Spis treści
Organizatorem wydarzenia była Fundacja Ruinersi na Dolnym Śląsku przy współudziale miasta i gminy Lubomierz oraz Lubomierskiego Centrum Kultury. Zlot miał charakter edukacyjny, społeczny i networkingowy. To spotkanie osób, które na co dzień mierzą się z bardzo konkretnymi problemami: przeciekającym dachem, zawilgoconymi murami, brakiem rzemieślników, formalnościami, kosztami i pytaniem, jak remontować, żeby nie zniszczyć tego, co w starym domu najcenniejsze.
Jaki był III Zlot Ruinersów w Lubomierzu?
Poprosiliśmy o wypowiedź Jacka Kiljańskiego, który aktywnie uczestniczy w życiu społeczności ruinersów, a także w działalności społeczności Lubomierza. Jest właścicielem Dolnego Młyna w Wojciechowa, obiektu, który dzięki remontowi zyskał nie tylko nowe życie, ale stał się znowu centrum lokalnych inicjatyw.
– Pogoda trochę pokrzyżowała plany i myślę, że ludzi było mniej, niż przyszłoby normalnie, bo część osób się przestraszyła upałów albo niepewnej aury. Ale mimo to uważam, że zlot był fenomenalnie zorganizowany. Było dużo ciekawych prezentacji, dużo interesujących tematów, bardzo dobra strefa architekta, w której pojawiły się zagadnienia ważne także dla specjalistów. To była dyskusja na wyższym poziomie, bardzo potrzebna i inspirująca.
Bardzo dobrze przygotowana była także strefa rzemiosła. Było wielu wystawców, można było porozmawiać z ludźmi, którzy mają konkretne doświadczenie i wiedzę praktyczną. Ale dla mnie najważniejsze było coś innego: energia i pomysłowość grupy organizującej zlot. Widać było, że wiele rzeczy zostało świetnie dogranych – od strefy leżaków w cieniu, przez zaplecze medyczne, po kino z projekcjami filmów. To pokazuje niekończącą się pomysłowość tych ludzi. Oni mają mnóstwo pomysłów i potrafią je realizować.
Strefa odpoczynku i rozmów była bardzo ważna, bo takie spotkania są sednem zlotu. Można było usiąść, odpocząć, porozmawiać z osobami, które już remontują stare domy albo dopiero się do tego przymierzają. Dla mnie każdy taki zjazd oznacza nowych znajomych. I to są znajomości, które trwają, bo spotykają się tam ludzie, którzy czują podobnie, mają te same pasje, podobne doświadczenia i podobną wrażliwość.
To jest największy kop energetyczny, jaki można dostać. Jeżeli ktoś potrzebuje odwagi do podjęcia decyzji, do rozpoczęcia remontu albo do zmiany życia, to na takim zlocie może spotkać życzliwych ludzi, którzy mają podobne przemyślenia i doświadczenia. Oni się wzajemnie wspierają, motywują i dodają sobie sił.
Wracaliśmy z żoną i myśleliśmy, jakie mamy szczęście, że spotykamy na swojej drodze takich ludzi. Oby tacy ludzie rodzili się na kamieniu – Darek Borkowski, Tomek Prus, Kasia Sielicka i cała grupa organizatorów. Oni mają głowy pełne pomysłów, chęci do działania i pasji. To jest coś nie z tej ziemi. Nic tak nie stymuluje jak spotkanie z ludźmi, którzy myślą podobnie i którym się chce.
Spotkałem też uczestników, którzy przyjechali z bardzo daleka – jedni z Anglii, inni spod Warszawy. Mówili, że takie spotkania ich nakręcają, że szukają miejsca dla siebie i coraz poważniej myślą o przeprowadzce na Dolny Śląsk. Bo tutaj mogą realizować swoje pasje: stary dom, estetykę, remont, życie w pięknym miejscu. Takie spotkanie ludzi z podobną energią to dla każdego ogromny zastrzyk motywacji. Polecałbym je każdemu.
Prelekcje – łyk wiedzy o remontach
Program zlotu był połączeniem wiedzy eksperckiej i praktyki. W programie prelekcji wypowiadali się architekci, specjaliści zajmujący się ochroną i konserwacją dziedzictwa kulturowego, naukowcy, pasjonaci historii architektury i krajobrazu kulturowego Dolnego Śląska. Na początku o architekturze małych miasteczek i jej potencjale mówił Krzysztof Grześków, którego biuro architektoniczne od 14 lat bierze udział w rewitalizacji miejskich przestrzeni Lubomierza. Anna Kraczkowska-Kuśnierkiewicz, architekt i konserwator zabytków opowiadała o „języku” starej zabudowy, czyli o tym, że najważniejsze jest zrozumienie starej architektury i jej rozpoznanie, a dopiero później działania naprawcze. Wśród prelegentów byli Jacek Kiljański właściciel wyremontowanego Dolnego Młyna w pobliskim Wojciechowie czy Małgorzata Machowska, reżyserka i działaczka na rzecz ratowania domów przysłupowych, która także jest właścicielką takiego budynku w Szklarskiej Porębie. O remontach starych ścian, tynków, konstrukcji drewnianych, posadzkach glinianych opowiadali, m.in. Katarzyna Sielicka, Piotr Horodyski, Marcin Rębarz, Mariusz Przybyła. O remoncie zabytkowej herbaciarni w Kowarach opowiadała Emilia Baszak.
Specjaliści i praktycy przekazali maksimum wiedzy w minimum czasu. Wszyscy zainteresowani remontami starej substancji budowlanej z pewnością usłyszeli mnóstwo ważnych informacji, które ułatwią remont.
Strefa rzemiosła i chill
Warsztaty i prezentacje rzemieślników specjalizujących się w tradycyjnych technikach budowlanych zostały częściowo przeniesione z rozgrzanego skweru do klimatyzowanej i wyremontowanej sali w budynkach poklasztornych. Na leżaczkach w cieniu drzew zorganizowano strefę nazwaną „chill”, gdzie można było posłuchać i podpytać osoby, które są w trakcie remontu lub wyremontowali swoją „ruinę”. Te dwa miejsca były szczególnie istotne dla osób remontujących stare domy, bo w takich obiektach standardowe rozwiązania z nowych budów często się nie sprawdzają. Uczestnicy mogli tu dowiedzieć się mnóstwa szczegółów o drewnie, wapnie, glinie, starych okuciach, tradycyjnych konstrukcjach i wielu innych niezbędnych informacji przydatnych w remoncie budynków historycznych mogli nastawić się raczej na rozmowę o wapnie, drewnie, kamieniu, tynkach, dachach, detalach i naprawianiu niż na szybkie recepty z marketu budowlanego.
Architekci i kino
Strefa Architekta oraz panel dyskusyjny poświęcony projektowaniu w zgodzie z zastanymi wartościami kulturowymi był odpowiedzią na temat który wraca przy wielu remontach starych domów: jak pogodzić współczesne potrzeby mieszkańców z historyczną tkanką budynku.
To było ważne nie tylko dla projektantów, ale też dla właścicieli domów, którzy często muszą decydować, co zachować, co odtworzyć, a co można zmienić. Zlot ma stworzyć przestrzeń do rozmowy między właścicielem, architektem, wykonawcą i instytucjami — czyli stronami, które przy remoncie zabytkowej lub historycznej nieruchomości nie zawsze mówią tym samym językiem.
W Lubomierskim kameralnym kinie odbywały się projekcje, na które zaproszeni byli m.in. właścicieli starych domów, którzy mogli zaprezentować swoje obiekty oferowane do sprzedaży na dużym ekranie. Wystarczyło tylko zgłosić chęć i podpiąć się do projektora i zaprezentować zdjęcia, filmy, opowiedzieć historię nieruchomości i przekazać o niej podstawowe informacje.
A na koniec...
Do atrakcji specjalnych należało wieczorne zwiedzenia klasztoru i Lubomierza z przewodnikiem, a także wieczorny wernisaż wystawy Jakuba Sobczyńskiego, który podczas twórczej rezydentury w Lubomierzu przygotował cykl obrazów prezentujących miasto i jego okolicę. Artystę wspierali właściciele Wietorówki, którzy są mocno zaangażowani w kulturalne życie miasta. Impresje malarskie na temat miasta były eksponowane m.in. w „Złotym Kiosku”, małym, mobilnym centrum ekspozycyjnym, który podróżował po okolicznych wioskach i przyjechał na zakończenie pod klasztor.