Brda miała być eksportowym przebojem PRL. Historię słynnego domku odkrył dzięki teczce dziadka

Drewniany domek z dachem sięgającym niemal ziemi zna kilka pokoleń Polaków. Mało kto jednak wiedział, kto go zaprojektował, dlaczego trafił do seryjnej produkcji i jak działała fabryka, z której wyjeżdżały jego elementy. Mikołaj Krupa, autor książki „Brda. Wczasy z fabryki”, zaczął poszukiwanie odpowiedzi od rodzinnego letniska pod Warszawą. Przełomem okazała się pewna zapomniana teczka.

Domek, kultowy, ale jego historia zapomniana

Charakterystyczna bryła domku Brda wyrosła na jeden z symboli wypoczynku w PRL-u. Takie budynki stawiano w ośrodkach zakładowych, nad jeziorami i na prywatnych działkach. Ich rozpoznawalna forma okazała się trwalsza niż pamięć o projektancie, fabryce i produkcji.

- Każdy wie, czym jest Brda, każdy ją gdzieś widział. Dużo osób korzystało z niej prywatnie albo w jakimś ośrodku wczasowym. To się zapisało w naszej zbiorowej pamięci, że właściwie każdy domek namiotowy zaczęto nazywać Brdą. A jednocześnie nikt nie potrafił powiedzieć, kto ją zaprojektował i w jakich latach powstawała. Kiedy zacząłem szukać, odkryłem, że właściwie nie ma materiałów, a różne źródła podają sprzeczne informacje. – opowiada Mikołaj Krupa.

Z tych poszukiwań powstała książka „Brda. Wczasy z fabryki”, wydana przez Inną Warszawę. Jej autor połączył dzieje wzornictwa i prefabrykacji z historią własnej rodziny.

Tramp prekursor Brdy – domek na eksport

- Na początku lat siedemdziesiątych potrzebowano dolarów, marek i innych dewiz. Pojawił się pomysł, że bydgoski Stolbud może produkować coś, co da się sprzedawać na Zachodzie. W Europie była już wtedy moda na domki "A-frame", wywodząca się między innymi ze Stanów Zjednoczonych. To konstrukcja prosta, szybka w montażu i stosunkowo łatwa do prefabrykowania, jeśli ma się odpowiedni park maszynowy. Tak powstał projekt, który początkowo nosił nazwę Tramp – wyjaśnia autor publikacji.

Za projektem stał architekt Tadeusz Orgelbrand i współpracujący z nim zespół inżynierów. Jak wynika z ustaleń Krupy, prace ruszyły na początku lat siedemdziesiątych, a wariant Tramp prezentowano na targach, również zagranicznych.

- To nie jest tak, że Orgelbrand i jego zespół wymyślili domek namiotowy. To forma znacznie starsza. Ale ten projekt był niezwykle dobrze opracowany. Miał pojechać na Zachód, więc nie mógł wyglądać jak prowizorka budowlana. Musiał konkurować z innymi propozycjami. Kiedy ogląda się detale Brdy, listewki, zaślepki, łączenia, całą stolarkę okienną, widać, że bardzo starannie zaprojektowano nie tylko konstrukcję, lecz także jej wykończenie.

Od większego Trampa do Brdy 20

Wczesna wersja domku Brda różniła się od późniejszego powszechnie znanego modelu. Według relacji Krupy była wyższa, miała szerszy rzut i inne podziały przeszkleń. Konstrukcję dostosowano następnie do ograniczeń powierzchni obowiązujących na polskim rynku.

- Pierwszy Tramp miał szerszą podstawę trójkąta, mniej więcej o dwa metry. Górny rząd okien na fasadzie był wtedy podzielony na pięć segmentów, a w późniejszej Brdzie na trzy. W 1978 roku przepisy określały maksymalną powierzchnię domku letniskowego na 60 metrów kwadratowych. Projekt zmniejszono więc do wariantu Brda 20, który miał 58,5 metra kwadratowego.

Domek Brda - budowa i wykorzystanie.
Autor: Mikołaj Krupa/ Archiwum prywatne Domek Brda - budowa i wykorzystanie.

Najpierw ośrodki wczasowe potem prywatne działki

Pierwszym wielkim odbiorcą były przede wszystkim ośrodki wypoczynkowe. Na tym tle ciekawie wypada różnica między projektem wnętrza a codzienną praktyką jego użytkowania.

- Ten domek był pomyślany dla rodziny z dwojgiem dzieci. Miał dwie sypialnie, salon, miejsce na oddzielną kuchnię i łazienkę. Tymczasem w ośrodkach wczasowych potrafiono ustawić w nim osiem czy dziesięć łóżek, bo posiłki jadło się w stołówce, a sanitariaty były osobno. Dopiero kiedy Brdy zaczęły trafiać na prywatne działki, można było realizować ten model rodzinnego odpoczynku, do którego je pierwotnie zaprojektowano.

W odróżnieniu od wielu powojennych typowych budynków Brda zachowała bogatsze wykończenie, przeszkloną fasadę i wnętrze nadające się do indywidualnego urządzenia. Stąd jej wyjątkowa trwałość w zbiorowej pamięci.

Dziadek zamówił Brdę w 1979 roku

Źródłem książki stał się domek pod Radzyminem, zamówiony przez dziadka autora w 1979 roku i postawiony w 1980 roku. Mikołaj Krupa urodził się wiele lat później. W dzieciństwie zaglądał tam sporadycznie, a działką zajął się na poważnie dopiero jako dorosły.

- Dziadek zmarł w 1998 roku, więc nigdy go nie poznałem. Jako dziecko byłem na działce może mniej niż dziesięć razy. Wydawało mi się, że dziadek sam zbudował ten domek. Dopiero około 2021 roku, kiedy zaczęliśmy z żoną regularnie przyjeżdżać, zobaczyłem to miejsce inaczej. Mieszkaliśmy wtedy w niewielkim, ciemnym mieszkaniu w Wilanowie. Nagle mieliśmy do dyspozycji działkę o powierzchni 1700 metrów kwadratowych i przestrzeń dla dwóch psów. To było zupełnie inne życie – mówi Mikołaj Krupa. - Ktoś ze znajomych, wiedząc, że studiuję historię sztuki, powiedział mi: „O, macie Brdę”. Nie wiedziałem o co chodzi. Potem okazało się, że sąsiedzi mają dokładnie taki sam domek. Legenda o tym, że dziadek sam go wymyślił i wybudował, szybko upadła. Zacząłem zadawać proste pytania: kto go zaprojektował, kiedy i gdzie był produkowany, jak wyglądało zamówienie? I nie mogłem znaleźć odpowiedzi” – opowiada autor publikacji.

Teczka odnaleziona za meblościanką

Przełom nastąpił podczas porządkowania warszawskiego mieszkania dziadków. Dziadek skrupulatnie gromadził dokumenty, więc wnuk przed opróżnieniem lokalu przeglądał archiwum rodzinne. Początkowo, mimo wielomiesięcznych poszukiwań, nie znalazł niemal niczego o domku.

- Wiedziałem, że jeśli dziadek zapisywał cenę truskawek w 1952 roku, to na pewno zachował także informację, ile kosztował domek i kiedy go zamówił. Przez pół roku przeglądałem dokumenty, zeszyty, zdjęcia, negatywy. Nic. Aż przyjechała ekipa wynosząca meble. Któryś z panów wyciągnął zza regału grubą teczkę i rzucił ją na stos rzeczy do wyrzucenia. Zajrzałem do środka i okazało się, że dziadek nie zgubił dokumentów. Przeciwnie – zebrał je wszystkie osobno.

- Były tam zamówienia, faktury, protokół dostawy, katalogi, rysunki wykonawcze, kolejne warianty projektu. Na kopiach planów widać nawet dawne rozwiązania wykreślone i poprawione, a nazwę Tramp zastąpioną nazwą Brda. To, co w zakładzie było zapewne zwykłą oszczędnością papieru, stało się dla mnie niezwykłym źródłem. Właśnie dzięki temu mogłem ustalić, kto był autorem projektu.

Tadeusz Orgelbrand – architekt wydobyty z zapomnienia

Poszukiwania skierowały Krupę ku biografii Tadeusza Orgelbranda, architekta wykształconego w tradycji przedwojennej Politechniki Warszawskiej, po wojnie związanego z odbudową stolicy. W jego dorobku znalazło się później także prefabrykowane budownictwo drewniane.

- Zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że architekt, który zaprojektował jeden z najbardziej rozpoznawalnych domków w Polsce właściwie zniknął z historii architektury. Był synem rektora Politechniki Poznańskiej, studiował u najważniejszych przedwojennych profesorów Politechniki Warszawskiej, m.in. Oskara Sosnowskiego, Lecha Niemojewskiego. Po II wojnie światowej włączył się w pracę Biura Odbudowy Stolicy i pracował w zespołach projektowych Miastoprojektu, brał udział w odbudowie Pałacu Kazanowskich. Według relacji jego syna był zmęczony typowym, oszczędnościowym budownictwem lat sześćdziesiątych. W 1964 roku, jeszcze w Miastoprojekcie, zaprojektował prefabrykowane domki dla Skopje, które odbudowywało się po trzęsieniu ziemi. Pod koniec dekady trafił do Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Stolbud w Wołominie i tam powstał projekt, z którego wyrosła Brda.

Domek Brda - budowa i wykorzystanie.
Autor: Mikołaj Krupa/ Archiwum prywatne Domek Brda - budowa i wykorzystanie.

Fabryka z historią, po której pozostały luki w archiwach

Domki wyjeżdżały z bydgoskiego Stolbudu, zakładu o tradycjach sięgających początku XX wieku. Jego późniejsze dzieje okazały się jednym z najtrudniejszych obszarów badań. Brakuje uporządkowanych danych o wielkości produkcji, eksporcie i ostatnich dostawach.

- Szukałem materiałów blisko trzy lata. Jedne z najrzetelniejszych dokumentów o stanie zakładu, do których dotarłem, to protokoły kontroli NIK z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Opisywały bardzo zły stan infrastruktury, przestarzałe maszyny, problemy z przechowywaniem materiałów. Tymczasem cały czas produkowano domki. Nie znalazłem wiarygodnej dokumentacji, która pozwoliłaby podać dokładną liczbę wyprodukowanych Brd albo wskazać ostatni sprzedany egzemplarz.

Autor ustalił, że bydgoski zakład formalnie zlikwidowano w 2003 roku. Podczas wizyty na dawnym terenie produkcyjnym zobaczył już przede wszystkim magazyny i pozostałości.

Pachnie sosną, choć ma już ponad czterdzieści lat

Własna Brda pozostaje dla autora nie tylko źródłem archiwalnych odkryć, ale także sprawdzianem jakości prefabrykacji. Domek jest nadal użytkowany, z zachowanym podstawowym układem wnętrza, mimo zmian, które przystosowały go do współczesnych potrzeb.

- Nasz domek ma to szczęście, że jest niemal w stanie muzealnym. Musiałem zmienić kilka rzeczy przy urządzaniu łazienki, dobudowano też zadaszony taras, ale konstrukcja, salon i sypialnie na górze zachowały zasadniczo dawny charakter. Drewno wewnątrz nie pęka, nie rozsycha się, jest pięknie spatynowane. Kiedy się wchodzi, nadal pachnie sosną. To niezwykłe, że po tylu latach tak wiele elementów wciąż dobrze służy – mówi autor.

Odkryta teczka i zachowany domek pozwoliły opisać zjawisko większe od jednego rodzinnego letniska. To historia przemysłu, projektowania dla eksportu, późniejszego rozwoju prywatnej rekreacji i zapomnianego fragmentu polskiej architektury.

- Myślę, że Brda jest jednym z najważniejszych projektów okresu PRL-u. Na długo zapomniano o niej tak, jak o wielu rzeczach z tamtego czasu. Miałem wielkie szczęście, że dziadek wszystko dokumentował. Dzięki temu mogłem odtworzyć historię, która w przeciwnym razie być może już by nam umknęła – stwierdza Mikołaj Krupa. – Być może kiedyś w zatęchłej piwnicy lub na strychu ktoś odnajdzie inną, o wiele większą teczkę niż ta mojego dziadka i wtedy poznamy całą historię projektu i produkcji domku Brda – mówi autor.

Na razie publikacja Mikołaja Krupy jest największym kompendium wiedzy o tej kultowej konstrukcji. Aż trudno w to uwierzyć, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, aby zająć się tym tematem. Skromne wydawnictwo młodego historyka okazuje się wielkim dziełem, które już cytowane jest w bibliografiach i staje się tekstem źródłowym. Jedno w tym wszystkim cieszy, że autor nie powiedział ostatniego słowa.

Murator Remontuje #3: Olejowanie podłogi
Materiał sponsorowany
Murowane starcie
Dom – szkieletowy czy z bali litych? MUROWANE STARCIE
ROLKI