Czy domy przyszłości powinny być głupsze? Zachodni inwestorzy coraz częściej rezygnują ze smart home, wolą analogowe wnętrza i mechaniczne wyłączniki

Jaki powinien być dom przyszłości? Dziś mówi się, że ma być naszpikowany technologią, sterowany ze smartfona, pełen czujników, asystentów głosowych i sztucznej inteligencji optymalizującej każde nasze zachowanie. Wszystko ma być smart, Tymczasem pośród właścicieli nieruchomości na Zachodzie dojrzewa całkowicie odwrotny ruch. Na łamach amerykańskiego wydania magazynu „Vogue” autorka Kelsey Mulvey ogłosiła nadejście ery „dumb home” – czyli mówiąc wprost „głupich domów”, nazywanych też wnętrzami analogowymi. Zamiast paneli dotykowych, automatycznych rolet wymagających stałego Wi-Fi i ciągłych aktualizacji aplikacji, inwestorzy i architekci coraz częściej wybierają tradycyjne przełączniki, proste instalacje, naturalne materiały oraz przestrzenie, w których technologia schodzi na dalszy plan. Czy to oznacza koniec ery smart home? Bynajmniej.

Jasny salon w stylu analogowym z drewnianymi meblami i szarą sofą. O trendzie dumb home przeczytasz na Muratordom.
Autor: runna10/ Getty Images Coraz częściej, zamiast cyfrowego świata, wolimy pozostać w przytulnym i analogowym otoczeniu

Smart home przejmuje kontrolę nad naszym życiem?

Wielu inwestorów w Polsce, planując budowę lub wykończenie domu, wciąż traktuje instalację smart home jako wyznacznik nowoczesności. I nie ma w tym nic dziwnego. Mamy XXI wiek. Chcemy z poziomu telefonu sterować temperaturą, włączać światło głosem i monitorować dom z drugiego końca świata. Jednak, jak zauważają projektanci wnętrz i psycholodzy, zachwyt taką wizją ustępuje ostatnio coraz częściej miejsca zjawisku cyfrowego zmęczenia. Elektroniki jest za dużo, komputery są wszędzie, smartfony angażują wciąż naszą uwagę. No i to wszystko czasem się psuje, zawiesza, zanika internet, co jest zazwyczaj bardzo dla nas frustrujące.

Zamiast wygody i kontroli, naszpikowany elektroniką dom nakłada na mieszkańców nowe obowiązki. Zamiast wypoczynku pojawia się frustracja spowodowana brakiem kompatybilności urządzeń, zawieszającymi się systemami, pamiętaniem haseł czy opłacaniem subskrypcji. Amerykański magazyn "Voque" poświęcił temu przed kilkoma tygodniami całkiem sporą publikację. Autorka Kelsey Mulvey pisze o trendzie "dumb home" - przeciwieństwa smart home.

Jak w artykule dla „Vogue” zauważa nowojorski architekt wnętrz Thomas Jayne, klienci proszą ostatnio wręcz o uproszczenie codziennośc.

- Moi klienci mówią po prostu: chcę nacisnąć jeden przełącznik, żeby zapalić światło. Nie chcę podchodzić do komputera, programować go i klikać - mówi architekt.

Potrzebę tę potwierdza psycholog środowiskowy dr Sally Augustin. Wskazuje, że konieczność ciągłego ręcznego korygowania zawieszających się automatycznych systemów obniża nasze poczucie kontroli nad otoczeniem. Gdy dom jest zbyt zautomatyzowany, mieszkańcy żyją pod ciągłym widmem potencjalnej awarii, dokładnie tak, jak w przypadku zawieszającego się w pracy komputera.

Filozofia analogowego dobrostanu i niechęć do obecności AI

Ruch „dumb home” nie pojawił się znikąd i nie pojawił się też w tym roku. Jest konsekwencją szerszych trendów, takich jak slow living, cyfrowy detoks czy rozwijająca się koncepcja analogowego dobrostanu.

Po latach spędzonych przed ekranami, przestrzeń domowa przestaje być miejscem demonstracji nowinek technologicznych, a staje się oazą spokoju i fizyczną kryjówką.

Bari Jerauld, założycielka londyńskiego Blank Slate Studio, w rozmowie z „Vogue” wyjaśnia, że ten zwrot jest bezpośrednią reakcją na przebodźcowanie.

- Spędzamy tak wiele czasu przed ekranami, że dom stał się jedynym miejscem, w którym ludzie desperacko pragną czuć coś odwrotnego. Klienci proszą o ciepło, charakter i pokoje mające swoją historię.

Projektantka Venetia Rudebeck ze Studio Vero dodaje, że trend ten napędzają rodziny z dziećmi, rodzice, świadomi czasu spędzanego przed ekranami, celowo aranżują pokoje bez telewizorów, stawiając na biurka do pisania, regały z książkami czy miejsca na gry i puzzle.

Dochodzi do tego kwestia prywatności i niechęci do obecności sztucznej inteligencji. Przez lata bez refleksji wpuszczaliśmy do domów inteligentne głośniki, czujniki i kamery. Tymczasem badania opublikowane przez amerykański instytut NIST na grupie użytkowników smart home wykazały, że to właśnie asystenci głosowi budzą największe obawy dotyczące bezpieczeństwa danych. Sztuczna inteligencja w oczach wielu właścicieli domów zaczyna przypominać nieproszonego obserwatora.

Zwykły włącznik zamiast aplikacji, czyli fizyczność, trwałość i nowa definicja luksusu

Projektanci cytowani przez „Vogue” zwracają uwagę na wartość fizycznych i sensorycznych doświadczeń. Zamiast płaskiego ekranu dotykowego, do łask wracają tradycyjne włączniki, klasyczne pstryczki oraz obrotowe ściemniacze.

Architektka Samantha Feuer z Tennessee przestrzega inwestorów przed wbudowywaniem technologii bezpośrednio w ściany. Tradycyjne, mechaniczne włączniki i gniazdka są ponadczasowe, nie psują się przy braku internetu i nie starzeją technologicznie po dwóch sezonach.

Projektantka Emily Spanos z Houston idzie dalej i proponuje ustawianie przy wejściu do domu specjalnych szafek lub koszy, w których domownicy zostawiają telefony po przekroczeniu progu. W domach z dziećmi do łask wracają nawet klasyczne telefony stacjonarne na kablu, wymuszające skupienie się na rozmowie zamiast wykonywania kilku czynności naraz na smartfonie.

Sytuację podsumowują analizy branżowe np. serwisu Axios - bycie offline i posiadanie domu, który niczego od nas nie wymaga, staje się nowym luksusem. Kiedyś status społeczny demonstrowano posiadaniem skomplikowanych gadżetów. Dziś wyznacznikiem wyższej jakości życia jest możliwość rezygnacji ze stałego podłączenia do sieci i czas na czytanie książki przy zwykłej lampce.

Czy to oznacza koniec smart home? Przyszłość leży w niewidzialnej automatyce

Czy obserwując te zjawiska na rynku amerykańskim, powinniśmy całkowicie zrezygnować z nowoczesnych technologii podczas budowy domu w Polsce? Zdecydowanie nie.

Ruch „dumb home” nie oznacza masowego wyburzania nowoczesnych instalacji ani powrotu do epoki kamienia łupanego. Nic z tych rzeczy. Nikt nie wyrzuci smartfona czy nie zrezygnuje aplikacji do obsługi pieca gazowego czy pompy ciepła w domu. Mało prawdopodobne też byśmy zrezygnowali z monitoringu czy alarmów albo bezprzewodowych głośników. Jednak pytaniem jest czy naprawdę potrzebujemy podłączenia zmywarki albo ekspresu do kawy do internetu? I czy aby na pewno muszą nas wszędzie otaczać migające ekrany?

Nie zrezygnujemy z pomp ciepła, fotowoltaiki, rekuperacji czy automatycznych zaworów bezpieczeństwa, czyli technologii, które rzeczywiście oszczędzają energię, pieniądze i chronią majątek. Zmienia się jednak oczekiwanie co do tego, jak ta technologia ma działać.

Chyba kończy się już epoka, w której technologia wciąż domagała się naszej uwagi i interakcji poprzez wyskakujące okienka i powiadomienia. To coś, co zabiera niepotrzebnie czas i angażuje uwagę, a w domu chcemy odetchnąć od cyfrowego świata, jaki nas otacza przez cały dzień np. w pracy. Jaki więc może być idealny budynek - dom w przyszłości?

Idealny dom przyszłości to budynek, w którym zaawansowana automatyka działa bezgłośnie w tle, a cała obsługa codzienna odbywa się w sposób prosty, mechaniczny i intuicyjny. Przez ostatnie dwudziestolecie uczyliśmy nasze domy, jak być inteligentne. Teraz nadszedł czas, aby projektować je tak, by przede wszystkim pozwalały nam pozostać ludźmi. Technologia powinna nam w tym jedynie nieangażująco pomagać.

Debata Muratora: Gaz, prąd, pellet? Jak mądrze wybierać energię do domu?
Materiał sponsorowany
Murowane starcie
Wentylacja – grawitacyjna czy rekuperacyjna? MUROWANE STARCIE
ROLKI