyjmuje turystów i gości, a jednocześnie każdego dnia mierzy się z tym, czego nie widać na efektownych fotografiach zabytku: wysokimi kosztami ogrzewania, nieszczelnościami, starzejącym się drewnem i koniecznością ciągłych napraw. – Jak z jednej strony się naprawi, to z drugiej coś odpada – mówi Zofia.

Rodzinne kłopoty z podcieniem

Historia obecnych mieszkańców domu w Marynowach zaczęła się tuż po wojnie. Dziadkowie obecnej właścicielki byli przesiedleńcami. Kiedy przyjechali na Żuławy, dom stał pusty.

– To jest mój dom rodzinny. Moi dziadkowie byli przesiedleńcami z Kresów Wschodnich. Przyjechali tutaj na tereny odzyskane w 1948 r. Dom stał pusty i tym sposobem wszedł w nasze posiadanie – opowiada Zofia.

Mieszkali tu dziadkowie, później również jej rodzice. Ona sama spędziła tu część dzieciństwa. Z czasem rodzice zbudowali własny dom, ale dziadkowie pozostali w starym gospodarstwie do końca życia.

Problem polegał na tym, że potężny, drewniany budynek wymagał nakładów, na które przez wiele lat rodziny zwyczajnie nie było stać. Dach przeciekał, do wnętrza dostawała się woda, dom nie był ogrzewany w całości. Szczególnie zły był stan podcienia.

– W latach 90. rodzice na własną rękę starali się zabezpieczyć dom, przede wszystkim podcień, żeby się nie zawalił. Przez wszystkie lata, kiedy dom nie był ogrzewany i nie był szczelny, woda dostawała się do środka. Dziadkowie zawsze mieli problem z tym, że ciekło z dachu. Rodzice i dziadkowie zrobili więc z bali konstrukcję, która miała podtrzymać podcień.

Było to jednak zabezpieczenie doraźne. Prawdziwa odbudowa mogła rozpocząć się dopiero wtedy, gdy pojawiła się możliwość uzyskania dotacji na ratowanie zabytku.

Remont zaczął się od ratowania podcienia

Dom jest wpisany do rejestru zabytków od lat 60. XX wieku. Około 2012 roku rodzinie udało się uzyskać pierwsze dofinansowanie z programu ochrony zabytków. Od tego momentu rozpoczęła się kilkuletnia seria remontów podzielonych na etapy.

– Pierwszy projekt obejmował przede wszystkim zabezpieczenie podcienia. Został on częściowo rozebrany i złożony na nowo. Wyciągnięto cegłę holenderkę, oczyszczono ją i ułożono ponownie na nowej zaprawie. Belki zostały oczyszczone, a kolumny, które były wewnątrz spróchniałe albo straciły nośność, wymieniono. Wszystko odbywało się pod okiem konserwatora – mówi właścicielka.

Trzeba było znaleźć wykonawców, którzy potrafili pracować przy starej drewnianej konstrukcji i mieli doświadczenie z zabytkami. W kolejnych etapach wymieniono pokrycie dachowe, odtworzono szczyty i stolarkę okienną. Nowa dachówka nawiązuje do starej holenderki, czyli popularnej na Żuławach esówki. Nowe okna są drewniane i odtwarzają historyczny podział. Składają się jak kiedyś z dwóch par skrzydeł. Na zewnątrz są one ośmiokwaterowe natomiast wewnątrz są współczesne jednoramowe zaopatrzone w termoizolacyjne pakiety dwuszybowe.

Rodzina przez kilka kolejnych lat składała wnioski o kolejne dotacje.

– Dostawaliśmy dofinansowanie chyba na cztery kolejne etapy. Dzięki temu wydaje mi się, że ten dom może postać jeszcze drugie tyle lat, ile już ma. Ale to była długa droga. Przy takim domu wszystko wymaga dbałości o szczegóły.

Zofia dobrze wspomina współpracę z konserwatorem zabytków. Jak podkreśla, najtrudniejszy był nie sam nadzór nad pracami, ale etap poprzedzający remont.

– Moja mama właściwie to wszystko zapoczątkowała. Śmieję się, że ona tę pomoc po prostu wychodziła. Przez dwa lata krążyła między gminą, wojewódzkim konserwatorem i urzędem marszałkowskim. Najpierw trzeba było zdobyć pieniądze na wykonanie projektu, bo bez projektu nie było możliwości ubiegania się o dotację. To bardzo długa i pracochłonna droga, ale później rzeczywiście jest już trochę łatwiej.

Podcieniowa część dominuje w bryle domu w Marynowach
Autor: Darek Jędrzejewski Podcieniowa część dominuje w bryle domu w Marynowach

Powrót do Polski i pomysł na zamieszkanie w zabytku

Podczas pierwszych etapów remontu dom był pusty, a obecna właścicielka mieszkała za granicą. W pewnym momencie zapadła decyzja, że to ona przejmie rodzinny dom.

– To jest dom po moim tacie i po dziadkach, więc podchodzę do niego bardzo sentymentalnie. Kiedy pojawiła się możliwość, żebym go przejęła, zdecydowałam się wrócić do Polski. Postanowiliśmy, że część domu zagospodarujemy dla siebie, a część udostępnimy gościom. Mamy pokoje do wynajęcia. Każdy, kto chce się przespać w takim domu i poczuć ducha starych domów podcieniowych na Żuławach, może to zrobić.

Od początku było jasne, że utrzymanie tak dużego obiektu wyłącznie jako prywatnego domu będzie bardzo kosztowne. Dom stał się jednocześnie miejscem zamieszkania, niewielkim obiektem noclegowym i zabytkiem udostępnianym zwiedzającym.

„To jest dom otwarty”

Otwartość domu nie zaczęła się jednak wraz z działalnością turystyczną. Właścicielka pamięta jeszcze swoją babcię, która przyjmowała dawnych mieszkańców i ich potomków przyjeżdżających z Niemiec.

Po 1989 roku, kiedy podróżowanie przez granice stało się łatwiejsze, takich wizyt było coraz więcej.

– Babcia zawsze była bardzo otwarta. Przyjmowała ludzi z zagranicy, przede wszystkim z Niemiec, którzy przyjeżdżali tutaj szukać swoich korzeni, miejsc, gdzie mieszkali ich przodkowie. Pamiętam, że przychodzili i oglądali dom od środka. Trochę nasze dzisiejsze życie też wiąże się z taką otwartością.

Dziś sytuacja wygląda podobnie.

– Śmiejemy się z mężem, że właściwie pracujemy 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Czy jest piątek, wtorek czy niedziela, ludzie potrafią zadzwonić albo zapukać i zapytać, czy mogą zobaczyć dom. Trzeba być trochę w gotowości. Czasem trzeba otworzyć drzwi, odebrać telefon i oprowadzić gości, niezależnie od tego, czy ma się dobry, czy zły humor. To jest dom otwarty.

Właścicielka traktuje jednak zainteresowanie zabytkiem przede wszystkim jako zaletę. Zauważa też, że Żuławy są coraz chętniej odkrywane przez turystów zainteresowanych lokalną architekturą i historią.

Drewniane kolumny podcienia przypominają te z dworów i pałaców murowanych
Autor: Darek Jędrzejewski Drewniane kolumny podcienia przypominają te z dworów i pałaców murowanych

Najtrudniejsza jest zima

Romantyczny obraz życia w ponad 200-letnim domu kończy się jednak wraz z nadejściem chłodów. Największym problemem pozostaje ogrzewanie.

– Koszty utrzymania takiego domu są nieporównywalne z domem wybudowanym kilka lat temu, który jest ocieplony, ma prostą konstrukcję i nie jest wymagający. U nas rzeczywiście jest tak, że jak z jednej strony się naprawi, to z drugiej coś odpada. Tu zawleczka w drzwiach wyleci, tu okno się poluzuje, tu deska odpadnie, tu zrobi się większa szpara. Cały czas jest coś do zrobienia.

Obecnie dom ogrzewany jest kotłem na pellet. Dawne piece kaflowe zostały rozebrane, choć właściciele zachowali kafle i teoretycznie mogliby kiedyś piece odtworzyć.

Centralne ogrzewanie rozwiązało część problemów, ale stworzyło kolejne.

– Mamy belki, które mają około 200 lat, są w świetnym stanie i wyglądają jak nowe. Tymczasem drewno wymienione kilkanaście lat temu zaczęło pękać, kiedy zaczęliśmy regularnie ogrzewać dom. Podobnie było z nową drewnianą podłogą. Zaczęła się zsychać i pojawiły się szpary.

Część mieszkalna została ocieplona od środka wełną mineralną, ponieważ ni można było zmieniać wyglądu elewacji.

Nie wszędzie da się jednak skutecznie wykonać taką izolację. Chłód dostaje się między innymi przez podłogi i drewniane okna.

Szczególnie dotkliwie mieszkańcy odczuli to podczas bardzo mroźnej zimy.

– Przy największych mrozach zamarzła nam woda w domu. Pomimo remontu, ocieplenia i izolacji rur w części budynku przez kilka dni nie mieliśmy wody. Piec pracował właściwie bez przerwy. Zużyliśmy tej zimy chyb 15 ton pelletu. To ogromna ilość. My normalnie pracujemy zawodowo i nie bylibyśmy w stanie utrzymać tego domu wyłącznie z wynajmu czy przyjmowania gości.

Ponad 70 m² podcienia – dziś salon dla gości

Najbardziej charakterystyczna część budynku, czyli podcień, nie jest ogrzewana. Ma ponad 70 m². Dawniej spełniał przede wszystkim funkcje gospodarcze i magazynowe. Obecnie jest reprezentacyjną przestrzenią wspólną dla gości.

– Mamy tam stoliki, część wypoczynkową i małą biblioteczkę. Z mamą od kilku lat gromadzimy materiały i literaturę dotyczącą Żuław i mennonitów. Można tam usiąść, zrobić sobie kawę czy herbatę, poczytać książki i albumy. Pooglądać zgromadzone przez nas pamiątki.

Pomieszczenie najlepiej sprawdza się od wiosny do wczesnej jesieni. Zimą jest w nim bardzo zimno, a latem – ponieważ podcień znajduje się od południa – potrafi być gorąco. Sama właścicielka najbardziej lubi jednak nie wnętrze podcienia, lecz przestrzeń pod nim - ganek przed wejściem.

– To są schody i całe wejście do domu. Zachowały się piękne oryginalne drzwi. Spędzałam tu dzieciństwo u babci, siedząc na tych schodach, więc mam z tym miejscem bardzo miłe wspomnienia. Latem można usiąść z kawą i patrzeć na naszego konia biegającego po polanie.

Jedynym problemem jest wiatr, charakterystyczny dla otwartego żuławskiego krajobrazu. Jak nigdzie nie wieje, to na ganku u nas zawsze wieje – śmieje się Zofia.

Dom podcieniowy z 1803 r. w Marynowach
Autor: Darek Jędrzejewski Dom podcieniowy z 1803 r. w Marynowach

Dom dawnych żuławskich gospodarzy

Budynek pochodzi z 1803 roku. Został zbudowany przez Petera Loewena, jednego z najsłynniejszych architektów i muratorów na Żuławach dla zamoznego gospodarza Jana Jakuba Ziemera. Bogactwo pierwszego właściciela podkreślał ogromy podcień wsparty na dziesięcziu kolumnach – 6 od frontu i 4 bocznych. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem nad portalem na belce umieszczony został napis "Johann Jacob Ziemer BM Regina Elisabet Ziemerin BF". Kolejnymi właścicielami byli potomkowie pierwszych gospodarzy, później Gerhardt Claassen, a do 1945 r. Gustav Brucks.

Rodzinie udało się odtworzyć również sporą część historii jego przedwojennych mieszkańców. Dwie ostatnie rodziny zamieszkujące gospodarstwo przed 1945 rokiem były rodzinami mennonickimi. Potomkowie dawnych mieszkańców wracali tu po wojnie.

Jedna z takich historii okazała się szczególnie cenna. Wnuk kobiety, która jako dziecko mieszkała w gospodarstwie, napisał książkę dotyczącą historii Marynów i okolicy.

– Dzięki tej książce wiemy bardzo dużo nie tylko o naszym gospodarstwie, ale również o innych gospodarstwach w Marynowach i całym tym terenie. Autor wykorzystał stare zdjęcia, fotografie i wspomnienia dawnych mieszkańców. To jest dla nas prawdziwa skarbnica wiedzy. Zachowały się nawet informacje o inwentarzu poszczególnych gospodarstw – liczbie koni, gęsi czy powierzchni gruntów – opowiada Zofia.

Remont przyniósł również niespodzianki.

W reprezentacyjnej sieni na parterze pod kolejnymi warstwami późniejszych okładzin, odkryto polichromie.

– Były ukryte pod trzciną, dyktą, deskami i tynkami. Dzięki temu przetrwały przez wszystkie te lata. To pokazuje, że dawni mieszkańcy nie traktowali tych domów tylko użytkowo. Chcieli je również dekorować. Na ścianach znajdowały się także tapety w odcieniach niebieskiego, zieleni i brązu.

Jeszcze ciekawsze było to, co znajdowało się pod nimi.

– Praktycznie wszystkie ściany pod tapetami były wyklejone gazetami. Być może chodziło o izolację, a może o wyrównanie powierzchni między deskami. Udało nam się zdjąć ze ściany większy fragment gazety chyba z 1890 roku. Takie drobiazgi staramy się zachowywać. Dla mnie te odkrycia są fascynujące – mówi Zofia.

Podczas kolejnych prac znajdowano również stare butelki z ceramicznymi zamknięciami czy drewniany zabawkowy nóż, który prawdopodobnie wykonało kiedyś mieszkające w domu dziecko.

Nowe okna drewniane wykonane na wzór starych o wewnątrz są wykonane według współczesnych standardów
Autor: Darek Jędrzejewski Nowe okna drewniane wykonane na wzór starych o wewnątrz są wykonane według współczesnych standardów

Współczesne mieszkanie wpisane w dawny układ

Mimo ogromnego remontu układ wnętrz w dużej mierze pozostał historyczny. Największą zmianą było wydzielenie łazienek, szczególnie w pokojach przeznaczonych dla gości. Duże powierzchnie dawnych pomieszczeń pozwoliły jednak zrobić to bez drastycznego dzielenia wnętrz.

– Nasz pokój na dole ma około 50 metrów. Mamy też salon, kuchnię, jadalnię i schody prowadzące na górę, a mimo to nadal jest dużo miejsca. Nasza część mieszkalna ma około 110 metrów, choć kiedy patrzy się na dom z ulicy, wydaje się znacznie mniejsza. Dopiero po wejściu do środka widać skalę budynku. Cały dom ma ponad 700 metrów powierzchni.

W pokojach dla gości pozostawiono między innymi widoczne fragmenty konstrukcji szachulcowej. Właściciele wykorzystują również dawne meble i materiały odzyskane podczas remontu.

Stara szafa uratowana przed zniszczeniem, lustro oprawione w ramę ze starych desek czy zachowane elementy wyposażenia pomagają odtworzyć atmosferę domu bez zamieniania go w muzeum.

Podobnie stało się z czarną kuchnią znajdującą się przy głównej sieni.

Nie ma ona okna zewnętrznego. Zachowało się natomiast charakterystyczne okno wydawkowe. Dziś pomieszczenie nadal jest kuchnią – korzystają z niego goście.

Zabytkowy dom nigdy nie jest skończony

Choć największe prace zostały przeprowadzone kilkanaście lat temu, właściciele nie mówią o remoncie jako o czymś zakończonym. Na najwyższej kondygnacji wciąż pozostaje ponad 200 m² niezagospodarowanej przestrzeni. Są tam wielkie kominy i ślady dawnych funkcji gospodarczych, między innymi wędzarni. Pomysłów nie brakuje. Barierą pozostają przede wszystkim pieniądze i czas.

– Stary dom zawsze ma coś do zrobienia. Mamy jeszcze wiele pomysłów. Tylko trzeba mieć czas i środki, żeby dalej w nim dłubać.

Właśnie to zdanie chyba najtrafniej opisuje codzienność w domu podcieniowym w Marynowach. Zabytek nie jest tu eksponatem oglądanym zza barierki. Nadal pełni swoją podstawową funkcję – jest domem. Mieszka się w nim, gotuje, pracuje, przyjmuje turystów, martwi o rachunki za ogrzewanie i naprawia kolejne skrzypiące drzwi czy wypaczone okno. Jednocześnie każdy remont może odsłonić gazetę sprzed ponad stu lat, dawną polichromię albo przedmiot pozostawiony przez któregoś z mieszkańców. I właśnie dlatego właścicielka nie chce zamykać tego miejsca przed ludźmi.

– Jeśli już mamy w rękach takie miejsce i tutaj mieszkamy, to nie sposób się nim nie dzielić.

Forum Ekonomiczne w Karpaczu | Paweł Lachman
Murowane starcie
Prawdziwa cegła czy imitacje? MUROWANE STARCIE