Przytulne mieszkanie w oddalonej kilkanaście kilometrów na południowy zachód od Krakowa Skawinie wydawało się Roksanie i Markowi prawdziwym rajem na ziemi. Do czasu. Bo kiedy przyszła na świat Liwia, a jej mama zdecydowała się nie wracać po urlopie macierzyńskim do dotychczasowej pracy, tylko rozpocząć własną działalność w Krakowie, wszystko stanęło na głowie.
Mniej znaczy więcej
Wyburzyć tyle ścian, ile się da – takie było pierwsze zadanie powierzone architektkom z Trzy A Design.
– Siedemdziesiąt metrów kwadratowych to niemało, ale nie w wersji poszatkowanej – tłumaczy decyzję Roksana. Teraz do połączonej z salonem kuchni są dwa wejścia – z holu i przez salon. – To duża wygoda – jak twierdzi gospodyni. Na skutek wyburzeń pomieszczenie znacznie się też powiększyło.
Dlatego można było sobie pozwolić na zamontowanie tu dwóch sporych drewnianych blatów (znów wygoda!) i zawieszenie zabudowanych szafek tylko nad jednym z nich. Na wspólnej powierzchni znalazły się też po przebudowie pokój Liwii i sypialnia rodziców. Kiedy dziecko podrośnie, pomieszczenie podzielą przesuwne drzwi. – Na razie wolimy mieć córkę na oku dzień i noc – śmieją się Roksana i Marek. Z konieczności nienaruszony pozostał jedynie korytarz (ściany konstrukcyjne). Projektantki, nie mogąc zmienić jego układu i polepszyć funkcjonalności, zagrały światłem i kolorem. W efekcie wyłaniający się z czekoladowego tła rząd wiszących lampek prowadzi do zalanego światłem holu, stając się doń swoistym drogowskazem.