Spis treści
- Traw ozdobnych jesienią się nie tnie? To nie jest takie proste
- Dlaczego miskant po jesiennym cięciu może normalnie rosnąć?
- Miskant jesienią – ciąć czy zostawić do wiosny?
- Z rozplenicą byłabym ostrożniejsza
- Kiedy jesienne cięcie traw ma najwięcej sensu?
- Są trawy, które można ciąć jesienią bez większych dylematów
- Jak przycinam trawy jesienią?
- Dlaczego mimo wszystko wiele osób zostawia trawy na zimę?
- Czy zatem warto ciąć miskanty i rozplenice jesienią?
Traw ozdobnych jesienią się nie tnie? To nie jest takie proste
Zalecenie jest znane: miskanty, rozplenice i większość innych dużych traw ozdobnych zostawiamy na zimę, a sekator wyciągamy dopiero wiosną. Sama robię inaczej. Gdy kępy miskantów i rozplenic całkowicie zaschną, ścinam je jesienią. Wiosną wypuszczają nowe pędy i rosną pięknie. Czy mam po prostu szczęście? Niekoniecznie.
Wiosenne cięcie jest bezpieczną i z wielu powodów bardzo dobrą zasadą ogólną, ale nie oznacza to, że usunięcie całkowicie martwych części trawy późną jesienią automatycznie jej zaszkodzi. Zarówno moja praktyka jak i wiarygodne źródła (m.in. teksty autorstwa Michała Mazika, autora książek ogrodniczych i artykułów w naszym serwisie) potwierdzają, że niektóre trawy ozdobne można przycinać także późną jesienią. Pozostawienie ich na zimę wynika między innymi z walorów dekoracyjnych, suche kępy pięknie dekorują nasze ogrody jesienią i zimą, kiedy wegetacja większości roślin zamiera. To spora różnica między stwierdzeniami: „najlepiej ciąć wiosną” i „jesienią ciąć nie wolno”.
Dlaczego miskant po jesiennym cięciu może normalnie rosnąć?
Pod koniec sezonu miskant nie umiera. Zamiera jego część nadziemna. Liście żółkną, następnie brązowieją i wysychają, a roślina przechodzi w okres spoczynku. Żywe pozostają organy znajdujące się u podstawy kępy i pod ziemią. To z nich wiosną pojawią się nowe pędy. Dlatego odcięcie w listopadzie całkowicie suchego źdźbła to zupełnie coś innego niż skrócenie zielonego miskanta we wrześniu, kiedy nadal trwa wegetacja.
I właśnie tutaj postawiłabym wyraźną granicę. Nie ścinałabym jesienią trawy tylko dlatego, że zrobiło się chłodno albo kilka końcówek liści zbrązowiało. Jeżeli duża część kępy pozostaje zielona, roślina nie zakończyła jeszcze sezonu. Przy jesiennym cięciu warto poczekać, aż cała część nadziemna wyraźnie zaschnie.
Miskant jesienią – ciąć czy zostawić do wiosny?
Wielu praktyków zaleca cięcie miskantów od połowy marca do kwietnia, przed rozpoczęciem intensywnego nowego wzrostu. Także Związek Szkółkarzy Polskich w opisach popularnych odmian miskanta chińskiego wskazuje wiosnę jako termin usuwania zaschniętych pędów. Suche kępy mają swoje zalety. Ładnie wyglądają pod szronem i śniegiem, zatrzymują śnieg, zapewniają dodatkową osłonę podstawie rośliny i tworzą zimowe schronienie dla drobnych organizmów. Szczególnie młody miskant albo roślina posadzona w chłodniejszym rejonie Polski może skorzystać z pozostawienia suchej masy nad ziemią.
Ale to wciąż nie dowodzi, że dorosły, zdrowy i dobrze ukorzeniony miskant musi pozostać nieścięty aż do marca, bo inaczej przemarznie. Moje doświadczenie jest inne i źródła ogrodnicze pokazują, że nie jest ono pozbawione podstaw.
Z rozplenicą byłabym ostrożniejsza
Tutaj sprawa jest ciekawsza. Rozplenicę japońską również ścinam jesienią i w moim ogrodzie wiosną normalnie odbija. Nie zrobiłabym jednak z tego uniwersalnego zalecenia dla wszystkich rozplenic w Polsce. Dlaczego? Rozplenice są bardziej wrażliwe na niską temperaturę niż wiele miskantów, a odporność poszczególnych odmian może się różnić. Związek Szkółkarzy Polskich w przypadku polskiej odmiany rozplenicy japońskiej ‘Lady U’ wyraźnie zaleca pozostawienie zaschniętych liści na zimę, ponieważ poprawiają one ochronę rośliny przed mrozem. Zwraca też uwagę, że nawet ta stosunkowo odporna odmiana może wymagać zabezpieczenia w najchłodniejszych rejonach Polski.
Czy oznacza to, że skoro moja rozplenica została ścięta jesienią i przeżyła, zalecenia są błędne? Nie. Oznacza raczej, że termin cięcia jest tylko jednym z elementów decydujących o zimowaniu. Znaczenie mają odmiana, wiek rośliny, jej kondycja, przepuszczalność gleby, stanowisko, przebieg konkretnej zimy i region kraju. Duża, dobrze zakorzeniona kępa rosnąca w zacisznym miejscu może zachować się zupełnie inaczej niż młoda rozplenica posadzona jesienią na otwartej działce w północno-wschodniej Polsce. Dlatego właśnie własne doświadczenie można wykorzystać, ale nie należy z niego robić zasady dla wszystkich.
Kiedy jesienne cięcie traw ma najwięcej sensu?
Przede wszystkim wtedy, gdy część nadziemna całkowicie zakończyła już wegetację. Nie sugerowałabym konkretnej daty. Jednego roku będzie to wcześniej, innego później. Jesień potrafi być długa i ciepła, a miskant jeszcze w październiku może zachowywać sporo zielonych liści. Lepiej obserwować roślinę niż kalendarz.
Jesienne cięcie łatwiej też obronić w przypadku dużej, kilkuletniej i dobrze ukorzenionej trawy rosnącej na odpowiednim stanowisku niż świeżo posadzonego egzemplarza. Młode miskanty Związek Szkółkarzy Polskich zaleca w pierwszym roku zabezpieczać przed zimą.
Nie spieszyłabym się również z usuwaniem liści u traw bardziej wrażliwych, rosnących na bardzo wietrznych stanowiskach czy w najzimniejszych rejonach kraju. Tu kilka tygodni zwłoki nic nie kosztuje.
Są trawy, które można ciąć jesienią bez większych dylematów
Nie wszystkie trawy mają zimą równie dużą wartość dekoracyjną i nie wszystkie równie dobrze utrzymują suche pędy. Bardzo dobrym przykładem jest trzęślica modra ‘Variegata’ –jej liście i kwiatostany zwykle wykładają się późną jesienią, dlatego po zżółknięciu można ściąć roślinę do ziemi. To pokazuje, dlaczego jedno zalecenie dla wszystkich traw jest wygodne, ale nie zawsze precyzyjne.
Inaczej pielęgnuje się miskanta, inaczej rozplenicę, jeszcze inaczej trzęślicę, a zupełnie inaczej gatunki zimozielone. Te ostatnie zazwyczaj nie wymagają corocznego ścinania całej kępy. Najczęściej usuwa się z nich suche i uszkodzone liście, pozostawiając zdrowe. Trzeba pamiętać, że zimozielone trawy nie zawsze dobrze reagują na radykalne cięcie.
Jak przycinam trawy jesienią?
Najpierw patrzę na kępę. Jeżeli nadal widzę dużo zieleni, zostawiam ją w spokoju. Przystępuję do dzieła, gdy przeważają źdźbła suche. Nie zawiązuję traw sznurkiem, dla mnie zwarty pęk jest trudniejszy do ucięcia niż luźne liście. Nie przejmuję się, że mam więcej sprzątania, trudno, wliczam to w koszty. Na pewno wygodniejsze od sekatora są ostre nożyce do żywopłotu.
Zakładam też rękawice i bluzę z długim rękawem. Liście miskantów potrafią bardzo nieprzyjemnie przeciąć skórę, czego już doświadczyłam. Blizna na ramieniu jest coraz mniej widoczna, ale po 3 latach nadal jest. Nie polecam.
Kępę skracam nisko, ale nie ma potrzeby walczyć o każdy centymetr i ścinać jej równo z ziemią. Wiosną i tak pojawią się zupełnie nowe pędy.
Najważniejsze jest coś innego: nie uszkodzić młodych przyrostów. To właśnie dlatego wiosenne cięcie odkładane zbyt długo bywa kłopotliwe. Gdy nowe źdźbła zdążą wejść wysoko między stare, łatwo przeciąć jedne razem z drugimi.
Dlaczego mimo wszystko wiele osób zostawia trawy na zimę?
Bo są piękne. Dojrzały miskant ze srebrzystymi kwiatostanami może zdobić ogród przez wiele miesięcy. Pokryty szronem wygląda często lepiej niż niejedna zimozielona roślina. Suche kępy poruszają się na wietrze i sprawiają, że zimowa rabata nie jest zupełnie płaska. Dla mnie to nie jest takie istotne, w zimowe miesiące nie korzystam z działki. Pozostawienie traw do wiosny ma też znaczenie przyrodnicze – źdźbła tworzą miejsca schronienia dla bezkręgowców
To są dobre argumenty. Ale znów – są to argumenty za pozostawieniem traw, a nie dowód, że wcześniejsze usunięcie całkowicie zaschniętej części nadziemnej musi roślinie zaszkodzić.
Czy zatem warto ciąć miskanty i rozplenice jesienią?
Miskanty – w przypadku zdrowych, dorosłych roślin po pełnym zakończeniu wegetacji jesienne cięcie można obronić. Są źródła, które wprost dopuszczają taki termin, choć wiosna pozostaje najczęściej zalecanym rozwiązaniem.
Rozplenice potraktowałabym ostrożniej. Sama je tnę i dobrze zimują, ale w polskich warunkach pozostawienie suchych liści jest dodatkowym zabezpieczeniem, z którego nie zawsze warto rezygnować. Szczególnie dotyczy to młodych roślin, chłodniejszych stanowisk oraz odmian o niepewnej mrozoodporności.
I chyba właśnie to jest najważniejszym wnioskiem.Nie ma potrzeby zamieniać wiosennego terminu cięcia traw w żelazny zakaz dotykania ich jesienią. Niektóre trawy można przyciąć po zakończeniu wegetacji i wiosną normalnie odbiją. Sama robię tak z miskantami i rozplenicami. Nie dlatego, że jesienne cięcie sprawia, że rosną piękniej. Rosną pięknie mimo tego, że nie czekam z cięciem do wiosny. I to jest zasadnicza różnica.
Zobacz zdjęcia pięknych traw ozdobnych z polskich ogrodów