Spis treści
Kiedy zaczyna się sezon grzewczy?
Nie ma jednej daty, od której w całej Polsce rozpoczyna się sezon grzewczy. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Gospodarki z 15 stycznia 2007 r. jest to okres, w którym warunki atmosferyczne powodują konieczność ciągłego dostarczania ciepła do ogrzewania budynków.
W praktyce o uruchomieniu ogrzewania decydują właściciele budynków, zarządcy i dostawcy ciepła, biorąc pod uwagę temperaturę na zewnątrz. W blokach decyzję podejmuje najczęściej spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa. W domach jednorodzinnych mieszkańcy mogą rozpocząć ogrzewanie wtedy, gdy uznają to za potrzebne.
Nie ma więc gwarancji, że kaloryfery zostaną włączone tego samego dnia w całym kraju. Najczęściej ogrzewanie uruchamiane jest na przełomie września i października, ale przy cieplejszej jesieni może nastąpić to później.
Wraz z ogrzewaniem rośnie ryzyko pożaru i zatrucia czadem
Uruchomienie ogrzewania oznacza nie tylko cieplejsze mieszkania. Jesień i zima to również okres, w którym strażacy odnotowują więcej pożarów budynków mieszkalnych oraz zdarzeń związanych z tlenkiem węgla.
W pierwszych niespełna dwóch miesiącach sezonu 2025/2026 strażacy odnotowali w Polsce 3899 pożarów budynków mieszkalnych. Zginęło w nich 59 osób. W tym samym okresie doszło do 611 zdarzeń związanych z tlenkiem węgla. Poszkodowanych zostało 237 osób, a 13 zmarło.
Szczególnie niebezpieczne są pożary, które wybuchają w nocy. Śpiący domownicy mogą nie zauważyć dymu ani pierwszych oznak pożaru, a sytuacja może rozwijać się bardzo szybko.
2–3 minuty na reakcję
Państwowa Straż Pożarna zwraca uwagę, że w przypadku pożaru czas na bezpieczną reakcję jest bardzo krótki. Ogień może w ciągu kilku minut doprowadzić do gwałtownego rozwoju pożaru i objęcia kolejnych pomieszczeń.
- Przy tak szybkim rozwoju pożaru kluczowe jest jak najwcześniejsze wykrycie zagrożenia. Człowiek nie jest w stanie stale obserwować wszystkich pomieszczeń w domu, szczególnie gdy śpi – podkreśla Paweł Warski z Ei Electronics, producenta certyfikowanych czujników dymu i tlenku węgla.
Dlatego w domu warto stosować urządzenia, które mogą zaalarmować mieszkańców jeszcze na wczesnym etapie zagrożenia.
- Czujnik dymu wykrywa obecność dymu i alarmuje domowników, zanim sami mogą zauważyć pożar. W przypadku tlenku węgla zagrożenie jest trudniejsze do wykrycia dla człowieka, ponieważ czad jest niewidoczny i bezwonny. Czujnik CO monitoruje jego stężenie w powietrzu i ostrzega, gdy osiągnie ono niebezpieczny poziom. Trzeba pamiętać, że czujnik dymu i czujnik tlenku węgla to dwa różne urządzenia, przeznaczone do wykrywania dwóch różnych zagrożeń – wyjaśnia ekspert.
Czujniki dymu i czadu będą obowiązkowe
W Polsce obowiązek instalowania autonomicznych czujników dymu i tlenku węgla już wszedł w życie. W przypadku mieszkań użytkowanych przed 23 grudnia 2024 r. czas na zakup i montaż wymaganych czujników został wyznaczony do 1 stycznia 2030 r.
Zagrożenie pożarem lub zatruciem tlenkiem węgla istnieje już dziś, dlatego zabezpieczenie mieszkania warto traktować przede wszystkim jako kwestię bezpieczeństwa, a nie terminu wynikającego z przepisów.
Tam, gdzie są czujniki, jest mniej ofiar pożarów
Doświadczenia innych europejskich państw pokazują, że upowszechnienie czujników dymu może przyczyniać się do ograniczenia liczby ofiar pożarów. W Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu obowiązku w nowych mieszkaniach liczba ofiar śmiertelnych spadła o około 56 proc., w Niemczech – nawet o 40 proc., a we Francji, gdzie od 2015 r. czujniki są obowiązkowe w każdym mieszkaniu, odnotowano spadek liczby ofiar o około 15 proc.
W Polsce obowiązek instalowania czujników ma również zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców. Jest to szczególnie istotne jesienią i zimą, kiedy wraz z uruchomieniem ogrzewania rośnie liczba zagrożeń związanych z pożarami oraz tlenkiem węgla.