Spis treści
W Polsce nie kupimy co prawda domu za złotówkę jak w słynnych włoskich akcjach mających ożywić wyludniające się miasteczka, mamy jednak miejsce, w których tanich domów na sporych działkach nie brakuje - to Lubelszczyzna. W ofertach siedlisk do 100-130 tysięcy złotych można tu przebierać. Coraz więcej osób uciekających od zgiełku miasta i szybkiego życia decyduje się na kupno takiej nieruchomości.
Lubelskie siedliska: najtańsze domy w Polsce
65 tys. zł - siedlisko w Uchańce (działka 2900 m², dom 70 m²). Niedaleko staw i dorzecze Bugu. Woda ze studni, ogrzewanie piecami kaflowymi.
86 tys. zł - siedlisko w Siedliszczu (dom z 1920 roku 51 m², działka 1700 m²). Woda, kanalizacja i światłowód do podprowadzenia, prąd, ogrzewanie węglem, droga asfaltowa.
99 tys. zł - siedlisko w Nieliszu (działka 11 arów, dom 60 m², cztery budynki gospodarcze: 14 m², 18 m², 56 m², 132 m², udział w sąsiedniej działce). Prąd, woda z sieci, studnia. 5 kilometrów od zalewu - największego zbiornika wodnego w województwie.
159 tys. zł - siedlisko w Kozłach (działka prawie 11 000 m², dom 85 m², budynek gospodarczy 125 m², dwie szopy). Prąd, woda z sieci, szambo, asfaltowa droga, niedaleko rzeka.
Zalety siedlisk
Podstawową zaletą kupna siedliska na wsi jest oczywiście jego cena. W porównaniu z miastami, szczególnie tymi większymi, w relatywnie niskiej cenie dostaniemy dużą działkę i niewielki domek z historią, często drewniany. Można go rozbudować, można obok (lub zamiast) wybudować nowy dom. Siedlisko to zabudowa rolna, w ramach nieruchomości mogą się zatem trafić dodatkowe budynki gospodarcze, stawy rybne, szopy.
Druga zaleta to oczywiście natura, cisza i spokój. Zamiast wylotówek i gęstej miejskiej zabudowy, sąsiadować będziemy z innymi domami, zalewami, polami, lasami. Na horyzoncie zamiast bloków, wieżowców i kominów - zieleń, błękit i domki jednorodzinne.
Taka przestrzeń i infrastruktura może stać się przyczynkiem do przebranżowienia - z biura w rzemieślnictwo, rolnictwo lub agroturystykę.
Siedliskotopia. Ta utopia ma minusy
Dla pracowników biurowych, dla wypalonych zawodowo, dla zmęczonych tempem życia wyprowadzka na wieś i zaczęcie wszystkiego od nowa to kusząca perspektywa. Millenialsi wzrastali na tych obrazach: na wsi wszystko jest prostsze, a życie toczy się powoli. Marzenie o ucieczce od cywilizacji dość sprawnie zmonetyzowali zresztą producenci gier video takich jak "Stardew Valley" czy "Animal Crossing: New Horizon" (a później mnóstwa kolejnych, inspirowanych), których cała fabuła opierała się na rzuceniu pracy i zajęciu się farmą, zbieractwem i dbaniem o lokalność. Liczba graczy w przedziale wiekowym 20-40 biła kolejne rekordy, bo taka forma eskapizmu w czasach późnego kapitalizmu daje ułudę odpoczynku i wolności od pracy.
A że gruntowny remont domu i prowadzenie gospodarstwa to rzeczy zupełnie osiągalne bez doświadczenia i specjalistycznej wiedzy, każdego dnia pokazują nam kolejne profile na mediach społecznościowych, prezentujące codzienne zmagania osób, które wybrały ten sposób życia.
Ani gry, ani ostrożnie prowadzone profile na instagramie nie pokażą jednak podstawowych wad, z którymi trzeba się mierzyć, wybierając takie życie. Siedliska położone są zwykle we wsiach, bez samochodu nie dostaniemy się zatem do przychodni, szpitala, szkoły, supermarketu - małe miejscowości w Polsce bardzo często dotknięte są wykluczeniem komunikacyjnym. Jeżeli praca, to raczej zdalna. Jeżeli zakupy inne niż spożywcze, to kurierem. Problemem może być brak podpięcia domu do kanalizacji, gazu, czy słabszy zasięg.
Choć niektórzy preferują takie życie, wyprowadzka na wieś wiąże się z ryzykiem samotności. W pewnym wieku może się to wydawać mało problematyczne, na starość może się jednak okazać bardzo uciążliwe. Remont na własną rękę i doglądanie dużego ogrodu czy terenów zielonych to też po prostu bardzo, bardzo dużo pracy. Czasem frustrującej, czasem szalenie satysfakcjonującej, ale i równie męczącej.