Spis treści
Miasto pochłania wieś. Niektórzy stawiają opór
Nie planujesz przeprowadzać się do miasta? Nie szkodzi – miasto przyjdzie do Ciebie. Zaczęło się już przed wojną, gdy do ośrodków takich jak Kraków czy Warszawa formalnie przyłączano liczne miejscowości podmiejskie. Jednak dopiero po 1945 r. urbanizacja w Polsce nabrała tempa. W myśl PRL-owskiej urbanistyki nowe osiedla budowano często daleko od centrum, na dawnych terenach rolnych. Tak powstały choćby ogromne blokowiska warszawskiego Ursynowa i Bródna. Między blokami nieraz ostawały się pojedyncze pozostałości dawnej zabudowy. Niektóre istnieją do dziś.
- Sprawdź także: Ulic nie ma, a budynki stoją. I to na bakier. Niezwykłe pamiątki po przedwojennej Warszawie
Mieszkańcy takich budynków musieli nagle odnaleźć się w całkowicie nowej rzeczywistości. Zamiast ciszy, spokoju i bliskości przyrody nagle mieli setki sąsiadów. Były i plusy – bliskość sklepów, usług, rozrywek i rozmaitych miejskich wygód. Nie dało się już jednak żyć „po staremu”. Niektórzy przez lata jeszcze próbowali: hodowali kury, wypasali między blokami krowy, zbierali jabłka z sadu. Z czasem jednak, często na skutek zmiany pokoleniowej, te pozostałości wsi i wiejskich zwyczajów znikały, pozostawiając w najlepszym razie osamotniony budynek z niedużym ogrodem.
Rozlewanie się miast trwa dziś nadal, choć na ogół nie daje już tak widowiskowych efektów – inne przepisy budowlane i troska deweloperów o swój wizerunek sprawiają, że dziś zdecydowanie rzadziej bloki podchodzą pod same okna domów jednorodzinnych. Takie inwestycje utrudnia też planowanie przestrzenne, gdyż plany miejscowe zwykle wyraźnie oddzielają obszary zabudowy wielorodzinnej i jednorodzinnej. Nie znaczy to jednak, że takie przypadki się nie zdarzają.
Sąsiedztwo blokowiska nie wszystkim przeszkadza
Co ciekawe, są ludzie, którzy tak ogromną zmianę warunków życia przyjmują ze spokojem i pogodą ducha. Gdy kilka lat temu „Gazeta Krakowska” rozmawiała z mieszkańcem malutkiego domu w pobliżu Ronda Czyżyńskiego w Krakowie, ten nie wydawał się przejęty sąsiedztwem – nawet ogromnym prywatnym akademikiem, który wyrósł tuż za jego płotem, zasłaniając słońce. „Nie narzekam, żyje mi się to dobrze, choć czasem mogłoby być nieco ciszej”, opowiadał emeryt.
W przypadku samotnego domu wśród biurowców warszawskiego Mordoru z właścicielem nikomu jak dotąd nie udało się skontaktować, ale sąsiedzi przekazali dziennikarzom Eski:
W lecie można dostrzec tam starszą panią, która podlewa ogródek i korzysta z uroków swojego podwórka. W okresie jesienno-zimowym jednak rzadko kto tam bywa, a w samym domku panują ciemności, tak, jakby pani wyjeżdżała.
Na co polskie prawo pozwala w kwestii odległości między budynkami?
Warto przypomnieć, że dziś co do zasady polskie prawo (Warunki techniczne) pozwala sytuować budynki mieszkalne w określonej odległości od granicy działki:
- 4 m – w przypadku budynku zwróconego ścianą z oknami lub drzwiami w stronę tej granicy,
- 3 m – w przypadku budynku zwróconego ścianą bez okien lub drzwi w stronę tej granicy,
- 5 m – w przypadku budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad 4 kondygnacji nadziemnych, zwróconego ścianą z oknami lub drzwiami w stronę tej granicy,
- 5 m – w przypadku budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad 4 kondygnacji nadziemnych, zwróconego ścianą bez okien lub drzwi w stronę tej granicy.
Co jednak istotne, w przypadku budynków zwróconych ku granicy działki ścianą bez okien plan miejscowy może dopuścić mniejszą minimalną odległość – nawet zaledwie 1,5 m. Dotyczy to zarówno bloków, jak i domów jednorodzinnych, przy czym tych drugich pod warunkiem, że działka ma maksymalnie 16 m szerokości.
Powyższe normy nie obowiązują też w sytuacji, gdy sąsiednie budynki mają w całości przylegać do siebie ścianami, jak ma to miejsce np. w przypadku ulicznych pierzei w miastach.
- Przejdź do galerii: Kontrowersyjne budowy domów w Polsce