Przebodźcowana marketingowym światem szukała spokoju. Znalazła go w podróżach i tuftowaniu dywanów

2026-01-23 11:42

Po latach pracy w korporacji Kasia podjęła decyzję o przewartościowaniu swojego życia. W trakcie podróży po Portugalii i Hiszpanii odkryła miłość do podwodnego świata, którą dziś przekształca w unikalne dywany. W technice tuftingu łączy precyzję z artystycznym wyrażeniem siebie, wplatając w swoje prace motywy fal i morskich krajobrazów.

Ucieczka z korporacyjnego środowiska

Jeszcze kilka lat temu Kasia była "korpoludkiem" — poświęcała się pracy, zdobywając kolejne szczeble kariery w marketingowym świecie, do momentu aż... musiała się zatrzymać. Zdrowie psychiczne zaczęło szwankować, a jej życie zawodowe zamiast satysfakcji, niosło ze sobą coraz więcej stresu i zmęczenia. Przewrócenie dobrze znanego świata do góry nogami nie było łatwe, ale stało się konieczne.

- Musiałam bardzo mocno przewartościować swoje życie. W końcu razem z moim partnerem stwierdziliśmy, że wyruszymy w podróż vanem, która finalnie trwała aż cztery lata.  Nasza trasa prowadziła przez Portugalię i Hiszpanię. Zwiedziliśmy wybrzeża tych krajów, gdyż Arek jest fotografem sportów ekstremalnych i chciał skupić się na zdjęciach przedstawiających surfing. Zaczęliśmy od całego wybrzeża Portugalii, potem południa Hiszpanii, aż w końcu dotarliśmy na północ tego państwa. I to właśnie tam, skończyła się nasza podróż. Tutaj zostajemy na zawsze, gdyż kupiliśmy stary dom, który aktualnie remontujemy.

W czasie wyprawy młodzi ludzie nie tylko odkrywali ciekawe miejsca, ale także poznawali nowe osoby, które wniosły ważne zmiany w ich życie. Jednak, mimo że podróże pozwalały im na chwilową ucieczkę od codzienności, Kasia nie uniknęła powrotu do pracy, którą dzięki świeżo poznanym znajomym znalazła w start-upie. I chociaż nowe wyzwanie zawodowe było związane z tym, co kochała — naturą, turystyką, inspirowaniem innych do spędzania czasu na zewnątrz — znowu wpadła w tę samą pułapkę braku balansu pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym.

Zrozumienie, że nic się nie zmieni, dopóki nie podejmie kolejnej radykalnej decyzji, przyszło szybko. Po rezygnacji z pracy zaczęła szukać sposobów na odbudowanie równowagi. Zaczęła wracać do rzeczy, które ją uspokajały — malowania, układania puzzli, ogólnie do prac manualnych.

Tak zaczęła się jej nowa droga — nie tylko życia w innym kraju, ale także twórczego wyrażania siebie. W trakcie tego procesu i poszukiwania swojej  życiowej ścieżki Kasia odkryła... dywany.

Wooleash - prace Kasi

i

Autor: Wooleash/ foto: Arek Stan/ Archiwum prywatne W technice tuftingu Kasia łączy przede wszystkim precyzję z artystycznym wyrażeniem siebie, wplatając w swoje prace motywy fal i morskich krajobrazów.

Wspomnienia z dzieciństwa. "Siostra babci nauczyła mnie haftować"

Zanim Kasia zaczęła zgłębiać świat tuftingu i dywanów, miała już w sobie pasję do manualnych prac, które od zawsze ją uspokajały. Choć nie uważała się za osobę z talentem artystycznym, haftowanie stało się dla niej rodzajem medytacji, a wspomnienie z dzieciństwa dało początek tej nowej drodze.

Kiedyś, jako dziecko, siostra mojej babci Alicja, próbowała nauczyć mnie szydełkowania. Niestety nie byłam pojętnym uczniem w tej dziedzinie. Na szczęście finalnie nauczyłam się zarówno robić na drutach, jak i haftować, w co wpadłam jak śliwka w kompot. Pamiętam, że moja babcia Dorota, miała pełno haftowanych obrazów w swoim domu, które były bardzo modne w latach dziewięćdziesiątych, a ja dzięki jej siostrze Ali spędzałam całe godziny, starając się odwzorować te obrazy. 

Kasia nie zapomniała o tej pasji, mimo że na długie lata porzuciła haftowanie na rzecz innych zajęć. Dopiero po wprowadzeniu radykalnych zmian w swoim życiu powróciła do tych korzeni. Szukając kreatywnego sposobu na odzyskanie równowagi, zaczęła haftować na koszulkach. Poczuła, że to może być jej droga do wyrażenia siebie. 

- Patrzyłam na filmiki w internecie, próbując naśladować wzory i metody. I nagle okazało się, że zaczęło mi to wychodzić, a ja czułam z tego ogromną satysfakcję. I co ciekawe nie wiem, dlaczego pewnego dnia, siedząc i wyszywając, pomyślałam: "A jak się robi dywany?" — opowiada.

Kasia zaczęła wówczas zgłębiać ten temat. 

- Zupełnie nie miałam pojęcia, jak to się robi, bo nigdy nie miałam dywanów w domu. Jednak mimo to zaczęłam szukać informacji i oglądać filmiki instruktażowe. Po pewnym czasie odkryłam tufting, który tak naprawdę znalazł mnie, a nie ja jego.

To właśnie nowoodkryta technika pozwoliła jej połączyć pasję do ręcznych robótek z twórczym wyrażaniem siebie na zupełnie nowym poziomie.

Na czym polega tufting?

Tufting to technika polegająca na wbijaniu pętelek przędzy w podkład. Pozwala tworzyć unikalne dywany w sposób łączący precyzyjną rzemieślniczą pracę z kreatywnym wyrażeniem siebie. 

- Zanim zaczęłam robić dywany, miałam już wizję w głowie. Planowałam, jak chciałabym je tworzyć, a mój pierwszy dywan okazał się prawdziwym wyzwaniem. Był to dywan-koralowiec, pełen skomplikowanych wzorów. Z Arkiem samodzielnie zbudowaliśmy ramę, na której później zaczęłam tuftować. Kiedy wszystko zaczęło się układać, poczułam ogromną satysfakcję z tego, że naprawdę to potrafię – wspomina Kasia.

Jak powstają dywany? Cały proces zaczyna się od budowy ramy, która jest kluczowa w tej technice. Zwykle ramy są drewniane i wyposażone w specjalne kolce umożliwiające napięcie materiału, na którym pracuje się specjalnym pistoletem.

Pistolet ma wbudowane nożyczki. Gdy wypycha wełnę przez materiał, nożyczki otwierają się, tną ją za materiałem i po chwili się cofają. Gołym okiem tego nie widać, a jedno kliknięcie pistoletem to trzy cięcia. Narzędzie jest więc bardzo niebezpieczne, trzeba naprawdę uważać. Przyznam, że tufting jest bardzo relaksujący. Mam wtedy słuchawki na uszach i słucham muzyki lub podcastów. Co ciekawe sam pistolet wydaje charakterystyczny, jednostajny dźwięk, który dla mnie samej jest wyciszający.

- wyjaśnia i dodaje:

- Kiedy skończę wyszywać dywan na ramie, nakładam klej lateksowy. Następnie pozwalam mu schnąć przez około dwa dni. Klejenie to dla mnie najgorszy etap. Zawsze jestem cała brudna. Mój partner mówi, że to moja supermoc – zawsze potrafię się czymś ubrudzić! Kiedy się tym zajmuję, nie tylko moje ubrania, ale i wszystko wokół jest pokryte lepką substancją.

Po wyschnięciu kleju Kasiu wycina dywan z ramy i przystępuje do ostatniego etapu - golenia. 

- Pierwsze dywany robiłam bez golenia, ponieważ bałam się, że coś pójdzie nie tak. Gdybym popełniła błąd, zniszczyłabym swoje dzieło. Na szczęście później odkryłam, jak ogromną różnicę robi wygolenie detali. To zmienia cały wygląd dywanu i gdy to dostrzegłam, poczułam się, jakbym odkryła magiczną tajemnicę.

Wygolenie materiału to proces, który wymaga skupienia i precyzji. Dzięki niemu dywan może zyskać nawet trójwymiarowy efekt.

- Finalny kształt dywanu nadaje właśnie golenie. Możemy go po prostu wyrównać, przycinając od góry, żeby wzór był równy, albo wygolić w głąb, nadając mu przestrzenny wygląd – dodaje. 

Oczywiście, jak w każdym rzemiośle, i tutaj pojawia się potrzeba ostrożności. Aby uniknąć niepożądanych skutków, Kasia zawsze zakłada maseczkę ochronną, gdyż zbyt wiele włókien unosi się w powietrzu.

Cały proces powstania dywanu od początku do końca może zająć kilka dni, w zależności od skomplikowania wzoru.

Zobacz także: Joanna zatapia w żywicy wspomnienia. "Pierwszą pracę tworzyłam z łysą głową w garażu"

Wooleash - prace Kasi

i

Autor: Wooleash/ foto: Arek Stan/ Archiwum prywatne W technice tuftingu Kasia łączy przede wszystkim precyzję z artystycznym wyrażeniem siebie, wplatając w swoje prace motywy fal i morskich krajobrazów.

Wełna nowozelandzka. Dlaczego Kasia się na nią zdecydowała?

Kasia postanowiła używać wełny nowozelandzkiej, kierując się zarówno jakością materiału, jak i ekologicznymi wartościami. Początkowo obserwując, na jakich materiałach pracują inni twórcy, szybko zauważyła, że wiele osób decyduje się na akryl. Dla niej jednak był to materiał, który nie wpisywał się w jej podejście do pracy. Wybór wełny był więc oczywisty  – jest to bardziej naturalna opcja, a jednocześnie właściwy materiał do tworzenia trwałych i estetycznych dywanów.

- Mamy już wystarczająco dużo sztucznych tworzyw wokół nas, a ekologia jest dla mnie ważna. Choć nie jestem fanatykiem, zawsze decyduję się na to, co lepsze, gdy mamy wybór– mówi Kasia. 

Wełna nowozelandzka jest cięższa do obróbki niż akryl. Z perspektywy twórcy, wymaga większej precyzji i jest gorsza we współpracy w procesie golenia, ale finalny efekt, który oferuje, zdecydowanie wart jest tego poświęcenia.

W swojej pracowniki Kasia dodatkowo stawiała na inne naturalne składniki – używa tylko kleju lateksowego, bawełnianych podszewek i unika wszelkich sztucznych komponentów. 

"To jest faktycznie to". Odnalezienie swojej drogi

Powracając myślami do pierwszego dywanu, Kasia (ig: wooleash) wspomina, iż był on dla niej sporym wyzwaniem. To praca, która ze względów sentymentalnych nigdy nie trafi na sprzedaż.

- Jest to prostokątny dywan przedstawiający koralowiec, który okazał się najtrudniejszym projektem, jaki mogłam sobie wymyślić na sam początek. Lecz gdy go skończyłam, poczułam, że to jest faktycznie to – coś, co daje mi spełnienie, radość i poczucie wolności. Po latach pogoni za czymś nieuchwytnym wiedziałam, że właśnie to jest to, czego szukałam – wspomina. 

Z kolei jej drugi projekt, który pierwotnie również nie był przeznaczony do sprzedaży, jeszcze przed zakończeniem pracy znalazł swojego właściciela. Jeden ze znajomych Kasi zgłosił chęć zakupu dywanu.

- To było takie zaskoczenie! Pokazałam tylko dywan na Instagramie, a kolega od razu zapytał, czy jest na sprzedaż, bo chętnie go kupi, gdyż właśnie wykańcza mieszkanie  – mówi. W ten sposób, bez większego planowania, artystka rozpoczęła swoją przygodę z komercyjnym tworzeniem dywanów.

Wooleash - prace Kasi

i

Autor: Wooleash/ foto: Arek Stan/ Archiwum prywatne W technice tuftingu Kasia łączy przede wszystkim precyzję z artystycznym wyrażeniem siebie, wplatając w swoje prace motywy fal i morskich krajobrazów.

Prace inspirowane oceanem

Kasia  od zawsze czerpała natchnienie z natury. 

Moje dywany w dużej mierze inspirowane są wodą. Ocean pojawił się już w mojej pierwszej pracy, a motyw ten jest obecny m.in. także w realizacji dla mojej koleżanki, surferki z północnej Hiszpanii. To dzieło powstało w wyniku naszej wspólnej pracy, od pomysłu po finalny kształt.

W pracach Kasi pojawiają się morskie fale czy piasek, które tworzą dynamiczne wzory. Choć artystka zaczynała od tradycyjnych dywanów, dziś jej twórczość wychodzi poza utarte ramy – powstają dywany, które można zawiesić na ścianie, a także ciekawe projekty, jak ramy luster.

Dzięki zdobytemu doświadczeniu zyskała pewność, że jej działalność to coś więcej niż tylko ręczne robótki – to sposób na wyrażenie siebie, swojej pasji i miłość do podwodnego świata.

 - Mam masę pomysłów, chcę stworzyć kolekcję dywanów, która będzie miała swoje stałe miejsce na rynku. To będą projekty, jak do tej pory inspirowane oceanem, które opowiedzą historie życia nad oceanem i surfingowych wspomnień – zapowiada Kasia, planując stworzenie swojej pierwszej dużej kolekcji. 

Jej marzeniem jest wcielić to w życie w przestrzeni, którą aktualnie kreuje – w pracowni hiszpańskiego domu, który właśnie przechodzi remont. 

Zobacz dywany Kasi. Zdjęcia

Przeczytaj także: Patrycja haftuje, ale … na meblach. Jej sofy i krzesła powstają nawet przez kilka miesięcy

Murowane starcie
Dom – ekologiczny czy tradycyjny? MUROWANE STARCIE
Murator Remontuje #2: Malowanie ścian
Murator Google News (desktop)