Renata i Grzegorz Gołębiowscy przed budową mieszkali w 3-pokojowym mieszkaniu (54 m2) w Warszawie. Mieli już dwójkę dzieci i od dawna pielęgnowali miłą myśl o tym, że pewnego dnia wybudują swój własny dom. Jak to zwykle bywa, o czasie i miejscu zdecydował przypadek – zdarzyła się okazja nabycia niedrogiej działki i właśnie to zmotywowało całą rodzinę do działania. Kiedy już podjęli decyzję – znikły wszelkie wątpliwości, to była naprawdę dobra decyzja.
Odpowiedni projekt
Państwo Gołębiowscy bardzo chcieli zamieszkać w domu z jedną kondygnacją.
– Wybraliśmy projekt parterowy choćby dlatego, że łatwiej jest utrzymać kontrolę nad małymi dziećmi, kiedy są na jednym poziomie – argumentuje pani Renata. A pociechy państwa Gołębiowskich są wciąż nieduże. Wprawdzie wcześniej kupili już jeden projekt, ale wyrzucili go do kosza – dom był stanowczo za duży (ponad 200 m2) i piętrowy.
Dom „Przestronny D08” z kolekcji MURATORA, projekt na który w końcu się zdecydowali, jest funkcjonalny i wygodny. Państwo Gołębiowscy są bardzo zadowoleni z układu wnętrza, chwalą sobie zwłaszcza praktyczne garderoby w sypialniach.
Jednak zanim zaczęli budowę, wybrali się w odwiedziny do innego inwestora, który już postawił dom „Przestronny”. – To było bardzo ważne – zobaczyć dom w rzeczywistości i sprawdzić, jakie są gabaryty poszczególnych pomieszczeń – wspomina pani Renata.
Szybciej, niż zaplanowali
Budowa poszła bardzo sprawnie. Sprawy urzędowe udało im się załatwić szybko dzięki pomocy ojca pana Grzegorza. Zaczęli w maju 2004 roku, a wprowadzili się już w sierpniu 2005 roku. To nawet prędzej, niż zaplanowali, początkowo chcieli czekać do wiosny, ale po obliczeniu kosztów utrzymania obu domów przez zimę okazało się to zupełnie nieopłacalne. Musieli więc zrezygnować po części z wcześniejszych planów, że wprowadzą się do kompletnie wykończonego lokum.
Fakultet z budownictwa
Pan Grzegorz starannie przygotowywał się do budowy, dużo czytał, zasięgał opinii na forach dyskusyjnych, m.in. Forum MURATORA. – Właściwie to zrobiłem dodatkowy fakultet z budownictwa – uśmiecha się. – Zastanawiałem się nad zatrudnieniem ekipy, która kompleksowo zajęłaby się budową, ale po podliczeniu kosztów okazało się, że wyjdzie to dużo drożej niż nadzorowanie budowy samodzielnie i zatrudnianie ekip do poszczególnych prac. Na budowanie całkowicie systemem gospodarczym nie było czasu – dodaje pan Grzegorz. Pan Gołębiowski jest z zawodu finansistą, więc skrupulatnie oszacował koszty, a następnie dodał 15-procentowy zapas, ponieważ nie da się przewidzieć wszystkich wydatków związanych z budową. – Dobry kosztorys to podstawa. Nam udało się zamknąć w kwocie, którą założyłem – mówi pan Grzegorz. W zasadzie dom udało się zbudować tak szybko i dobrze dzięki doświadczeniu i życzliwości wielu osób – innych inwestorów, z którymi pan Gołębiowski się konsultował.
Sroga zima
Państwo Gołębiowscy przeprowadzili się do swojego domu akurat przed ostatnią srogą zimą. Teraz mogą być pewni, że jest on solidnie zbudowany, a ogrzewanie sprawdzi się w każdych warunkach. Nawet przy -25oC czuli się w nim komfortowo. Bali się trochę tej zimy, ponieważ do ogrzewania pomieszczeń zastosowali dość niespotykane rozwiązanie, a mianowicie pompę ciepła. Jest to nowoczesny, ekologiczny sposób wytwarzania ciepła. Ale jak wszystko, co nowatorskie i rzadko spotykane (przynajmniej w Polsce), wzbudzało pewne obawy. Pompa do wytwarzania ciepła potrzebuje jedynie odrobinę energii elektrycznej. Resztę potencjału czerpie z gruntu. Była to dość droga inwestycja, ale za to teraz jest tania w eksploatacji. Z samej pompy są bardzo zadowoleni: – Jest czysto, komfortowo, bezobsługowo – zachwala pan Grzegorz. Dodatkowo w domu zainstalowane jest ogrzewanie kominkowe.
Ale ogrzewanie to nie jedyna rzecz, która spędzała im sen z powiek. Działka była nieuzbrojona, więc wszystkie media musieli doprowadzać sami. Mają na przykład własną oczyszczalnię ścieków. To też był spory wydatek, na szczęście gmina miała w planie dofinansowanie takich inwestycji więc złożyli podanie i dostali pieniądze na pokrycie większości związanych z tym kosztów. – Baliśmy się, czy zimą woda nie zamarznie w rurach, a oczyszczalnia wytrzyma takie mrozy. Obawy okazały się bezpodstawne – wspomina pan Grzegorz.
Ponieważ dotąd mieszkają sami przy swojej ulicy, zimą zdarzyły się dwa tygodnie, kiedy z powodu roztopów nie dało się dojechać do posesji. Musieli zostawiać samochody przy głównej drodze i ostatni dystans (dziesięć minut marszu) przemierzać na piechotę.
Drogi prąd
– Zakład energetyczny w naszej gminie jest jak z poprzedniej epoki – ocenia pan Grzegorz. – Nie można się było z nimi dogadać. W końcu doprowadziliśmy energię elektryczną na własny koszt (200 m), co oczywiście sporo kosztowało. Do tej pory korzystają z tej linii, a mimo że wszystkie działki wokół przeznaczone są pod zabudowę – prądu wciąż nie ma.