Odkąd ukończyli prace przy elewacji, ten dom zaczęli odwiedzać okoliczni mieszkańcy, a często także podróżujący drogą Warszawa – Barwinek, zaciekawieni cytrynowo-zielonym budynkiem, odcinającym się tak wesoło od szarego otoczenia.
Jak się spełnia marzenia?
Ula i Jurek potrzebowali na to 10 lat – mieszkania u rodziców, a później na swoim w bloku. Ula pracuje w szkole – uczy wychowania fizycznego, Jurek pracował w telekomunikacji. Kiedy firma zaproponowała mu dalszą pracę, ale pod warunkiem wyjazdu do innej miejscowości, złożył wymówienie. Dostał wysoką odprawę – to była żelazna część kapitału na budowę.
Młodzi małżonkowie czytali „Muratora”, ale Ula była realistką: – Zdobyliśmy mieszkanie. To i tak wielkie osiągnięcie. Nie mamy za co budować. Jurek sypiał niespokojnie. Dorastał w domu jednorodzinnym. Po jednej nocy przespanej w bloku od rana powtarzał: – Musimy się wybudować. Jak mówię, to wiem.
Nie przeszło mu po ślubie; można by rzec, że blok zwichrował mu charakter, bo przez 10 lat nie rozprawiał z takim zapałem o niczym innym, jak o planowaniu budowy. Życie szło swoim torem. Dwoje dzieci, praca, rodzina, obowiązki. Wielu ludzi w tym rytmie ukołysze się; czas sobie płynie, dzieci rosną, włosy siwieją, samochód rdzewieje, tylko mieszkanie małe, niezadowolenie z ciasnoty coraz większe, a ogródka brakuje jak zdrowia. Jurek tak nie chciał…
Mała miejscowość to miejsce, skąd się ucieka. A blok – miejsce, gdzie człowiek nie czuje się jak we własnym domu.
– Czy wy się nigdy nie kłócicie? – pyta sąsiadka. – Nie słyszę żadnych odgłosów, a przecież przez ściany dolatuje nawet podniesiony głos.
– Kłócimy się po cichu. Piszemy na kartce.
Rodzice Jurka, jakby podbudowując marzenia syna, podarowali młodym działkę budowlaną w rodzinnej wsi – 700 m2. Ci sprzedali później tę działkę, a w 1999 roku kupili upatrzoną wcześniej w Nowej Dębie (o powierzchni 2200 m2) – na łąkach, przy zjeździe z wiaduktu. Zostali właścicielami pięknej działki za 17 tys. zł. W realiach dużych miast cena śmiesznie niska. Mieli działkę, więc teraz Jurek przeglądał projekty i przelewał na papier własne pomysły. Bo od początku było wiadome, że: – Będziemy mieszkali nie modnie, ale wygodnie.
Ula patrzyła sceptycznie, ale Jurek szukał i podliczał fundusze: – Pożyczki mieszkaniowe w naszych miejscach pracy – 15 tys. zł, książeczki mieszkaniowe – 25 tys. zł.
Później odprawa z telekomunikacji. Doszła jeszcze dodatkowa okoliczność. 10 lat temu rodzice Uli wylosowali amerykańską wizę i wyjechali za ocean. Teraz zadeklarowali chęć pomocy finansowej przy budowie. 150 tys. zł – tyle kosztowała budowa tego domu. Wynik nie do osiągnięcia w dużych miastach, ale i w Nowej Dębie trudny. Wystarczy popatrzeć na obowiązujące w lokalnym budownictwie trendy. Wciąż jeszcze buduje się tu domy duże, bez określonego stylu, za to często „modne inaczej” – udziwnione, o nierównych połaciach dachu; niby zwykłe, a z dostawioną reprezentacyjną wieżą (czemu ta wieża służy – dumaniu?). Pozytywnych przykładów nie jest wiele. Ula i Jurek są stąd – mogli więc budować też dom „modny inaczej”. Dzięki lekturze „Muratora”, a przede wszystkim własnej intuicji zbudowali ciekawy dom, który przyciąga pozytywną uwagę.
Inwestorzy sformułowali takie oto oczekiwania:
- Dom o powierzchni około 100 m2 (a ostatecznie wyszedł o powierzchni 143 m2 + garaż). W zupełności wystarczy czteroosobowej rodzinie, która dotąd mieszkała na 45 m2.
- Pokój z kominkiem. Niekoniecznie reprezentacyjny salon. Nie chcemy przecież dużego domu, ale musi być miejsce, gdzie możemy się wszyscy zgromadzić.
- Poddasze użytkowe. To część intymna domu. Tam znajdą się pokoje dla dzieci, sypialnia i rodzinna łazienka. Każdy będzie miał prawo do prywatności, do pracy w ciszy.
- Garaż w bryle budynku. Z wygody. Po to chcemy mieć dom, by wygodnie wysiadać z samochodu pod dachem i w cieple.
- Pokój nad garażem. To miejsce na salę telewizyjną albo siłownię. Miły zakątek, który nie będzie dużo kosztował. Można zrobić pomieszczenie używane tylko od wiosny do jesieni.
- Wydzielone schody. W domu są dzieci. Schody muszą być w miejscu dyskretnym, by komunikacja na piętro odbywała się bez komplikacji.
- Pokój do pracy. Taki pokój jest – naszym zdaniem – konieczny w domu, w którym jest komputer. Dodatkowo „za” przemawiał rodzaj nowej pracy Jurka – tworzenie stron internetowych i usługi teleinformatyczne.
- Ganek. Bo w domu musi być takie pomieszczenie. To rodzaj śluzy, która zatrzymuje i zimne powietrze, i różne przedmioty, które chciałyby „wtargnąć” do wnętrza, np. buty, parasole, piłki syna.
Taki program sobie ułożyli i – ciekawostka – po przejrzeniu kilkudziesięciu katalogów projektów nie znaleźli projektu, który odpowiadałby w całości ich oczekiwaniom. Jeśli podobała się elewacja, program funkcjonalny był nie ten. I odwrotnie – ciekawe wnętrze, brzydki dom. W końcu zdecydowali się na kompromis. Wybrali projekt, kierując się wyglądem elewacji – wybór padł na projekt krakowskiego biura ARCHETON. Wnętrze – jak uznali dość interesujące – zmodyfikowali wedle własnych potrzeb. Przenieśli kuchnię – w tym miejscu zrobili gabinet. Zrezygnowali z wydzielonej jadalni: – Na co dzień wystarczy kącik jadalny w kuchni, a w święta można rozstawić stół w salonie.
Rozpoczęli budowę
Jesienią 1999 roku, skończyli w sierpniu 2002 roku. Tu rolę przewodnią objął Jurek. Wiadomo było, że należy zmieścić się w budżecie – 150 tys. zł. Trzeba oszczędzać na wykonawcach, a także wybierać materiały, powiedzmy, nie luksusowe. A skoro tak, łatwo o błędy. I z tej konfrontacji z budowaniem inwestor wyszedł zwycięsko. Znów trzeba pochwalić inwestora – miał znakomitą intuicję. Opowiada: Ułożyłem 5 zasad, do których postanowiłem się stosować:
1. Przed każdym etapem muszę jak najwięcej przeczytać. Wiedzę czerpałem z „Muratora” i fachowych książek.
2. Uznałem, że mam za mało wiedzy i doświadczenia, by zaufać przypadkowym wykonawcom. Oparłem się więc całkowicie na lokalnych fachowcach, których łatwo można sprawdzić. Na terenie powiatu, dawnego województwa każdy, kto siedzi w budownictwie, wie, która firma czy fachowiec pracują solidnie, terminowo, a kto naciąga nieświadomych inwestorów i zostawia po sobie zgliszcza. Jest tylko jeden warunek: do budowy należy przygotowywać się z wyprzedzeniem co najmniej sezonu. Bo dla dobrych fachowców bezrobocia nie ma – oni mają poumawiane prace na cały sezon i dłużej.
3. Postanowiłem kupować lokalne materiały budowlane – od pustaków ceramicznych (z których powstanie dom) po drzwi i okna. A że w okolicy mają swoje siedziby producenci z marką znaną w całym kraju, zyski górowały nad ryzykiem. W sklepie fabrycznym jest zwykle taniej.
4. Na budowie musi być nadzór – taką funkcję pełnić będzie mój ojciec.
5. Nie będę się spieszył, bo w pośpiechu popełnia się najwięcej błędów. Praca na budowie – od wiosny do jesieni, a zimą – głęboki namysł i przygotowanie do kolejnego etapu. Nim zacząłem budować, wszystko miałem poukładane w głowie.
Problemy i sukcesy
Bo przecież zbudować dom nie jest łatwo. Najpierw budowa została skontrolowana przez inspektorów z urzędu pracy. Inwestorzy zostali ukarani wnioskiem na kolegium, bo wykonawca, który (niestety) pracował na czarno, powinien zostać zgłoszony w ciągu 5 dni do ZUS-u i do urzędu skarbowego (inwestorzy dopełnili tego obowiązku 7. dnia). Wysokość kolegium: 32 zł (!?).
Długo nie można było wykonać przyłącza elektrycznego. Doprowadzono gaz, telefon, wodę, nawet kanalizację. Wprawdzie transformator stał w zasięgu wzroku, ale problem polegał na tym, że był własnością mieszkańców osiedla. Zakład nie chciał podłączyć użytkownika, bo nie był właścicielem urządzenia, a komitet mieszkańców miesiącami nie mógł uporać się z biurokracją związaną ze sprzedażą transformatora. Dopiero w maju 2001 roku procedurę zakończono i inwestorzy mogli się podłączyć. Wcześniej każdego dnia musieli rozwijać kabel do życzliwego sąsiada.
Plusy dobrze zorganizowanej budowy były oczywiste:
- ekipy zatrudniane do poszczególnych etapów: fundament, ściany i strop, dach – wykonywały prace całościowo. Nie mogły więc zrzucać odpowiedzialności na innych wykonawców;
- kupując lokalnie, bo u producenta albo z hurtowni, inwestorzy byli klientami z kategorią „S”. Kto buduje dom, ten kupuje, kupuje, kupuje… Producent okien z Rzeszowa dał 25% zniżki, byle mu klient nie uciekł. Hurtownie zapewniały jeszcze bezpłatny transport;
Pomocne były rodzinne koligacje budowlane. Wujek ma firmę zajmującą się pracami wykończeniowymi – więc skorzystałem, brat kuzyna prowadzi firmę wyrabiającą na budowie żądanej długości rynny aluminiowe, więc i ja takie chciałem mieć. Przydała się wiedza informatyka. Jurek zaplanował w domu aż 11 obwodów elektrycznych – z myślą o wygodzie, między innymi:
- osobno garaż i wejście,– osobno oświetlenie na parterze, osobno na poddaszu (co nie użytkowane, można odłączyć),
- osobno trójfazowy kabel do kuchni elektrycznej,
- osobno gniazdka na zewnątrz.
Uzbroił też ściany we wszelkie instalacje – komputerową, telewizyjną, telefoniczną, alarmową, a nawet przewody do głośników.
Jak się przeprowadzić?
Pretekstem było rozpoczęcie roku szkolnego (Żeby dzieci nie odrabiały lekcji w samochodzie przewożącym meble), ale tuż przed tym terminem ojciec Jurka poważnie zachorował. Dzielny inspektor nadzoru trafił do szpitala (niekoniecznie z powodu budowy). Nikt nie miał głowy do prac wykończeniowych. Później chory wracał do zdrowia, a w domu zainstalowano kocioł i grzejniki – nie można było dłużej zwlekać. Nasz dom wygląda jak z bajki – cieszyła się Urszula. – Nie mogłam się doczekać.
A jaka jest definicja przeprowadzki? – Po raz pierwszy wieczorem nie musieliśmy wracać do mieszkania. To było właśnie zamieszkanie.
Komentarz prawnika: Zatrudniaj legalnie działające firmy
Gdy zatrudniamy zarejestrowaną firmę, to nie musimy zgłaszać jej pracowników do ubezpieczenia ani odprowadzać podatku i składek na ZUS od ich wynagrodzenia. Powinien o to zadbać szef firmy. Inaczej sprawa wygląda, gdy zatrudniamy osoby, które nie mają zarejestrowanej działalności gospodarczej i nie są zatrudnione na etacie. W takich sytuacjach w razie kontroli inspektorzy mogą uznać, że pracujący na naszej budowie robotnicy zostali zatrudnieni na umowę o pracę (zwłaszcza jeśli wykonują pracę pod naszym kierownictwem), i mogą ukarać pracodawcę (inwestora) za niedopełnienie obowiązku zgłoszenia pracowników do ubezpieczenia oraz rozliczenia z ZUS-em i urzędem skarbowym. (jn)