Agnieszka i Michał wrócili z zagranicy. Tam mieszkali w apartamencie i jeździli samochodami o wielkiej mocy silnika. Chcieli w Polsce utrzymać ten sam standard i styl. Nic dziwnego, że dalsze życie wiązali z domem i ogródkiem, w którym bawiłby się syn. Nie mieli czasu na budowę, szukali czegoś gotowego. Czyli czego?
– Miał się podobać – mówi ze śmiechem Agnieszka. – Nie za duży, bo dom trzeba sprzątać. I z garażem na dwa samochody – dodaje. Pięć miesięcy oglądania różnych obiektów i nic – nie podobały im się bryła, rozplanowanie wnętrza, lokalizacja, a czasem jakość wykonania.
Wreszcie trafili na „Wspaniałego”. Ocena pierwszego wrażenia – na piątkę. Recenzja obojga brzmiała: – Prosty, zgrabny, piękny! Po wizycie w środku wrażenie pozytywne zostało wzmocnione: – Jest przytulny, dobrze zaplanowany. Weszli na poddasze: – Ile tu miejsca! Uznanie wzbudziła też wysokość pomieszczeń: – Przestronnie i widno! Hitem w ocenie Agnieszki i Michała jest łazienka przy sypialni gospodarzy. Tylko dla nich!
Zobacz także:
Podobał im się też rozkład pomieszczeń – jest pokój dla syna Kuby, jest sypialnia nad garażem, która może być pokojem gościnnym. Decyzja o zakupie była natychmiastowa. Kupili dom w stanie deweloperskim – stan surowy zamknięty, instalacje, wylewka betonowa, tynki.
Jak wyglądało wykańczanie domu?
W dzień po pierwszej wizycie we „Wspaniałym” podpisali umowę przedwstępną. Jeszcze jej nie sfinalizowano, a już glazurnik układał płytki ceramiczne! Sielanka? Tak. I nerwy. Od kwietnia 2007 roku, gdy podpisali umowę przedwstępną, do zakupu w sierpniu ceny na rynku nieruchomości rosły w szalonym tempie. Agnieszka i Michał bali się, że deweloper zerwie umowę albo zażąda wyższej ceny. Pan Andrzej dotrzymał słowa.
Prace wykończeniowe pamiętają jeszcze z innego powodu. Któregoś dnia dostali telefon, że na ich posesji jest... powódź! Woda spływa po elewacji. Przyczyna? Urwał się wężyk od umywalki na piętrze. Przez wiele godzin woda lała się strumieniem po schodach, przeniknęła przed strop i okno balkonowe, zalała parkiet. Przeprowadzka opóźniła się do stycznia 2008 roku – trzeba było suszyć dom wielkimi wentylatorami.