Robot koszący kończy sezon. Myślałam, że wystarczy go schować – z akumulatorem nie jest tak prosto

Wyczyścić, naładować, odstawić do garażu – przygotowanie robota koszącego do zimy wydaje się banalne. Dopiero gdy zaczęłam sprawdzać zalecenia producentów, okazało się, że właśnie przy akumulatorze i stacji dokującej najłatwiej zastosować dobrą radę do niewłaściwego urządzenia.

Pomarańczowy robot koszący w stacji dokującej na trawniku. O zimowaniu kosiarki przeczytasz na Muratordom.
Autor: TruePixelArt/ Getty Images Gdy trawa przestaje intensywnie rosnąć, robot koszący może zakończyć sezon. Przed zimą trzeba go jednak odpowiednio przygotować – szczególnie akumulator i stację dokującą

Przygotowanie robota koszącego do zimy brzmi jak jedna z tych prac, których właściwie nie trzeba tłumaczyć. Kończy się sezon, więc urządzenie trzeba wyczyścić, naładować i schować. Proste. Też tak myślałam, dopóki nie zaczęłam dokładniej sprawdzać instrukcji różnych producentów. Wtedy pojawiły się pytania. Naładować do pełna czy tylko częściowo? Akumulator zostawić w urządzeniu czy wyjąć? Doładowywać go zimą? A co ze stacją dokującą – może zostać przy trawniku czy powinna trafić do garażu?

I tu pojawia się najważniejszy wniosek: nie istnieje jedna instrukcja zimowania pasująca do wszystkich robotów koszących. Zwłaszcza w przypadku akumulatora i stacji warto zapomnieć o radach typu „zawsze rób tak” i sprawdzić wymagania własnego modelu.

Nie chowaj robota tylko dlatego, że przyszedł październik

Nie wyznaczałabym jednej daty ostatniego koszenia. Jesienna pogoda bywa różna, a trawa nie przestaje rosnąć dlatego, że skończył się wrzesień. Najlepiej obserwować trawnik. Jeśli między kolejnymi koszeniami przyrost jest niewielki, częstotliwość pracy robota można stopniowo ograniczać. W pewnym momencie dalsze regularne koszenie po prostu przestaje być potrzebne.

Są jednak warunki, w których robot powinien zostać w stacji bez względu na wysokość trawy. Nie należy kosić oszronionej murawy ani wysyłać robota na silnie nasiąknięty, rozmiękły trawnik. Jazda po mokrym podłożu może powodować koleiny i ugniatanie gleby. Pojedynczy nocny przymrozek nie musi oznaczać definitywnego końca sezonu. Jeśli potem zrobi się cieplej, trawnik obeschnie, a trawa nadal rośnie, koszenie może być jeszcze potrzebne.

Trzeba też pamiętać o temperaturze pracy samego urządzenia. Wiodący producenci zalecają zakończenie sezonu i schowanie robota oraz stacji dokującej, gdy temperatura w ogrodzie stale spada poniżej 5°C.

Przed zimą robot powinien być czysty. Ale z wodą ostrożnie

Po kilku miesiącach pracy pod obudową zostają trawa, ziemia i zaschnięte resztki roślin. Nie warto zostawiać ich na całą zimę. Najpierw trzeba wyłączyć robota i upewnić się, że części tnące się zatrzymały. Jeśli czyścimy noże lub zamierzamy je wymienić, zakładamy rękawice ochronne, to bardzo ważne.

Z podwozia, kół oraz okolic noży usuń trawę i ziemię, najlepiej miękką szczotką. Dalej trzeba już zajrzeć do instrukcji. Jedne urządzenia można czyścić wilgotną ściereczką lub nawet spłukiwać wodą, w innych producent wyraźnie tego zabrania. Dlatego nie zakładałabym, że skoro robot przez lato jeździł w deszczu, można bez obaw potraktować go wężem ogrodowym. Myjka wysokociśnieniowa zdecydowanie odpada. 

Osobno trzeba potraktować stację. Przed jej czyszczeniem należy odłączyć zasilanie, a styki i pozostałe elementy czyścić zgodnie z instrukcją.

Robot koszący
Autor: Helin Loik-Tomson/ Getty Images

Noże sprawdzam, ale nie stosuję jednej zasady do każdego robota

Przy okazji jesiennego czyszczenia warto dokładnie obejrzeć ostrza. Wyszczerbione, odkształcone czy mocno zużyte noże wymagają wymiany. W modelach z małymi nożykami wahliwymi sprawdzamy też, czy swobodnie poruszają się na mocowaniach. Dzięki temu po trafieniu na twardą przeszkodę ostrze może się odchylić, zamiast przyjąć całe uderzenie. W niektórych urządzeniach przy wymianie ostrzy wymienia się również śruby mocujące.

Przyglądam się też kołom. Usuwam trawę i ziemię z bieżnika, sprawdzam, czy nie widać pęknięć ani dużych luzów. Jeżeli robot pod koniec sezonu zaczął jeździć z nietypowym oporem, hałasować albo często się zatrzymywać, nie odkładałabym wyjaśnienia przyczyny do wiosny.

Największa pułapka? „Na zimę naładuj akumulator do 50 procent”

To właśnie tutaj najbardziej uważałabym na internetowe skróty. Można znaleźć porady, że akumulator litowo-jonowy powinien być przechowywany w połowie naładowany. Problem w tym, że nie jest to uniwersalna instrukcja zimowania robota koszącego.

Producenci konkretnych urządzeń podają różne procedury. W jednych modelach przed zimą zalecane jest pełne naładowanie, w innych określony poziom i dodatkowo uruchomienie trybu hibernacji. Są też urządzenia, dla których producent po prostu zaleca naładowanie przed przechowywaniem, bez podawania uniwersalnego procentu. Znacznie bezpieczniej sprawdzić cztery rzeczy dotyczące konkretnego modelu:

  • do jakiego poziomu naładować akumulator
  • czy przed przechowywaniem trzeba uruchomić specjalny tryb lub hibernację
  • czy bateria pozostaje w robocie, czy producent przewiduje jej wyjęcie
  • czy podczas zimy wymagane jest okresowe doładowywanie

To kilka minut sprawdzania, a pozwala uniknąć stosowania rady, która jest dobra dla jednego urządzenia, a niewłaściwa dla innego.

Akumulatora nie wyjmuj „na wszelki wypadek”

Podobnie jest z kolejną popularną poradą: „wyjmij baterię i schowaj ją w domu”. W części robotów jest to prawidłowa procedura. W innych akumulator ma pozostać zamontowany w urządzeniu. Nie należy rozbierać obudowy tylko po to, żeby zastosować sposób przechowywania przewidziany dla innego modelu.

Tak samo nie ma sensu profilaktycznie podłączać robota do ładowania co miesiąc czy co kilka tygodni. Jedne urządzenia nie wymagają ładowania przez cały okres zimowania, inne trzeba po pewnym czasie doładować, a jeszcze inne wykorzystują tryb hibernacji ograniczający zużycie energii.

Istotna jest również temperatura. Zakres dopuszczalny podczas przechowywania akumulatora może być inny niż podczas jego ładowania. Jeżeli urządzenie stoi w bardzo zimnym pomieszczeniu, nie podłączamy go automatycznie do ładowarki zaraz po przyniesieniu do cieplejszego miejsca. Najpierw trzeba sprawdzić wymagania producenta.

Jeśli natomiast akumulator jest spuchnięty, zdeformowany, pęknięty, przecieka, nietypowo mocno się nagrzewa albo wydziela zapach, nie należy go dalej ładować ani próbować samodzielnie naprawiać. Taki przypadek wymaga postępowania zgodnego z instrukcją producenta lub konsultacji z serwisem.

Czy nieogrzewany garaż jest dobrym miejscem?

Niekoniecznie. I to było dla mnie kolejne zaskoczenie. Często można przeczytać po prostu: „robota przechowuj w suchym miejscu, bez mrozu”. Tymczasem także zakres temperatur przechowywania zależy od urządzenia. Dla części modeli producent rzeczywiście wymaga temperatur dodatnich, inne mogą być przechowywane także poniżej zera. Dlatego sam fakt, że mamy garaż albo szopę, jeszcze nie rozwiązuje problemu.

Miejsce powinno być przede wszystkim suche i mieścić się w zakresie temperatur określonym dla danego robota i jego akumulatora. Nie ustawiałabym też urządzenia obok grzejnika, kotła czy innego intensywnego źródła ciepła.

Stacja dokująca może zostać w ogrodzie? Nie zawsze

Tu po raz kolejny nie działa zasada „skoro stoi na dworze latem, może stać również zimą”. Część producentów zaleca schowanie stacji razem z robotem. W innych systemach wybrane elementy mogą pozostać na zewnątrz. Czasami osobno traktowana jest płyta stacji, osobno elektronika, zasilacz czy stacja referencyjna.

Różne mogą być nawet zasady dotyczące zasilania. W określonych instalacjach element pozostawiony na zewnątrz powinien pozostać podłączony do prądu, w innych urządzenia należy odłączyć. Dlatego zanim jesienią wyciągniemy wtyczkę i rozbierzemy instalację, warto sprawdzić instrukcję.

Przy demontażu robię jeszcze jedną banalną rzecz: zdjęcie podłączenia przewodów telefonem. Wiosną nie muszę później przypominać sobie, który kabel był podłączony w którym miejscu.

Stacja dokująca
Autor: Ben-Schonewille/ Getty Images Stacja dokująca

A przewód ograniczający? Tego zwykle nie trzeba ruszać

Tu na szczęście pracy jest mniej. Jeżeli robot korzysta z przewodu ograniczającego (służy do wyznaczania obszaru, na którym ma pracować) ułożonego przy powierzchni trawnika albo w gruncie, nie ma potrzeby wykopywania go przed zimą tylko dlatego, że robot i stacja trafiają do pomieszczenia. Odłączone zakończenia trzeba natomiast oznaczyć i zabezpieczyć zgodnie z zaleceniami producenta. Wiosną ułatwi to ponowne uruchomienie systemu. Dobrze też pamiętać, którędy przebiega instalacja. Przewód częściej pada ofiarą szpadla, aeratora czy prac przy rabacie niż samej zimy.

Dziś przed zimą zaczęłabym właśnie od instrukcji. Po sprawdzeniu zaleceń różnych producentów najbardziej utkwiła mi w głowie jedna rzecz: właściciela robota może zgubić nie brak wiedzy, lecz zbyt duża wiara w proste, uniwersalne porady: „naładuj baterię do połowy”, "koniecznie ją wyjmij”, „stacja spokojnie może zostać w ogrodzie”, „zimą co miesiąc doładuj akumulator”. Takie zdania brzmią konkretnie i przekonująco. Problem w tym, że każde z nich może być prawidłowe dla jednego urządzenia i niewłaściwe dla innego. Dlatego przed zimą zrobiłabym trzy rzeczy bez zastanowienia: dokładnie wyczyściła robota, sprawdziła jego noże i koła, a potem znalazła instrukcję konkretnego modelu i według niej przygotowała akumulator oraz stację.

Przy urządzeniu kosztującym kilka tysięcy złotych pięć minut z instrukcją wydaje mi się znacznie rozsądniejsze niż eksperyment, którego skutki zobaczymy dopiero na wiosnę.

Trawnik w ogrodzie
Autor: Getty Images Robot koszący wyręczy cię w pracy.
#MuratorOgroduje: Nawożenie trawnika
Materiał sponsorowany
ROLKI