Nabici w piec na pellet, a takich kotłów jest w Polsce pół miliona. Dlaczego to paliwo jest takie drogie?

Nawet ponad 2600 zł za tonę – tyle kosztuje pellet drzewny w Polsce na początku września 2026 r. Osoby ogrzewające dom tym opałem czeka kolejna trudna zima. Jak się okazuje, główną przyczyną rosnących cen jest niedobór pelletu na rynku. Dlaczego mamy powtórkę sytuacji z lutego, skoro państwo miało ponad pół roku na podjęcie działań?

Trzy metalowe szufle z pelletem, kukurydzą i owsem. O alternatywach dla drogiego opału przeczytasz na Muratordom.
Autor: gabrielabertolini/ Getty Images
Debata Muratora: Czym ogrzewać dom, żeby nie zbankrutować
Materiał sponsorowany

Ceny pelletu znów biją rekordy. Winny brak trocin i zrębków

„Po takiej zimie wiele osób już do pelletu nie wróci” – komentowało wielu po lutym 2026 r., kiedy to drożyzna na rynku pelletu uderzyła w kupujących w samym środku fali mrozu. Pół roku później mamy niestety powtórkę z rozrywki. Ceny pelletu przed zimą wystrzeliły w górę i nic nie zapowiada, żeby miały wkrótce wyhamować. Cena za tonę u producenta już w sierpniu wynosiła ok. 2100 zł za paletę. Dla porównania w czerwcu 2025 r. za pellet płaciło się 1200–1700 zł za paletę.

Nagła drożyzna od razu budzi podejrzenia, że sprzedawcy sztucznie podbijają ceny. Tym razem tak nie jest, przynajmniej według ekspertów. Jak ustalił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, za podwyżki odpowiada w tym roku przede wszystkim zbyt mała ilość pelletu na rynku w stosunku do zapotrzebowania:

Z przeprowadzonej analizy wynika, że główną przyczyną podwyżek jest zwiększony popyt związany z rosnącą popularnością pieców na pellet, za którym nie nadąża podaż surowca drzewnego. W 2025 r. w programie „Czyste Powietrze” ok. 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródeł ciepła dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z tego rodzaju kotłów korzysta obecnie w Polsce ok. 450 tys. gospodarstw domowych i ta liczba zwiększyła się o ponad 90 tys. w porównaniu z 2023 r. Za rosnącymi potrzebami konsumentów nie nadąża produkcja pelletu. Przykładowo, zmniejszyła się sprzedaż drewna prowadzona przez Lasy Państwowe, a wysokiej jakości pellet klasy A1 produkuje się przede wszystkim z trocin oraz pozostałości z obróbki drewna w tartakach.

Innymi słowy, problem jest systemowy – występuje w całej Polsce i wynika z połączenia kilku niekorzystnych zjawisk. Trwający od kilku lat kryzys w przemyśle drzewnym powoduje, że drewno jest drogie, a tartaki przerabiają go mniej. Jednocześnie z powodu sytuacji za naszą wschodnią granicą tartaki nie mogą już, jak robiły kiedyś, uzupełniać zapasów drewnem z Ukrainy, Białorusi i Rosji. W efekcie powstaje mniej trocin i innych pozostałości niezbędnych do produkcji pelletu. A z pustego i Salomon nie naleje.

Co więcej, jak wyjaśnia Ministerstwo Klimatu i Środowiska, materiał drzewny potrzebny do produkcji pelletu jest też wykorzystywany przez inne branże, m.in. przez przemysł papierniczy oraz energetykę zawodową. Konkurencja powoduje, że producenci pelletu mają jeszcze mniej surowca. Gdy dodać do tego coraz większą popularność pieców na pellet, skutek mógł być tylko jeden: pustki w magazynach i wysokie ceny.

Produkcja pelletu, w porównaniu do innych paliw pochodzenia biologicznego, jest procesem niezwykle energochłonnym, który obejmuje m.in. suszenie biomasy, rozdrabnianie, prasowanie oraz pakowanie i magazynowanie gotowego produktu. Wzrost cen energii elektrycznej, paliw oraz usług transportowych bezpośrednio przekłada się na koszty wytwarzania i dystrybucji pelletu

– dodaje do tych wyjaśnień resort klimatu.

Jak rząd reaguje na kryzys? „Nie jest jeszcze za późno”

Gwałtowny wzrost cen pelletu poprzedniej zimy był zaskoczeniem dla wszystkich – problemy z podażą nałożyły się na wyjątkowo mroźny styczeń i luty. Dziś jednak problem jest dobrze znany. W sierpniu 2026 r. w odpowiedzi na interpelację poselską resort klimatu przyznawał, że z przeprowadzonych analiz płynie jasny wniosek: „dalszy wzrost wykorzystania biomasy drzewnej (...) prowadziłby do wzrostu zależności importowej oraz zwiększałby ryzyko niedoborów i gwałtownych wzrostów cen (...)”. Ministerstwo przyznało też: „Polska nie dysponuje wystarczającym potencjałem zrównoważonej biomasy drzewnej”. W tej sytuacji trudno nie zadać pytania, co od tamtej pory zrobił rząd, żeby poprawić sytuację na rynku pelletu.

Odpowiedź brzmi niestety: niewiele. Ministerstwo Klimatu i Środowiska podaje:

Obecnie prowadzone są prace legislacyjne nad projektem ustawy o zmianie ustawy osystemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw (UD186). (...) Wprowadzenie przepisów pozwoli na wyeliminowanie z rynku paliw zanieczyszczonych odpadami meblarskimi bądź plastikiem, a także na ograniczenie importu biopaliw stałych niespełniających wymagań jakościowych.

Piec na pellety
Autor: Rafa Jodar/ Getty Images

To jednak dopiero planowana zmiana przepisów, która w dodatku, sądząc z opisu, może dodatkowo zmniejszyć, a nie zwiększyć dostępność pelletu.

Z kolei 7 września 2026 r. w rozmowie z RMF FM minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że rząd planuje zwiększyć import drewna do Polski oraz na inne sposoby poprawić podaż tego surowca na rynku. Nie padły jednak żadne konkrety.

Równocześnie Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zwraca uwagę, że jest jeszcze wiele kroków, które rząd mógłby podjąć, dodając, że „nie jest jeszcze za późno na działania”. Jak wylicza:

  • resort energii mógłby zdecydować o ewentualnym ograniczeniu zużycia pelletu przez przedsiębiorstwa energetyczne i ciepłownicze, co zwiększyłoby dostępność pelletu do ogrzewania,
  • resort środowiska mógłby zwiększyć podaż surowca drzewnego na rynku, wydając odpowiednie zarządzenia spółce PGL Lasy Państwowe.

Jak podano, UOKiK w tym roku już kilkakrotnie przypominał o tych opcjach rządowi. Wygląda jednak na to, że nie przyniosło to pożądanych efektów.

Ta zima będzie trudna, lecz przynajmniej łagodna

Kto nie kupił pelletu na zimę jeszcze latem – a zrobiło tak sporo osób – ten musi obecnie kombinować. Część osób sprowadza opał z zagranicy (sporo taniej niż w Polsce jest np. w Norwegii, ale już np. w Niemczech również panuje drożyzna). Inni przymierzają się do przygotowania pieca do spalania owsa i innej biomasy innej niż pellet. Jeszcze inni kupują grzejniki elektryczne, żeby w razie potrzeby dogrzewać nimi pomieszczenia. Czekanie, aż ceny pelletu znów spadną, nie ma większego sensu: tanio w tym roku już nie będzie.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że tegoroczna zima ma być łagodna. Aktualne, wstępne prognozy zapowiadają ciepły, deszczowy grudzień i podobny styczeń, co powinno znacząco obniżyć zapotrzebowanie na opał. Trzeba jednak być gotowym na luty, kiedy to znów możliwe są ataki mrozu. Warto również pamiętać, że pogoda bywa nieprzewidywalna i nawet najlepsze prognozy nieraz się mylą.

Na koniec warto przypomnieć o pewnym zagrożeniu. Drożyzna na rynku opału zawsze powoduje wysyp wszelkiej maści oszustów. Przestępcy najczęściej zamieszczają fałszywe ogłoszenia o tanim opale na sprzedaż, a gdy klient przeleje pieniądze, znikają bez śladu. Warto mieć to na uwadze i z dużą nieufnością podchodzić do podejrzanie tanich ofert – oraz unikać płacenia za opał nieznanym osobom z góry, przed otrzymaniem towaru.

Murowane starcie
Pompa ciepła – gruntowa czy powietrzna? MUROWANE STARCIE