Po dnie Jeziora Solińskiego można chodzić. Wody ubywa 7,5 raza szybciej, niż przybywa

Jezioro Solińskie w Bieszczadach wysycha. Boja wskazująca lokalizację zatopionej przed laty świątyni teraz stoi na suchym lądzie. To jeden z wielu skutków przewlekłej suszy panującej w Polsce. Według europejskich naukowców zmiany klimatu sprawią, że problem niedoboru opadów będzie się tylko pogłębiał.

Murator Ogroduje #3: 5 błędów przy zabezpieczaniu drewna przed zimą

Jezioro Solińskie wysycha coraz bardziej

Jezioro Solińskie powoli znika. Wg PGE Energia odnawialna (właściciel infrastruktury hydrotechnicznej jeziora) poziom wody w dniu 10 października 2026 wynosił 409,60 m n.p.m., czyli aż 10 m poniżej maksymalnego poziomu napełnienia zbiornika. Fakt, że sytuacja jest poważna, widać już na pierwszy rzut oka. W rejonie Wołkowyi turyści mogą spacerować – i robią to – po miejscu, które jeszcze niedawno było dnem zbiornika wodnego. Odsłoniły się także pozostałości dawnych zabudowań. Zaparkowane niegdyś przy brzegu skutery wodne stoją w piasku.

Jezioro nie zniknie całkiem – w głębszej części wciąż jest sporo wody. Trudno jednak nie poczuć niepokoju, patrząc na fotografie. Mylą się osoby twierdzące, że niski poziom wody to sytuacja normalna, wynikająca ze spuszczania wody ze zbiornika do Sanu. Owszem, odbywa się zasilanie Sanu wodą z Soliny, ale wystarczy rzut oka na zdjęcia satelitarne z lat poprzednich, żeby zobaczyć, że nigdy dotąd nie powodowało to tak drastycznych skutków. Jak podaje w rozmowie z Polskim Radiem Rzeszów Piotr Walko z Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, ze zbiornika odpływa obecnie ok. 7,5 raza więcej wody, niż do niego dopływa. To pokazuje tempo, w jakim Jezioro Solińskie się kurczy.

Lokalny samorząd zapowiada w rozmowie z rp.pl działania, w tym pogłębienie jeziora. Będzie to jednak proces długotrwały, trudny technicznie i niezwykle kosztowny, a więc niemożliwy do zrealizowania bez finansowania zewnętrznego, np. ze strony rządu. Samorządowcy dopiero zamierzają się o nie starać, ale sukces wcale nie jest pewny.

Wysychające Jezioro Solińskie
Autor: Adriana Słowik

Winna susza, która trwa od lat

O trwającej w Polsce suszy hydrologicznej wielu z nas słyszy od dawna, ale na ogół nie poświęcamy jej wiele uwagi. Dopóki w naszych kranach jest woda, zwykle traktujemy suszę jako zjawisko nieprzyjemne, ale normalne, dotykające przede wszystkim rolników. Jednak obecnie trwająca susza ma charakter długotrwały i pogłębiony, a jej skutków nie usuną zwykłe jesienne deszcze. Niedobór wody jest bowiem tak głęboki, że konsekwencje mogą być odczuwalne nawet po tym, jak sytuacja wróci do normy (o ile wróci).

Susza hydrologiczna to stan, w którym poziom wód w rzekach, jeziorach i wodach podziemnych spada poniżej wieloletnich norm. (...) Główną przyczyną tego zjawiska są zmiany klimatu. Coraz częściej obserwujemy bezśnieżne zimy, które ograniczają naturalne zasilanie rzek wodą z roztopów. Z kolei intensywne, krótkotrwałe opady latem powodują szybki spływ wody do kanalizacji i rzek, zamiast jej stopniowego wsiąkania w grunt

– wyjaśnia Starostwo Powiatowe w Dąbrowie Tarnowskiej.

Najważniejszą przyczyną zmian klimatu jest działalność ludzka – głównie masowe spalanie paliw kopalnych takich jak węgiel i ropa. Kominy domów i fabryk oraz rury wydechowe pojazdów benzynowych generują duże ilości dwutlenku węgla, który zbiera się w atmosferze i zatrzymuje ucieczkę ciepła w przestrzeń kosmiczną. W efekcie rośnie średnia temperatura na Ziemi, a to powoduje zaburzenia klimatu i zjawiska takie jak ulewne deszcze, susze czy huragany.

Wysychanie Jeziora Solińskiego nie jest więc sytuacją normalną ani nawet wyjątkowym przypadkiem. To część szerszego zjawiska, obserwowanego w ostatnich latach w całej Europie. Tylko w Polsce obniżający się poziom wody stwierdzono m.in. w Wiśle i na Bugu, a także na większości pojezierzy. Naukowcy z Europejskiej Agencji Środowiska prognozują, że w najbliższych dekadach problem suszy będzie najprawdopodobniej dotykał nasz kontynent coraz częściej. Przekonanie to opierają na pomiarach, które jasno pokazują m.in., jak silnie w latach 1981–2010 wzrosła częstotliwość i dotkliwość susz w Europie.

Jak można walczyć z wielkim wysychaniem?

W najszerszym sensie walka ze zmianami klimatu to oczywiście zadanie dla rządów i organizacji międzynarodowych. Działania w tym zakresie prowadzone są od lat, co widać m.in. w wycofywaniu się kolejnych państw europejskich z wykorzystywania paliw kopalnych takich jak węgiel czy gaz ziemny. Wszystko po to, by ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery i przynajmniej spowolnić ocieplanie się klimatu.

Nie znaczy to jednak, że zwykli obywatele mogą siedzieć z założonymi rękami. W czasach coraz częstszych susz kluczowa staje się retencja wody, czyli jej zatrzymywanie. Na małą skalę pomagają w tym m.in. zbiorniki na deszczówkę czy rezygnacja z nadmiernego betonowania podłoża, żeby więcej wód opadowych mogło wsiąknąć w ziemię. Warto uwzględnić to np. na etapie budowy domu czy planowania ogrodu. Może zamiast wybetonowanego podjazdu lepsza będzie bardziej przepuszczalna nawierzchnia? Może zamiast roślin wymagających częstego podlewania lepiej posadzić gatunki odporne na suszę? Takie indywidualne wybory same nie powstrzymają wysychania Polski, ale z pewnością przysłużą się lokalnej przyrodzie. Reszta jest już w rękach rządzących.

Murowane starcie
Płytki – przyklejać czy skuwać? MUROWANE STARCIE
ROLKI