Kwieciste elewacje były wizytówkami gospodyń mieszkających w tak przystrojonych domach. W Zalipiu kolorowe chaty wciąż przywołują dawne czasy

Elewacja może opowiadać historię mieszkańców równie wyraźnie jak wnętrze domu. Zarówno ta nowoczesna, jak i taka, która powstała wiele lat temu. W Zalipiu robi to za pomocą kwiatów malowanych ręcznie, według własnego pomysłu. Ta tradycja wyrasta z prostego sposobu upiększania chat, a dziś jest znakiem rozpoznawczym miejscowości. Piekne ludowe zdobienia przyciągają do Zalipia turystów, ciekawych tego dawniej mieszkańcy wsi starali się wyróżnić swoje domy.

Gdzie leży Zalipie, słynna malowana wieś?

Zalipie znajduje się w województwie małopolskim, w powiecie dąbrowskim, w gminie Olesno. Leży na Powiślu Dąbrowskim, około 30 km od Tarnowa. To zamieszkana wieś z rozproszonymi zagrodami, więc kwiatowych elewacji trzeba wypatrywać podczas spaceru. Zwyczaj zdobienia domów występuje również w okolicznych miejscowościach.

Malowane chaty w Zalipiu - kiedy zaczęła się tradycja?

Zanim na ścianach pojawiły się bukiety, gospodynie wykonywały „packi”, czyli jasne plamy rozjaśniające zakopcone powierzchnie. W chatach bez kominów dym osiadał we wnętrzu, a wapno pomagało poprawić jego wygląd. Rozwój pieców z kominami stworzył lepsze warunki do bogatszych dekoracji.

Dokładna data narodzin zwyczaju pozostaje niepewna. Muzeum Ziemi Tarnowskiej dopuszcza koniec XVIII wieku jako początek prostego zdobnictwa, natomiast Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi wskazuje koniec XIX wieku jako okres rozwoju malarstwa ściennego. Zdobienia stopniowo wyszły z izb na zewnętrzne ściany i obejścia.

Jak zdobiono elewacje domów? Wapno, mleko i własny pomysł

Jak opisuje Gminny Ośrodek Kultury w Zalipiu, którego siedziba mieści się w słynnym Domu Malarek, podmurówki pokrywano sadzą rozrobioną w mleku, a na ciemnym tle odbijano jasne plamki wapna. Później pojawiły się kolorowe farby proszkowe, również mieszane z mlekiem. Bukiety zajmowały krótszy bok domu, nazywany „zatyłkiem”, a kwiatowe wieńce otaczały wejścia i zdobiły miejsca pod oknami. Niektóre gospodynie malowały wszystkie ściany.

Pędzle, których używano do malowania domów, także powstawały w gospodarstwie. Muzeum wymienia słomę prosianą do większych motywów oraz końskie włosie i włosie z krowiego ogona do detali. Używano nawet brzozowych patyczków z rozbitą końcówką. Wzory nanoszono odręcznie, bez szablonów. Kształt kwiatów i dobór barw zależały od autorki.

Dom z kwiatową elewacją był wizytówką gospodyni

Malowanie oznaczało więcej niż odświeżenie ściany. Pozwalało nadać skromnemu domowi własny charakter, a umiejętności przechodziły między pokoleniami. Najbardziej znana malarka, Felicja Curyłowa, rozsławiła tę sztukę i wspierała jej rozwój. Nie była jednak jej wynalazczynią, bo kwiatowe dekoracje tworzono jeszcze przed jej narodzinami.

Dom Curyłowej jest dziś częścią muzealnej zagrody. Można tam zobaczyć, że malowanie elewacji należało do szerszej kultury zdobienia, bo kwiaty trafiały również na sufity, piece, papierowe makatki i przedmioty codziennego użytku. W Zalipiu malowane są studnie, nawet beczki stojące na terenie prywatnych posesji.

Farby się zmieniły, tradycja pozostała

Dziś zmieniły się domy i materiały, a współczesne farby ułatwiają zachowanie dekoracji. Kwiaty nadal pojawiają się na zabudowaniach i sprzętach, a ich autorki pielęgnują własny styl. Dom Malarek prowadzi warsztaty i pomaga przekazywać umiejętności kolejnym pokoleniom.

Żywotność tej pieknej tradycji potwierdza konkurs „Malowana Chata”, zapoczątkowany w 1948 roku. To prawdopodobnie najdłużej trwający w Polsce konkurs malarstwa ludowego, podczas którego mieszkańcy ozdabiają domy i obejścia barwnymi, kwiecistymi wzorami. W edycji z 2026 roku uczestniczyło 105 osób, w tym 20 dzieci i młodych twórców.

Zobacz galerię starego młyna na Warmii po przebudowie

Debata Muratora: Gaz, prąd, pellet? Jak mądrze wybierać energię do domu?
Materiał sponsorowany
Murowane starcie
Prawdziwa cegła czy imitacje? MUROWANE STARCIE
ROLKI