Spis treści
Brak pelletu do ogrzewania. Polacy w desperacji palą biomasą
Na grupach mieszkańców w mediach społecznościowych aż wrze, na składach i u producentów urywają się telefony. Wszystko na nic – pelletu nie ma. A jeśli jest, to w znikomej ilości, a za to drogi. W wielu miejscach cena pelletu sięga dziś 2-3 tys. zł za tonę. Ci, którzy zdołają go kupić po tak wygórowanej cenie, i tak mogą uważać się za szczęściarzy. Setki innych klientów odchodzą z niczym.
Czas realizacji zamówień uległ wydłużeniu. (...) Na dzień dzisiejszy czas oczekiwania na złożone zamówienie wynosi do 1 miesiąca. Zapewniamy, że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby realizować zamówienia najszybciej, jak to możliwe. Prosimy o cierpliwość i wyrozumiałość
– informowała pod koniec stycznia 2026 r. na Facebooku firma EKO Pellet Miastko. Podobnych wpisów innych przedsiębiorstw można znaleźć w Sieci dziesiątki. Obecnie składy przyjmujące zamówienia wprost informują, że realizacja nastąpi najwcześniej w drugiej połowie marca lub w kwietniu.
Dla tych, którzy w czasie największych mrozów zostali praktycznie bez opału, to żadna pociecha. Kto może, jeździ po pellet do Czech lub Niemiec. Inni wrzucają do pieca zboże, pestki wiśni i inną biomasę. Trzeba jednak pamiętać, że kotły na pellet nie są przystosowane do takiego paliwa i może ono uszkodzić kocioł oraz doprowadzić do utraty gwarancji.
- Zobacz też: Nadchodzi koniec pieców gazowych? Od kiedy kotły na gaz będą zakazane? Unia Europejska zdecydowała
i
Dlaczego brakuje pelletu? Wiele powodów i teorie spiskowe
Sprzedawcy pelletu zgodnie twierdzą, że mają puste magazyny, ponieważ nie docierają do nich zamówione dostawy. Z kolei producenci pelletu wyjaśniają, że z powodu mroźnej zimy popyt znacząco przewyższył podaż, a równocześnie mrozy spowodowały spadek produkcji trocin niezbędnych do wytwarzania pelletu. Tartaki nie mogą bowiem wydajnie pracować na zamarzniętym drewnie, a wytwarzana trocina jest wilgotna i wymaga dodatkowego suszenia. Przemysł drzewny już od kilku lat zmaga się zresztą z licznymi problemami, co także zmniejsza ilość dostępnej trociny.
Skutek mógł być tylko jeden: gwałtowny wzrost ceny trociny. Jak podaje magazynbiomasa.pl, koszt zakupu tego materiału wynosi dziś 120 zł za metr przestrzenny i jest dwa razy wyższy, niż rok wcześniej. Producenci pelletu muszą zatem płacić więcej, a zarazem wytwarzają mniej opału na sprzedaż. Nic dziwnego, że ceny dla klientów też poszybowały w górę.
Nie wszyscy przyjmują jednak te wyjaśnienia. W mediach społecznościowych wiele osób wyraża przekonanie, iż wysokie ceny pelletu są efektem zmowy producentów czy sprzedawców. Padają głosy, że w magazynach pelletu tak naprawdę nie brakuje, ale ograniczenie popytu ma pozwolić na większy zarobek. To jednak tylko niczym nieumotywowane teorie spiskowe.
Okresowe braki pelletu na rynku detalicznym nie są wynikiem pojedynczego czynnika ani działań jednej branży. Są one konsekwencją nakładających się zjawisk surowcowych, pogodowych, logistycznych, rynkowych i regulacyjnych, w tym: istotnych niedoborów surowca drzewnego i trocin, ograniczonego przetarcia drewna, wzrostu kosztów produkcji zimą, niskich stanów magazynowych, sezonowego wzrostu popytu, zmian w strukturze odbiorców i kierunkach sprzedaży
– informuje w mediach społecznościowych Polska Rada Pelletu.
i
Mroźna zima zaskoczyła Polaków?
Ilekroć nadchodzą pierwsze śniegi i mrozy, po Polsce krąży stary dowcip głoszący, że „zima znów zaskoczyła drogowców”. W tym roku na usta ciśnie się jednak raczej stwierdzenie, że pierwsza od wielu lat sroga zima zaskoczyła wszystkich, od producentów pelletu po właścicieli domów. Spowodowane zmianami klimatu łagodne zimy odzwyczaiły nas od traktowania tej pory roku z należytą powagą. Gdy więc nadeszły prawdziwie arktyczne mrozy, pojawiła się nagle cała fala problemów: od wilgoci w źle ocieplonych domach, przez ślizgawkę na drogach i chodnikach, aż po trudności na rynku opału.
Sprzedawcy pelletu, z którymi rozmawiał serwis nto.pl zauważają, że dziś ludzie rzadziej niż kiedyś robią zapasy opału na całą zimę. To częściowo kwestia przyzwyczajeń (opał jest na ogół łatwo dostępny przez całą zimę), a częściowo braku miejsca na składowanie pelletu czy biomasy (dziś domy rzadziej niż kiedyś mają piwnice). Czas pokaże, czy nauczeni doświadczeniami tegorocznej zimy właściciele domów zmienią nawyki przed kolejnym sezonem grzewczym.
- Przejdź do galerii: Ekologiczne urządzenia grzewcze